środa, 9 listopada 2016


Wilki mazowieckie 

Wspaniałą mamy przyrodę wokół Warszawy. Jednym z dowodów na to jest fakt, iż niezbyt daleko od stolicy naszego państwa żyją wilki w lasach mazowieckich. Byle jakich lasów wilki nie wybierają na swoje mieszkanie. Należą do tych  gatunków zwierząt, których obecność wzmacnia  emocjonalną wartość lasu, do którego wchodzimy. W wiekach średnich zwierzęta te nazywano animalia superiora. Kiedyś były to przede wszystkim tur i żubr, niedźwiedź również. Polowania na nie były przez całe wieki zastrzeżone dla władców, ich siedliska wyłączano  spod powszechnej dostępności jako łowiska książęce. Od dawna już nie ma tych wspaniałych zwierząt w mazowieckich lasach. Są łosie,  jest ich bardzo dużo, widuje się je wcale często, łosie żyją nie tylko w Puszczy Kampinoskiej, skąd zachodzą na peryferie miasta, łosia można zobaczyć na żywo i wcale często. 
    Wilki niechętnie dają się oglądać, musi nam wystarczyć wiadomość, że są gdzieś, tuż tuż, obok nas. Bo tak jest bardzo często, że chociaż my ich nie widzimy, one nas obserwują uważnie, zza krzewów, spośród wysokich traw, gdzie czają się i patrzą, czasem tylko czują, bo węch mają i owszem, nadzwyczajny. Trudno się dziwić, że unikają z nami spotkania. Daliśmy się solidnie we znaki naszym młodszym braciom. Człowiek, homo sapiens, to nie jest łagodne zwierzę, to drapieżca, jakich poza nim na świecie się nie uświadczy…
  
Trop wilka jest niemal identyczny jak psa,
różnica jest w sekwencji kroków
Ostatnimi laty pojawiło się na Mazowszu kilka wilczych watah; jedna żyje w kurpiowskiej Puszczy Zielonej, druga w Puszczy Białej, trzecia zadomowiła się w Puszczy Kampinoskiej, podobno są już także wilki w Puszczy Bolimowskiej. Niełatwo być wilkiem. Drapieżniki nie mają w Polsce łatwego życia. Wilki są gatunkiem zagrożonymi przez człowieka, który – mimo doraźnych gestów – wydał im walkę. 


Wilki mają wyjątkowo złą prasę. Od wieków!  Dlaczego? Czy nie dlatego, że wilk jest zwierzęciem inteligentnym, wytrzymałym na trudy, bystrym i o wspaniałych zmysłach? Bolesław Świętorzecki, autor pierwszej monografii wilka, wydanej w Polsce w roku 1926 stwierdzał, że wilk nadaje lasowi osobliwego uroku, a w oczach ludu nawet niebezpieczeństwa. Toteż, gdy legnie ostatni z tych drapieżników – pisał Świętorzecki - do reszty stracą nasze lasy aureolę byłych puszcz.
      Już ustawa króla Zygmunta I Starego, wydana 27 lutego 1538 roku, tycząca ochrony lasów i łowiectwa, wprowadzająca szereg ograniczeń w polowaniach, celem ochrony zwierzyny łownej i dla zapewnienia właściwego jej stanu w lasach Rzeczpospolitej, jeden wyjątek jednocześnie wprowadzała. Tyczył on wilka. Chłop każdy mógł zabić wilka na swoich polach, nawet bez powiadamiania o tym leśniczego królewskiego. A chłop żywemu nie przepuści, jak wiadomo. Lęk przed wilkiem jest zakorzeniony w nas bardzo głęboko. Jak ktoś kiedyś napisał, jest to niejako dziedzictwo i specyficzna cecha Słowiańszczyzny. Wystarczy przejść się przez polskie galerie dziewiętnastowiecznego malarstwa. Prawie każdy z artystów za swój obowiązek uznawał konieczność namalowania obrazu ataku wilczej zgrai na sanie, pędzące przez śnieżna, zimową noc. Oszalały galop koni. Płaty śniegu spod kopyt. Strwożone oczy woźnicy i zaciekłość pasażera, celującego z dwururki w rozwarte paszcze. Józef Brandt, Józef Chełmoński, Alfred Kowalski-Wierusz takie sceny malowali.

Dwa warianty obrazu Alfreda Wierusza Kowalskiego, który swoimi dziełami stworzył wciąż trwającą w narodzie legendę krwiożerczego wilka.
     O złym wilku można nieskończenie.  Strachem przed nim karmimy nasze dzieci. Wilk jest dziki, wilk jest zły, wilk ma bardzo ostre kły. Tym strachem karmimy swoje dzieci. Wilk chciał zjeść Czerwonego Kapturka. Gdyby nie był na obrazku, zaraz by cię zjadł, głuptasku, opowiada dzieciom wierszyk Jan Brzechwy.  Reprodukcję obrazu Piotra Stachowicza, przedstawiającego Matkę Boską ze świecą w ręku i odpędzającą od domostwa zgłodniałe wilki, wierni umieszczali na gromnicach, święconych tego dnia w kościele. Jest wilk symbolem zła i grzechu.  „Bracie wilku, wyrządzasz wiele szkód w tej okolicy, i popełniłeś moc złego, niszcząc i zabijając wiele stworzeń bez pozwolenia Boga” - mówi do wilka w Gubbio św.Franciszek.
Św.Franciszek z wilkiem z Gubbio, rzeźba z Kłodzka

     Bardzo lubimy stawiać cenzurki, przypisywać różne cechy tak ludziom, jak i zwierzętom, którym chętnie przypisujemy ludzkie cechy. Więc lwy są szlachetne. Orły dumne i czujne, wilki bezwzględne, krwawe i dzikie. Wszystkie trzy gatunki żywią się mięsem innych zwierząt, lecz spośród nich tylko wilk jest dla nas, Europejczyków, symbolem zwierzęcia o wrednym charakterze. Orły zawędrowały na nasze sztandary. Drapieżniki kształtowały inteligencję człowieka pierwotnego. Lęk przed nimi został nam zakodowany. Słowianie jednak inaczej patrzą na lwa, niż Afrykanie. Nam lew nie zagraża, możemy go łaskawie obdarzyć koroną. Wilk w koronie? Wolne żarty, dobre sobie. Gdy człowiek począł uprawiać ziemię, wszystkie dzikie zwierzęta zostały jego wrogami.       
Sam wielki Wojciech Kossak legendę także współtworzył. Stereotypowo.
  

Jerzy Kossak też sobie nie żałował. Z pięknego konia pan leśniczy zabija złego wilka.
     Wilk nigdy naprawdę nie był groźny dla człowieka, jednak zawsze zagrażał hodowanej przez ludzi trzodzie i bydłu. Był zawsze naszym konkurentem i to niezwykle uzdolnionym. Tak i dzisiaj do walki z wilkami nawołują ci, którzy jego konkurencją są najbardziej zagrożeni – myśliwi. Jelenie dla wilka? Wara mu. Tylko my mamy prawo je ubijać. Tradycja polowań na wilki jest bardzo stara. Za czasów Karola Wielkiego powołano do życia organizację „wilczarzy”, luparii, czyli tropicieli gatunku.  Dziś efekt jest taki, że we Francji działa nadal związek „wilczarzy”, natomiast nie ma wilków. 
    To prawda, wilk atakuje zwierzynę łowną, ale taką rolę wyznaczyła mu natura. Kapusty wilk nie jada. Jest mięsożernym zwierzęciem. Ponad wszelką wątpliwość stwierdzono, ze wilk wybiera na łup jednostki upośledzone, najsłabsze, chore. Polując na sarny w imieniu przyrody spełnia zadanie selekcjonera. W średniowiecznych źródłach pisanych brak śladów zorganizowanej walki z wilkami. We Francji tak było, na ziemiach polskich – nie. Źródła te, przebadane przez historyków, nie informują też o jakichkolwiek obowiązkach wsi mających chronić przed wilkami książęce, królewskie czy ziemiańskie stada bydła. Nie słychać skarg, donoszących o agresji tych drapieżników, ani ze strony mieszkańców wsi i miasteczek, ani kupców lub podróżników, przemierzających nasze polskie drogi. Kronikarze sporadycznie tylko sygnalizowali o wilczych watahach.
     Wilki instynktownie obawiają się ludzi. Atakując sanie z podróżnymi, rzucały się nie na ludzi, lecz wyłącznie na konie, zmuszone do tego głodem, z braku dzikiej zwierzyny w ich ostojach, zwierzyny wybitej zresztą przez myśliwych. Od lat trzeźwo myślący przyrodnicy próbują uzmysłowić komu trzeba, że obecność drapieżników w ekosystemach jest niezbędna. Że gdyby wilków w Polsce było wielokrotnie więcej, wtedy także nie zagrażałyby zwierzynie leśnej, lecz przeciwnie, przyczyniłoby się to do polepszenia stanu zdrowotnego tej zwierzyny.
Wilcza rodzina, czyli wataha bez złego kontekstu

     Wilk ma silnie rozwinięty instynkt rodzinny. Przez lornetkę obserwowałem kiedyś w górach wilczą rodzinę, wiatr miałem korzystny, odległość była bezpieczna, na wilcze zabawy patrzeć  mogłem spokojnie przez dobrych kilka minut. To był wspaniały obraz, tak wielkiej porcji rodzinnej miłości nieczęsto można oglądać. Dotychczasowe obserwacje wilka dowodzą, że właśnie wilki ze swoją społeczną organizacją życia są najbardziej predestynowane do ewentualnego opiekowania się dziećmi. Wychowywany przez wilki Mowgli, bohater „Księgi dżungli” Kiplinga nie jest tworem wyobraźni  angielskiego pisarza. Wypadki wychowywania ludzkich dzieci przez wilki w Indiach miały miejsce, Kiplingowi były zapewne znane. Romulusa i Remusa, założycieli Rzymu, wykarmiła i wychowała wilczyca, jest dzisiaj w herbie Wiecznego Miasta.

     Wilki żyją rodzinami, składającymi się z rodziców i młodych. Potomstwem opiekuje się matka, ojciec spełnia rolę zaopatrzeniowca, zapewniając wyżywienie. Do czasu usamodzielnienia się młodych rodzina przebywa stale razem. Obwód łowiecki jednej rodziny jest nieprawdopodobnie rozległy, mazowiecka Puszcza Kampinoska może się okazać zbyt małą. Wielkie stada wilcze istnieją tylko w powieściach. Niebezpieczeństwo spotkania człowieka z wilkami jest wyolbrzymiane.
Jeszcze raz Wierusz Kowalski, polubił wilka artysta

     W jednym ze znanych mi nadleśnictw w sąsiedztwie Mazowsza, leśnicy wiedzą, że mają u siebie wilki, wciąż widzą ich tropy, spotykają ślady posiłków, samych zwierząt od miesięcy nie zdołali zobaczyć. Autor tej opowieści raz jeden wszedł na wilcze gniazdo, wadera z młodymi już je opuściła. Na moje szczęście, broniąca młodych matka mogła być w tej obronie zdeterminowana. Owo gniazdo znajdowało się w terenie absolutnie niedostępnym na biebrzańskim Czerwonym Bagnie, ja trafiłem tam przypadkiem, równie dobrze mogłem je minąć obok, niczego nie widząc. 
      Badania, jakie przeprowadzili Durward, Allen i Mech na wyspie Isle Royale na Jeziorze Wielkim w Ameryce Północnej, świadczą wymowne o korzyściach płynących z wilczej obecności. Na tej wyspie, będącej rezerwatem ścisłym, zamieszkują przeważnie łosie, które rozmnożyły się tam nadmiernie i na skutek tego populacja uległa zwyrodnieniu. Któregoś roku po lodzie przeszły na wyspę wilki, dla których łosie stały się głównym obiektem polowań. W ciągu następnych kilkunastu lat, dzięki obecności wilków, wytworzył się na wyspie stan równowagi. Z trzech tysięcy  łosi zostało tylko nieco ponad pięćset, za to doskonale zbudowanych i zdrowych. Liczebność wilków zaś wcale się nie powiększyła i wilcza zgraja wciąż składała się z kilkunastu sztuk, równie dorodnych jak łosie. Przypuszczać należy, że wilki same regulowały swoją liczebność, wypędzając słabsze sztuki lub je zagryzając.
      Jesienią w księżycowe noce słychać niekiedy, jak wyją młode wilczki. W Kanadzie organizowane są nawet „noce wycia wilków”, na które zjeżdżają się do Algonquin Parku w prowincji Ontario nie tylko krajowi, ale i zagraniczni turyści, liczeni nie w setki, lecz w tysiące osób. W imprezie tej miejscowi przyrodnicy naśladując glosy wilcze, nawiązują z wilkami swego rodzaju „rozmowy”. Słyszałem to wilcze wycie kilka razy w Bieszczadach i na Bagnach Biebrzańskich. Nie „rozmawiałem” ze słyszanymi wilkami, u nas – o ile wiem - tylko jeden Adam Wajrak wył do wilków, spotkanych przez niego pośród Puszczy Białowieskiej. Podobno wilki stanęły z wrażenia, jak wryte, a potem ile sił w nogach czmychnęły przed nim w puszczańskie ostępy.
Ponieśli wilka. Moment o którym marzy każdy myśliwy. A ja niekoniecznie, a nawet wcale.

     Przez wieki uczyliśmy się nienawiści do wilka. Czy uda się tę nienawiść usunąć z umysłów człowieka? A jeśli się uda, czy nie nastąpi to dopiero wtedy, gdy „ostatniego poniosą już wilka” ? „Nie taki wilk strasznym jak go malują” mówi stare przysłowie. Obecność wilków dla zdrowotności zwierzyny leśnej jest wręcz niezbędna, dla człowieka praktycznie niegroźna. Jakże jednak wzbogaca ta obecność nasz stosunek do przyrody. Jakże cenna jest świadomość, iż gdzieś tu, obok nas, niemal o krok od przebywanego przez nas szlaku, żyją swobodnie te wspaniałe drapieżniki. To uczucie można przeżyć również wcale nie tak daleko od Warszawy. Niedawno niemal wszedłem na świeże odchody wilka, zobaczyłem je o krok od znakowanego szlaku w Kampinoskim Parku Narodowym, w miejscu oddalonym o 25 kilometrów od warszawskiego pałacu kultury.
Jedyny wilk, jakiego udało mi się samemu sfotografować, przytrafił mi się na Czerwonym Bagnie
.................................

© Powyższy tekst jest fragmentem rozdziału z mojej kolejnej książki o Mazowszu, która jesienią przyszłego roku ukaże się w wydawnictwie >Iskry<.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wystąpił błąd w tym gadżecie.