czwartek, 21 listopada 2019

Z teki krajoznawcy: wspomnienia jesienne.

Kapliczki przydrożne
Kapliczka słupowa w Sobienkach koło Osiecka


     Zacząłem kolekcjonować kapliczki przydrożne. Żaden chyba inny kraj europejski nie ma ich tak wielu i tak różnorodnych. Aleksander Brückner pisał o polskich przydrożnych  kapliczkach: mnogość ich wielka wszędzie, małych i większych, drewnianych i murowanych. Nawet wypróchniały pień dębu zamieniono na kaplicę, jakby pozostałość pogańskiej czci. Okazji bywało dość: pobożny, uratowany od pioruna, od koni, które poniosły, w miejscu cudownego objawienia, dla ochrony przed powodzią, morem, zbójcami, wznosił kaplicę lub kapliczkę.
        Najpiękniejsze kapliczki znajdują się niewątpliwie w Małopolsce, ale i Mazowsze sroce spod ogona nie wypadło. Niekiedy w zupełnie niespodziewanym miejscu można zobaczyć kapliczkę, która wprawia w zachwyt i intryguje. Tegoroczną jesienią  pojechałem do Powielina koło Błędostowa w gminie Winnica w powiecie pułtuskim na północnym Mazowszu. Bo tak już mam, że lubię odwiedzać miejsca na ogół nieznane i niezauważane. Ciągnęła mnie tam kolumnowa kapliczka, widziałem ja dobre trzydzieści lat temu, a pamiętałem jej urodę, chciałem ją raz jeszcze zobaczyć w naturze.         

 
Kapliczka z Powielina koło Pułtuska



    Oświetlona jesiennym, ostrym słońcem, prezentowała się urodziwie. Ustawiona na cokole kolumna w typie toskańskim  (tak napisano w katalogu zabytków) w formie ślepej latarni czekała na mnie, elegancko otynkowana na biało. Wystawiona została z fundacji Romana Doranta, dziedzica dóbr Powielin, na pamiątkę oddzielenia jego dóbr od Błedostowa i Smogorzewa Kościelnego. Ustawiono kapliczkę tuż przy granicy z Błędostowem, za niewielką dolinka już lekko wznoszący się teren tamtej wsi. O tak, wiedziałem już, że słusznie postąpiłem, wybierając się w odwiedziny do tej kapliczki. Swoją drogą, czy wielu jest takich wariatów, którzy jadą pół setki kilometrów w jedną stronę, aby zobaczyć przydrożną kapliczkę???   
     Podobno nazwa kaplicy wywodzi się od osobnej celi, w której przechowywano płaszcze św.Marcina: łacińska capella ma być zdrobnieniem od wyrazu cappa, oznaczającego płaszczyk. Stąd też i kapelan, i kapelmistrz, ale to już zupełnie inny temat. Z Italii nazwa przeszła do innych krajów już jako określenie każdego małego budynku, przykrycia lub daszku, chroniącego jakiś obiekt kultu religijnego. Niekiedy stawiano kolumny, na wierzchu których ustawiano albo samotnie stojąca rzeźbę  albo umieszczano kapliczkę czworoboczną z daszkiem, a wewnątrz niej dopiero znajdowała się rzeźba. Kolumna zawsze odgrywała rolę nie tylko elementu budowlanego, bądź architektonicznego; już kulty pogańskie nakazywały wznoszenie kolumn ku czci bogów natury, wyobrażając wciąż się odnawiającą siłę natury. Chrześcijańska symbolika kolumn oznaczała zawsze kościół nauczający, apostołów i ich następców, podtrzymujących budowlę Kościoła.
   



 Dzieciątko z Pęcławia

Tegoroczną jesienią nareszcie zobaczyłem przydrożną kapliczkę we wsi Pęcław koło Góry Kalwarii. Wzniesiono  ją w  roku 1831, Jest kolumnową kapliczkę przydrożną, którą  wieńczy  figurka Dzieciątka Jezus. „Zachowaj Panie od wszelkiego złego” głosi napis na wmurowanej w kapliczkę tabliczce. 



       Figurka jest niewielka, wdzięk ma ogromny. Dzieciątko jest krągłych, rubensowskich kształtów, to barok czystej wody. Ale że  barok to mocno spóźniony - bo u nas na Mazowszu tak już jest, wszystkie style na tę naszą prowincje docierały mocno spóźnione - określmy styl jako neobarokowy, będzie bezpieczniej i bardziej właściwie.               
       Dziecko z figurki jest półnagie, ma tylko zarzucony na ramiona materiałem, niby cesarskie okrycie z rzymskich, starożytnych czasów. W lewej ręce trzyma królewskie jabłko zwieńczone krzyżykiem, jest za duże na jego rączkę, zdaje się z niej wysuwać, więc Dzieciątko przytrzymuje je, oparte na biodrze. Prawa ręka wyciągnięta jest w geście błogosławieństwa, błogosławi okolicę jak należy, nie całą dłonią, lecz po pańsku, dwoma palcami.
    We Włoszech Dzieciątko Jezus ma swoje miejsce. Odpowiednie miejsce, dodajmy. W Polsce w zdecydowanej większości parafii kult Dzieciątka Jezus ogranicza się tylko do adoracji żłóbka w okresie Bożego Narodzenia. W Italii najważniejsze jest Dzieciątko Jezus w kościele Aracoeli w Rzymie. Dla rzymskiego ludu jest czymś bardzo, ale to bardzo ważnym. Rzymskie Bambino zostało wyrzeźbione z oliwkowego drewna w roku 1480, drewno pochodzi z Ogrodu Getsemani na Ziemi Świętej. Do niewielkiej, 60-centymetrowa figurki Dzieciątka Jezus lud rzymski się modli, u jej stóp umieszcza się karteczki z prośbami. 

       Gdy przyjechałem do Wiecznego Miasta po raz pierwszy, poszedłem odwiedzić Dzieciątko. Ale go nie zastałem, ku rozpaczy rzymian figurka została skradziona. To się mogło tylko we Włoszech zdarzyć. Ktoś bardzo zapewne bogaty wynajął fachowców, aby dla niego figurkę ukradli. Teraz zapewne trzyma ją głęboko ukrytą przed niepożądanymi oczami. I modli się do Dzieciątka. O co prosił? Od czasu moich tam odwiedzin upłynęło wiele  lat, rzymianie wciąż żyją nadzieją, że ich ukochane Pupo (w dialekcie rzymskim: dziecko) któregoś dnia powróci i zapuka do drzwi. A może ruszony wyrzutami sumienia sprawca już ją zwrócił?


Pęcław

     Dzieciątko w Pęcławiu koło Góry Kalwarii jest dla mnie niespodzianką, ewenementem. Chyba nie ma drugiego, podobnego temu wśród kapliczek mazowieckich. Ja w każdym razie, innego nie spotkałem. Cóż za fascynująca sprawa dla krajoznawcy. Dlaczego ta figura tutaj się znalazła, kto zamówił jej wykonanie i dlaczego, w jakiej intencji? Wpuszczam temat do swojego blogu, może się ktoś znajdzie, kto na te wszystkie pytania mi odpowie, czekam niecierpliwie. 
   
Morowa kapliczka w Czerwonej Niwie

  W okolicach Guzowa na Ziemi Sochaczewskiej, przy skrzyżowaniu lokalnej drogi z Guzowa do Nowej Suchej z szosą Bolimów – Aleksandrów – Szymanów – Paprotnia wznosi się niewielka przydrożna kapliczka na kształt miniaturowego kościółka o trzech wieżyczkach, zwieńczonych trzema krzyżami, jak na Golgocie. Postawiona została w XVIII wieku, po tym jak Bolimów i okolice nawiedził mór w 1713 roku. Zmarła wtedy większość mieszkańców, a ci co przeżyli, opuścili swoje zapowietrzone domostwa.
     Ta kapliczka to ważny zabytek, nie tylko architektury, lecz przede wszystkim polskiej obyczajowości i tradycji. Z tych trzech krzyży najważniejszy jest ten pośrodku, który jest karawaką, krzyżem „cholerycznym”. Jest to podwójnie przekreślony krzyż, w którym poprzeczka górna jest trochę krótsza od środkowej. Taki krzyż chroni przed wypadkami i nagłymi zgonami, klątwami, kradzieżami, burzami, piorunami. Leczy bezsenność. Dzisiaj karawak się już nie stawia, kiedyś stawiano ich wiele. W przeszłości bowiem zbierały obfite żniwo ospa, cholera i wszelkie inne zarazy. Były spowodowane głównie brakiem higieny i fatalnym stanem ówczesnej wiedzy medycznej. Zabobonna wiara w magię i czary również miały niemały udział.
     Na granicach wsi, aby rozprzestrzenianiu się zarazy zaradzić, stawiano przy  drogach drewniane krzyże karawak. Pisał o nich Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej". „Gdy w miasteczku hiszpańskim Caravaca zasłynął krzyż o dwóch poprzecznicach jako cudowny przeciwko morowemu powietrzu i stał się głośnym zwłaszcza r.1545 we Włoszech podczas zarazy morowej w mieście ówczesnego soboru Trydencie (uważany za skuteczny, kto się przed takim modlił lub go nosił) - wówczas pielgrzymi zaczęli przynosić do polski relikwiarzyki w kształcie małych krzyżyków tej samej formy i tak samo nazywanych. Pobożni w czasie morowego powietrza stawiali „karawaki" przy wsiach i miasteczkach, aby zaraza je mijała, i modlili się na książkach tak samo nazywanych.
     Niewiele jest już takich krzyży po drogach mazowieckich postało,  jednak nigdzie indziej na Mazowszu  nie ma takiej jak ta kapliczki, mającej chronić rozległą okolicę przez morowym powietrzem. postawiona została w XVIII wieku, po tym jak Bolimów i okolice nawiedził mór w 1713 roku. zmarła wtedy większość mieszkańców, a ci co przeżyli, opuścili swoje zapowietrzone domostwa.


 
Kapliczka choleryczna z Drążdżewa nad Orzycem


Kapliczka z Drążdżewa nad Orzycem.
Wciąż stoją po mazowieckiej prowincji kapliczki choleryczne. Jest ich trochę i są świadectwem tego, jak powszechną bywała w przeszłości  zaraza na mazowieckiej ziemi. „Ty zarazo!”, „Ty cholero!” Przed laty dosyć powszechne były to przekleństwa, rzucane wobec kogoś, kto mocno dopiekł rzucającemu. Ze wyrazy zaraza i cholera są rodzaju żeńskiego, częściej epitetem obdarzano kobietę. Groźne epidemie nawiedzały dawniej kraj bardzo często. Zakaźne choroby nazywane były wówczas powietrzem lub morem, najgroźniejsze były dżuma i ospa, jedna i druga były też zwane czarną śmiercią. Lęgły się zazwyczaj w czasie wojen. A tych w Polsce nie brakowało
    W Drążdżewie nad Orzycem jest kapliczka pomorowa. Żelazny krzyż kowalskiej roboty wieńczy kolumnę z tablicą. Na niej napis: „Offiara Naywyższemu na ubłaganie Maiestatu za zwolnienie plagi grasuiącey cholery w roku 1831”.


Złe powietrze, mór, czarna śmierć. Okropne słowa. Nie słyszymy ich przerażającego brzmienia, my, ludzie dzisiejszego świata. A przecież zbierały obfite żniwo w przeszłości ospa, cholera oraz wszelkie inne zarazy. Były spowodowane głównie brakiem higieny i fatalnym stanem ówczesnej wiedzy medycznej. Zabobonna wiara w magię i czary również miały niemały udział. Cholerę mógł sprowadzić tzw. cholernik. Bywało - jak opowiadano w XIX w. pod Czerskiem - że cholera przybierała postać kobiecą i podwieziona przez chłopa na wozie, przekraczała bezkarnie rzeki i granice wiosek.
    Na morowe powietrze nie było rady. Przychodziło często. Za często.  Książęta i królowie opuszczali wtedy swoje miejskie zamki i chronili się w swoich wiejskich rezydencjach. Mieszkańcom wsi i miasteczek pozostawała tylko modlitwa. Za opiekunów i obrońców ludności przed chorobami zakaźnymi uchodzili liczni święci, najbardziej św. Roch i wystawienie mu kaplicy zabezpieczało okolicę przed niebezpieczeństwem. Jeśli więc we wsi grasowała zakaźna choroba, a kapliczki blisko nie było, odbywano pielgrzymki nawet do dalszych okolic, gdzie znajdował się kościół pod wezwaniem św. Rocha. 


   Kościołów, ale i kapliczek z figurą św.Rocha, też mamy na Mazowszu niemało. O niektórych z nich jeszcze tutaj kilka słów napiszę...
Św.Roch sprzed zabytkowej bazyliki pod jego wezwaniem w Brochowie




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz