piątek, 17 lutego 2017


Zimą na podwarszawskich ługach

O kilka kroków od zabudowań na przedmieściach Warszawy, pośród wydm  Mazowieckiego Parku Krajobrazowego znajduje się kilka bardzo interesujących krajobrazowo i przyrodniczo torfowisk. Nazywane są "ługami". Słowo „ług" jest wyrazem prasłowiańskim i oznacza bagno lub mokradło. Stąd też wzięła się nazwa Łuże w najbliższej Warszawy części Puszczy Kampinoskiej. Stąd też nazwa słowiańskich Łużyc, znajdujących się już na zachodnim, niemieckim brzegu Nysy zwanej Łużycką.
    Ze wszystkich  ługów najładniejsze krajobrazowo jest eksploatowane dawniej torfowisko, na którego terenie utworzyło się spore Jezioro Torfy o nieregularnych brzegach. Ze względu na to, iż w porze wiosennej jest miejscem, gdzie odbywają się gody i lęgi kaczek krzyżówek, przez odwiedzających nazywane jest czasem Kaczym Ługiem. Przyrodnicy cenią Biały Ług, położony bliżej Wiązowny, oraz sąsiadujący ze Starą Miłosną sporych rozmiarów ług, zwany Macierowym Bagnem, które chętnie by uczynili rezerwatem przyrody, ale chyba z tego nic nie wyjdzie. 

         Na wydmach, otaczających ługi, rosną bory sosnowe, ustępując jednak urodą tym borom, które występują w  niższych  położeniach, gdzie tworzą jedyny w swoim wyrazie zespół siedliskowy lasu, zwany borem wilgotnym. Tutaj jest on wcale powszechny. W tym lesie, ubogim w gatunki drzew i krzewów towarzyszących sośnie, a mimo to nie pozbawionym przedziwnego piękna, spotkamy również krzewinki bagna zwyczajnego, a prócz nich bagienną borówkę, zwaną łochynią. Podwarszawskie ługi i ich najbliższa okolica są wielkim skarbem dla Warszawy, o której natychmiast się zapomina, gdy wkroczyć w ten cichy, spokojem tchnący świat wydm, lasów i ługów. Nie trzeba być przyrodnikiem, aby docenić to piękno. 

          Mieszkam na północy Warszawy, wyprawa krótkim zimowym dniem do lasów na południe od miasta jest wyzwaniem. Wtedy, gdy tam wyruszam, przekonuję się że moje miasto małe nie jest, jedzie się przez nie i jedzie. Pojechałem tam ubiegłego czwartku. Pociągiem ze śródmiejskiego dworca zajechałem do Radości, tam się przesiadłem na lokalny autobus, który opuściłem koło usadowionego na niewielkiej wydmie cmentarza na Izbickiej, ulicą Przełęczy poszedłem w las. Dzień był wciąż jeszcze zimowy, w lesie wciąż leżało dużo śniegu, drogami szło się dobrze, nie były już śliskie, lecz w sam raz.

       Nie najgorzej wymyśliłem sobie tę wycieczkę do lasów, które lada tydzień padną pod siekierami, zacznie się albowiem budowanie drogi szybkiego ruchu, wyczekiwanej z niecierpliwością południowej obwodnicy Warszawy. Pomyślałem, że zanim zacznie się budowa trzeba ten las zobaczyć, jakim jeszcze jest. Dwa lata temu oglądałem tak lasy koło Zielonki, w których budowa obwodnicy Marek jest już na ukończeniu i teraz tamtędy na wycieczki chodzić się nie daje. Taki już los przyrody w sąsiedztwie dużych miejskich aglomeracji, że musi czasem trochę ustąpić pola potrzebom człowieka. Także i lubownicy przyrody  muszą się z tym pogodzić.
       Jak przeczytałem w prasie, już tegorocznym marcem mają się zacząć prace przy przygotowywaniu śladu pod południową obwodnicę Warszawy, a więc prace ziemne, wycinanie lasu, budowa roboczych dróg dojazdowych, potem sama budowa drogi ekspresowej. W związku z tym pa odcinku  przebiegającym przez podwarszawską część Mazowieckiego Parku Krajobrazowego  przestaną egzystować szlaki turystyczne. Zapewne niektóre całkowicie, inne tylko na czas budowy. Przecinająca kompleks leśny droga ekspresowa praktycznie podzieli las na zupełnie odrębne części. 


         Szlaki w tej okolicy projektowałem  przed ponad czterdziestu laty i chociaż już się sprawami znakarskimi od dawna nie zajmuję, przecież jednak myślę o tych szlakach ze zrozumiała sympatią i troską. Zastałem je teraz dość zapuszczonymi, znaki są, a jakby ich nie było, trudno się tym nie przejmować. Fakt, że większość przemierzających te lasy wędrowców to mieszkańcy okolicznych osiedli, tego lasu bywalcy wielokrotni, ale dla przybyszy z innych części Warszawy szlaki są niezbędne, bo oni nie znają na pamięć każdej z niezwykle licznych i zawiłych ścieżek i dróżek, których jest tutaj cała plątanina. Młodzi działacze  PTTK, którzy zajmują się szlakami mazowieckimi, są sympatycznymi ludźmi, ale chyba sytuacja  przerasta możliwości organizacji społecznej. W tym terenie  brakuje jednego gospodarza. W Kampinoskim Parku Narodowym jego dyrekcja jest gospodarzem lasu i szlaków. Do leśnych terenów położonych w sąsiedztwie  Radości, Międzylesia, Starej Miłosny przyznaje się wielu właścicieli. Na tym terenie występuje skomplikowana sytuacja własnościowa. Szlaki tylko w niewielkiej części przebiegają przez lasy państwowe. Dużo jest lasów prywatnych, a także mienia opuszczonego o nie uregulowanym statusie.  

         Szedłem teraz tym lasem, jeszcze nie zaczęto wyrąbywać pasa pod przyszłą drogę szybkiego ruchu, jeszcze trwał spokój wśród lasu. Nie ja jeden wędrowałem tamtędy, chociaż dzień był powszedni. Spotykałem pojedynczych turystów z plecaczkami i nie byli to tylko wiekowi emeryci, którzy nie muszą już łazić do roboty, a korzystając z dni ładnej pogody, robią to, co lubią: wędrują w głąb przyrody. W otaczających ługi lasach koło Radości, Międzylesia i Starej Miłosny przyroda jest jaka jest, nie jest to przepastną i dziką puszczą, ot, to taki zwyczajny las podmiejski, ale z zakątkami o ogromnym uroku. To skarb mieć tyle lasu w sąsiedztwie, Warszawa jest pod tym względem miastem uprzywilejowanym!
      Obfotografowywałem z zapałem
podwarszawskie ługi, pięknie było. Dzień później niebo zszarzało, zaczął padać deszcz, śnieg począł szybko topnieć, pogoda, ze za drzwi nawet palca u nogi nie chce się wystawić. Miałem szczęście z tą swoją wycieczką czwartkową. Chyba się załapałem na ostatni dzień prawdziwej zimy w podwarszawskich lasach. 




Wszystkie zdjęci są z jednego dnia: 16 lutego 2017. Fot.L.Herz

Wystąpił błąd w tym gadżecie.