czwartek, 25 maja 2017



110 lat temu w Puszczy Kampinoskiej

Na początku czerwca 2017 roku mija 110 rocznica pierwszej zorganizowanej wycieczki turystycznej na polskim niżu. Zdarzyło się to w Puszczy Kampinoskiej. Tego właśnie roku, dokładnie dnia 2 czerwca wypłynął Wisłą z Warszawy statek z wycieczką Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Statek zatrzymał się na przystani w Gniewniewicach, skąd wycieczkowicze wyruszyli w stronę Puszczy, czekał ich długi marsz przez Leoncin i Teofile. 
 
Pamiątkowa pocztówka z 1907 r. (ze zbiorów autora blogu)


Wydano z okazji tej wycieczki pamiątkowa pocztówkę, wynajęto statek pasażerski, zorganizowano furmanki do przewozu bagażu, to było naprawdę duże przedsięwzięcie organizacyjne. Przypomnijmy: Polska nie była wtedy krajem niepodległym, Warszawa i Puszcza Kampinoska wciąż jeszcze były pod carskim, rosyjskim zaborem. 
         Pozostało kilka obrazowych opisów tej wycieczki, ukazujących jak wówczas, przed niemal równo wiekiem, wędrowano. Oto wpierw szła ku puszczy kilkusetosobowa grupa piechurów, pod  przewodem "Wuja", Aleksandra Janowskiego,  któremu towarzyszył Kazimierz Kulwieć, obaj współzałożyciele Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Potem jechały furki, wiozące bagaż. Widok ten, niezwykły dla miejscowych, zapewne oglądał malutki wówczas Isaac Singer, przyszły laureat literackiego Nobla, którego ojciec był w tym czasie rabinem wspólnoty żydowskiej w Leoncinie.
           "Barwny wąż wił się po piaszczystej drodze. Panie z gracją podtrzymywały długie ogony swych sukien, osłaniając twarze kolorowymi parasolkami" - pisała wiele lat później Maria Kann w "Wiernej puszczy". "Te wyprawy" - wspominała ich uczestniczka, Maria Mickiewiczowa - "dawały nam złudzenie swobody... Można było śpiewać polskie pieśni". 

Kościół w Leoncinie. Zdjęcie współczesne.


            Już od dwudziestu lat na wydmie pośrodku wsi Leoncin stał wtedy murowany z cegły neogotycki kościół  o dwóch wieżach, dominujących nad rozległą okolicą. Autorem projektu był modny i powszechnie szanowany Józef Pius Dziekoński, czołowy przedstawiciel historyzmu w architekturze polskiej, niekiedy żartobliwie nazywany "Kraszewskim architektury polskiej".   Wokół drogi, którą zdążała wycieczka, przed stu laty "niskie, ciasne, brudne rozsiadły się nasze strzechy włościańskie, na glebie lichej, na piaskach, na glinach". Dzisiaj piaszczystą drogę zastąpiła droga asfaltowa, o strzechach ze słomy nikt w okolicy już nie pamięta nie ma, a w otoczeniu szlaku coraz więcej willi o udanej architekturze, już nie włościańskich, lecz w większości letniskowych.
          
   Nareszcie  wycieczka dotarła do skraju Puszczy, mniej więcej do tego miejsca, gdzie dzisiaj krzyżują się szlaki zielony i żółty. Z tego miejsca "po godzinnym wypoczynku p.Kulwieć z liczną gromadą młodzieży skierował się ku nizinie pod Dąbrową" zanotował Rocznik Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Szli zapewne Kościelną Drogą w stronę Dąbrowy, na skraju której wznosi się teraz  głaz z pamiątkową tablicą poświęconą temu wydarzeniu. Warszawski  "Świat, pismo tygodniowe ilustrowane, poświęcone życiu społecznemu, literaturze i sztuce" sporo miejsca poświęciło wycieczce, jako że była ona niemałym wydarzeniem w życiu Warszawy, to i  w piśmie została odnotowana odpowiednio:    
             "Puszcza Kampinoska - puszcza pod Warszawą! Cóż za odkrycie? (...) Z namaszczeniem wkraczamy do owej "puszczy". Dróżki i ścieżki giną w gęstwinie; zaiste możnaby tu całymi dniami błądzić i nie wybrnąć. Milowa połać porosła starą sosną, gdzieniegdzie kępy olszyny zdradzają bagienka; wzgórza i dolinki, wszystko zadrzewione, tylko z rzadka zieleni się jakaś łączka. (...) To puszcza? pyta zgryźliwie ktoś z uczestników; tamten znów sarka, że się zawiódł. Widać są ludzie, którzy na seryo myśleli, że Towarzystwo Krajoznawcze dokonało cudu; odkryło pod Warszawą jakąś krainę dziką, bezludną. Kto jednak lubuje się w naszej przyrodzie, komu miła zieleń lasów, mozaika piasków i krzewów, wzgórz i trzęsawisk, (...) niech jedzie do puszczy Kampinoskiej. Kto miłuje badania przyrodnicze, zbiera okazy roślin i zwierząt, znajdzie tu zajęcia niemało.”   
              W okolicy  "niziny torfiastej" pod Dąbrową młodzież pod kierunkiem prof. Kulwiecia zbierała okazy botaniczne. Przyrodnik i popularyzator przyrody Kazimierz Kulwieć był również jednym ze współorganizatorów zorganizowanego ruchu krajoznawczego w Polsce, pierwszym redaktorem „Ziemi”, a na wycieczce z 1907 roku naukowym jej przewodnikiem: "roślina ma również swoją fizyognomię, przytem fizyognomię dwojaką - gatunkową, tę dziedziczną, wspólną wszystkim (...) i indywidualną, wyróżniającą dany świerk lub dany dąb z pośród całej rzeszy, całego lasu drzew tego samego gatunku."
              W tym samym czasie, gdy młodzież zbierała okazy botaniczne, wyuczony odpowiednio przez Aleksandra Janowskiego chór uprzyjemniał czas pozostałym, którzy czekali na sygnał do powrotu. Tłoczono się przy kupnie pamiątkowych pocztówek z żubrem i mapy Puszczy Kampinoskiej i "z uznaniem podnoszono uczynność zarządzającego dobrami Państwa w guberni warszawskiej, który na odezwę zarządu Towarzystwa Krajoznawczego w sprawie zwiedzenia Puszczy odpowiedział bardzo uprzejmie, delegując dwóch pomocników nadleśnego do udzielania wędrowcom wskazówek". Wszyscy powszechnie żądali urządzenia drugiej, podobnej wycieczki w najbliższej przyszłości.


Na rewersie fotografii Aleksandra Janowskiego, głównego organizatora wycieczki PTK z r.1907  zanotowane jego ręką: Życzliwość i przyjaźń niech nie ginie nigdy.Wuj
(ze zbiorów autora blogu)


Widokówka pamiątkowa z wycieczki w 50 rocznicę tej pierwszej. Na rewersie jest autograf Mieczysława Orłowicza, jednego z ojców współczesnej turystyki w Polsce, autora licznych przewodników, niewątpliwie najważniejszego turysty w naszej historii
 (ilustracje ze zbiorów autora blogu)




Tablica pamiątkowa w Starej Dąbrowie, wystawiona w 80 rocznicę wycieczki. 

Już po przygotowaniu tego postu, szperając w Internecie dowiedziałem się, iż w dniu  3 czerwca 2017 roku jest organizowana wycieczka jubileuszowa z zakończeniem w ośrodku harcerskim w Starej Dąbrowie. Organizatorami są Oddział Stołeczny Polskiego Towarzystwa Turystyczno Krajoznawczego w Warszawie oraz  Mazowieckie Forum Oddziałów Polskiego Towarzystwa Turystyczno Krajoznawczego w Warszawie, a współorganizują imprezę  Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Turystyczno Krajoznawczego,  Dyrekcja Kampinoskiego Parku Narodowego oraz Komenda Stołeczna Chorągwi Związku Harcerstwa Polskiego. Organizatorom i uczestnikom jubileuszowej wycieczki najlepsze życzenia mile spędzonego dnia życzy autor (m.in.) tego blogu: darz Wam bór, oczywiście bór kampinoski, on przede wszystkim!


Staraniem Oficyny Wydawniczej "Rewasz" ukazało się właśnie kolejne, mocno zaktualizowane  wydanie mojego przewodnika "Puszcza Kampinoska". Akurat na rocznicę tej pierwszej wycieczki z 1907 roku. Gorąco polecam!  Żółto znakowany szlak turystyczny z Leoncina w kierunku Starej Dąbrowy  jest tam opisany jako wycieczka z sercem. Projektowałem ten szlak prawie pół wieku temu i w swoich przewodnikach nazwałem go szlakiem im.Aleksandra Janowskiego. Nazwa się przyjęła. Ale biegnie on inaczej, niż szła wycieczka przed 110 laty; inaczej, bo efektowniej, oni wtedy szli szeroką Kościelną Drogą, teraz szlak kręci się wśród wydm, szukając po drodze co dorodniejszych starodrzewów sosnowych.



piątek, 19 maja 2017

Magia Radziejowic
Radziejowice na ilustracji z roku 1861.

     O takich  miejscowościach, jak Radziejowice, mówi się chętnie, że są magiczne. One takie są, bez dwóch zdań. W tej niewielkiej  miejscowości na skraju Wysoczyzny Rawskiej w pobliżu Mszczonowa, oddalonej o nieco ponad czterdzieści kilometrów od Warszawy, znajduje się niezwyczajny zespół zabytków architektury, sztuki i historii, wszystkie trzy grają jednako ważną rolę, akompaniuje im nie najgorzej okoliczny krajobraz. 
     Powstały Radziejowice na skraju ogromnej puszczy, żyły w tej puszczy tury, ale nie ma już tych turów i tej puszczy też już nie ma, one trwają od dobrych kilku wieków. Nazwiska właścicieli radziejowickiej rezydencji były wielkie, ważni goście ją odwiedzali, królowie wśród nich byli i królowe, bywali pierwszorzędni artyści pędzla i pióra. Goście w Radziejowicach wciąż bywają znakomici i nadal nie brak wśród nich artystów, wielu muzom wiernych. Upaństwowiony po drugiej wojnie światowej zabytkowy zespół radziejowicki  został powierzony Ministerstwu Kultury i Sztuki, a starannie odremontowany zaczął pełnić funkcję domu pracy twórczej dla twórców kultury. Jak się okazało, to było jego przeznaczeniem.  
     Czas ostatni jest dla Radziejowic wyjątkowo dobry, od wielu lat głównie dzięki włodarzącemu w nim Bogumiłowi  Mrówczyńskiemu. Teren pałacowy użycza swojej urody jako naturalna dekoracja dla wielu realizacji filmowych lub telewizyjnych, ludzie kultury znajdują tu warunki do pracy i odpoczynku,  odbywają się w pałacu mistrzowskie kursy dla młodych muzyków, są organizowane konferencje dla specjalistów, a jednocześnie park i pałac są dostępne dla wszystkich, pałac można  zwiedzać i bez przeszkód przechadzać się pośród ładnie utrzymanego parku, można uczestniczyć w organizowanych tu koncertach i imprezach. Zaiste, niezwyczajny jest ten radziejowicki pałac, dużej klasy  obiekt zabytkowy, służący społeczeństwu. Rzadki to przypadek, pałace albowiem w większości swojej są niedostępne dla niezaproszonych. Tutaj bramy parkowe są szeroko otwarte dla wszystkich. 
 
Romantyczne są Radziejowice, piękne i dla gości serdeczne.



    Do miejscowości obdarowanych szczególniej  przez historię należy ta niewielka miejscowość, chociaż po części ta historia pisana była niekoniecznie złotymi literami, a jej bohaterowie  - jak to w życiu na ogół bywa - obdarzeni zostali szlachetnością, jak jedni, lub podłością, jak drudzy. Radziejowscy z Radziejowic nie najlepiej zapisali się w historii. Słynęli nie tylko jako znakomici gospodarze, a gości gościli znamienitych, lecz także jako pierwszej wody intryganci. W XVI wieku wszyscy mówili o Katarzynie Radziejowskiej, córce Jędrzeja, związanej romantyczną miłością z ostatnimi książętami mazowieckimi Stanisławem i Januszem. „Znała się ta panna na czarach i jeszcze za życia matki zdobyła sobie bezkarnie księcia Stanisława”. Wraz z matką była podejrzewana o współudział w czterech zabójstwach: Anny, księżny mazowieckiej, jej doradcy Zaliwskiego, książąt Stanisława i Janusza. Z żoną Hieronima Radziejowskiego flirtował król Jan Kazimierz, a jak mówiono, nie bez przyzwolenia pana małżonka, który osobiste chciał z tego flirtu ciągnąć korzyści.
     Ojciec Hieronima, Stanisław Radziejowski zgromadził olbrzymią fortunę, korzystając ze swojego sprytu, który umożliwił mu piastowanie po kilka stanowisk państwowych jednocześnie. W Radziejowicach, majątku jego, leżącym na głównym trakcie o siedem mil od stolicy, stała karczma na dwieście koni, budynki dworskie na tysiąc gości. Kilkanaście działek wiwatowych, niewyczerpana piwnica i znakomita kuchnia. Tutaj podejmował wojewoda przejeżdżających posłów zagranicznych, ziemskich i senatorów, gościł często po kilka dni królów Władysława i Zygmunta. W całej Polsce nie bawiono się tak wesoło, dostatnio i swobodnie, jak w Radziejowicach. Zdaje się, że to były najważniejsze zasługi, jakie stary wojewoda oddał krajowi.
     Radziejowice były „salonem”, do którego przyjeżdżało się dla odpoczynku i dla prowadzonych przy tej okazji dyplomatycznych zabiegów i pałacowych intryg. Gospodarze przygotowywali wszystko starannie, każdy z gości mógł odnaleźć to, co było mu potrzebne. Koniec Radziejowic Radziejowskich zaczął się za czasów Hieronima, zawadiaki, człowieka nieposkromionego temperamentu. Kiedyś, w czasie uczty u wojewody wileńskiego Krzysztofa Radziwiłła, pokłócił się z wojewodzicem ruskim Daniłowiczem. Potem obaj „walczyli na pięści i wyrywali sobie włosy, tak że odnieśli rany i zostali częściowo łysi”. Ogólnie znana
Hieronim Radziejowski
jest jego słynna rozróbka w Warszawie, gdy 5 stycznia 1652 roku Radziejowski, którego żona Elżbieta romansowała z Janem Kazimierzem, w nagłym przypływie zazdrości czy też z rozmysłem, w bezpośrednim sąsiedztwie zamku królewskiego  spowodował wielką burdę ze strzelaniem z działek włącznie. W rezultacie został skazany na banicję i konfiskatę dóbr, na wygnaniu kraj zdradził i mocno dopomógł Szwedom na Polskę najechać.
Michał Radziejowski


Jego syn Michał skonfiskowany majątek zdołał odzyskać. Onże Michał, prymas, przejściowy właściciel nie tak znów odległego Nieborowa, mający rezydencję arcybiskupią w niedalekich Skierniewicach, w Radziejowicach najchętniej przebywał. „Do Radziejowic gromadził skrzętnie skarby, chciwie łapane rozmaitymi sposobami; w Radziejowicach krył nawet swój wstyd, gdyż legendy i podania w pieśniach zachowane wskazują, że otaczał się nawet kobietami i że dla jednej z opuszczonych przez siebie straszne urządził tam więzienie” – pisał Julian Bartoszewicz. Nie był postacią sympatyczną. Karierę robił jako syn ciotecznego brata Jana Sobieskiego, w wieku 41 lat był już kardynałem, rok potem prymasem, w czasie bezkrólewia 1696 roku jako interrex frymarczył koroną, którą ze trzy razy sprzedawał więcej dającemu, Francuzom, Sasom, Szwedom. Cóż... dziećmi swojej epoki byli Radziejowscy. W wieku XVII, czasach Wazów na polskim tronie, taka ona była ta epoka i ta nasza Polska. Niestety. Radziejowscy nie byli jedynymi szubrawcami pośród polskiej magnaterii.  
     Po śmierci Michała, ostatniego z rodu Radziejowskich, pałac radziejowicki podupadł i zniszczał. Później władali nim Prażmowscy i Ossolińscy, po roku 1782 drogą koligacji rodzinnych dobra przeszły w ręce Krasińskich i wtedy dla rezydencji nastały czasy wyjątkowo dobre.  Zupełne przeciwieństwo tamtych, do Radziejowic przybyła zupełnie inna Polska, patriotyczna i szlachetna. A nastał właśnie dla ojczyzny czas zaborów, czas niewoli i daremnych, krwawych  powstań. 
     Za Radziejowskich były Radziejowice siedliskiem intryg, przez Krasińskich zostały podniesione do rangi świątyni sztuki. Na początku XIX wieku Kazimierz Krasiński powierzył odbudowę rezydencji Jakubowi Kubickiemu; w rezultacie stała się bardzo reprezentacyjną, przy czym jej odnowiciel umiejętnie połączył tradycję z najnowszą modą. Ta odbudowa, połączona z przebudową, jest uważana za pierwszy polski, w pełni świadomy zabieg konserwatorski, znacznie wyprzedzający dzieła słynnego Viollet-le-Duca we Francji. Przy sposobności postawił Kubicki klasycystyczny kościół w Radziejowicach,  ku któremu od pałacu wciąż wiedzie urodna aleja lipowa. 
Dzieło Jakuba Kubickiego: kościół radziejowicki.

     Józef Wawrzyniec Krasiński, kolejny pan na Radziejowicach, kuzyn Wincentego z Opinogóry, ojca poety Zygmunta, był zupełnym przeciwieństwem generała. Tamten, jak wiadomo, skłonny był robić karierę za wszelką cenę, co realizował konsekwentnie i co nie przyniosło mu najlepszej sławy u potomnych.

  Józef Wawrzyniec miał inne ambicje, dzięki niemu Radziejowice zaczęły okres innej sławy, stając się ważnym ogniskiem kultury.  Był na ogół zamknięty na wielkoświatowe rozrywki arystokracji, siedział w swoich Radziejowicach, lecz nie siedział bezczynnie. Urządził teatr na poddaszu pałacowym; Marian Brandys pisał o tym teatrzyku, iż stał się sensacją okolicy, zjeżdżało się doń obywatelstwo z sąsiedztwa i mieszczaństwo z pobliskiego Mszczonowa.  Był albowiem pan hrabia człowiekiem teatru, popełnił kilka tekstów,  wystawiano je w Warszawie. W Radziejowicach napisał libretto do jednej z najbardziej znanych oper Karola Kurpińskiego "Zamek na Czorsztynie, czyli Bojomir i Wanda", po raz pierwszy wystawionej w roku 1819 w Warszawie. Akcja tego dziełka jest prościutka, naiwne toto, ale fakt, że sympatyczne, acz – co tu ukrywać -  znacznie wcześniej Da Ponte lepsze libretta układał  Mozartowi.
     Wnuk teatromana, również Józef, prowadził w Radziejowicach salon plenerowy, jakich niewiele było w Polsce przełomu XIX i XX wieku. Radziejowice poczęły gościć ludzi kultury, światowych, bujnych, żądnych rozrywek, łaknących życia towarzyskiego przedstawicieli literatury, sztuki, warszawskiej prasy. Przyjeżdżali czasem na dłużej, czasem tylko na dwa, trzy dni.  Ostatnim zasłużonym dla Radziejowic ich właścicielem był tutaj urodzony w roku 1870  i wielce dla polskiej kultury zasłużony Edward Krasiński. Rzeźba, przedstawiająca jego popiersie, znajduje się tuż obok  wejścia na radziejowicki teren pałacowy.  
 
Edward hrabia Krasiński z Radziejowic.
  
     W Radziejowicach zza każdego załomu muru wyłania się historia. Wabi i kłania się nam zza każdego parkowego drzewa. Wielki artysta i oryginał, mieszkający w pobliskiej Kuklówce Józef Chełmoński, często otulony w burkę siadywał w radziejowickim borze, na łąkach lub polach i robił szkice, do najbardziej znanych jego płócien należy przedstawiające staw parkowy. Spacerujący po parku Henryk Sienkiewicz, tutaj właśnie, pośród przyjaznych ludzi, murów i przyrody „nierzadko doznawał natchnienia”, tutaj układał fragmenty powieści "Krzyżacy". Ten park w stylu angielskim zakładał dla Krasińskich Aleksander d`Alphonce de Saint Omer, Francuz przybyły do Polski wraz z gen.Henrykiem Dąbrowskim, który jako pułkownik wojsk polskich otrzymał szlachectwo i nazwisko polskie Sętomerski.
     Jeszcze w czasach Radziejowskich odwiedzał rezydencję król Zygmunt III, o czym przypomina wmurowana w zewnętrzną ścianę zameczku marmurowa tablica z datą 1606 oraz napisem łacińskim. Zameczek jest urodziwy, czystej wody gotyk romantyczny,  w początkach wieku XIX powstał na miejscu pierwotnego dworu obronnego z wieków XV-XVI, a to za sprawą architekta Jakuba Kubickiego, zaproszonego przez Krasińskich do przebudowy rezydencji.  
Zameczek swój romantyczny kształt zawdzięcza Jakubowi Kubickiemu.
Dwór modrzewiowy z Radziejowic. Takim sobie dwór polski wyobrażamy. Takim on tutaj jest.
Po przeciwnej stronie drogi wznosi się dwór modrzewiowy pobudowany na przełomie wieków XVIII i XIX, był siedzibą administratora majątku. Jest typowym dworem polskim, z ganeczkiem jak należy od frontu, z krytym dranicami ogromnym dachem, rosną obok niego jesiony, jeden z tych, co obok dworu rosną,  jest wyjątkowo potężny.  Cały teren okoliczny jest dzisiaj gustownie urządzonym parkiem, świetnie pomyślanym, za czasów dawniejszych był to teren folwarku.    
    Nie tylko dwór, pałac i park składały się na rezydencję magnacką. Obok dworu znajdowały  się spichlerze, stajnie i obory. Lecz nie tylko, dworski folwark to także piekarnia, pralnia, suszarnia, wkopane w ziemię piwnice lub murowane sklepy, czyli składy do przechowywania ziemniaków i innych płodów ziemi, nabiału i napojów. To również fabryczki, najczęściej gorzelnia i browar, to młyny zbożowe, wodne i wiatraki. W  magnackich dawniej Radziejowicach istniało całe „zagłębie przemysłowe", które nie tylko było gospodarczym zapleczem rezydencji; tutaj produkowało się również i na zbyt. Rzeczka Pisia Gągolina napędzała urządzenia tartaku i  niewielkiej hamerni.  Była w okolicy cegielnia, cegła radziejowicka była uważana za najlepszą w okolicach Warszawy. W połowie XIX wieku od tutejszej cegielni prowadziła prywatna kolej konna, która  kończyła się na stacji kolejowej Ruda Guzowska, w dzisiejszym Żyrardowie, gdzie cegłę przeładowywano do pociągów na linii warszawsko-wiedeńskiej.     
    Każdy duży majątek ziemski miał niegdyś w swoim sąsiedztwie także i jakiś kompleks leśny, służący najczęściej jako teren zabaw łowieckich właścicieli oraz ich gości. Taką też rolę spełniał las koło Radziejowic, można się po nim włóczyć duktami i drogami, tam i siam, za każdym zakrętem odkrywając odmienne pejzaże leśne. Najcenniejszy fragment to rezerwat „Dąbrowa Radziejowska”, las niezbyt wiekowy, lecz bardzo cenny, rośnie w nim nieczęsty już w Polsce  leśny zespół dąbrowy świetlistej. Las pod Radziejowicami rośnie na północnych krańcach Wysoczyzny Rawskiej, na stosunkowo żyznych brunatnych glebach i one to właśnie decydują o tym, że las ten ma zupełnie odmienny charakter niż inne lasy w pobliżu Warszawy. Tutaj przeważają zespoły leśne lasu liściastego, lasu mieszanego i boru mieszanego.
    Łowieckie przeznaczenie tego kompleksu spowodowało, że eksploatacja drzewostanu była prowadzona znacznie oszczędniej niż w lasach gospodarczych, które miały przynosić dochód, a nie – jak ten – służyć głównie myśliwskim rozrywkom właścicieli. Ze względu na uprawiane w nim myślistwo zachowywano mozaikowość lasu, dosadzano też obcy na mazowieckich ziemiach gatunek świerk pospolity. Gęstwina świerków dodawała lasowi malowniczości, a oprócz tego była miejscem schronienia dla zwierzyny.
Radziejowice pełnią rolę świątyni pamięci wielkiego malarza. Fot.L.Herz
    U Krasińskich goszczący Józef Chełmoński był wielkim miłośnikiem zwierząt, nigdy jednak nie stał się tęgim myśliwym. Znawca staropolskiego łowiectwa, Juliusz Kossak, w jednym z listów krzywił się, że „Chełmoński na swoich rysunkach trokował lisy za skoki, co nie mówi za jego znajomością najzwyczajniejszego myślistwa", bo „polując z chartami torby się nie bierze za siebie, bo jest od tego siodło z trokami, do którego się uszczutego kota za skoki, lisa zaś za łeb przytrokuje". Czemu Chełmoński polował, nie wiadomo. On, który żadnego owada nawet skrzywdzić nie potrafił, nie bardzo radził sobie z bronią i był bohaterem niefortunnych zdarzeń na polowaniach. Malował na szczęście wybornie. Artysta mieszkał niedaleko stąd, w Kuklówce nad Pisią Tuczną. W radziejowickim pałacu znajduje się dzisiaj największa wystawa jego dzieł, pozyskanych z kolekcji Muzeum Narodowego i od prywatnych kolekcjonerów. Część prac nigdy wcześniej nie była pokazywana publicznie. "Czujemy się depozytariuszami pamięci o Józefie Chełmońskim" - mówią w Radziejowicach. Rolę tę pełnią doskonale...
Józef Chełmoński - Staw w Radziejowicach.
       W lasach radziejowickich polował też  niejeden raz Henryk Sienkiewicz. Ten to był myśliwym zawołanym. Chodził na polowania ze stałym gronem przyjaciół, wśród których był hrabia Edward Krasiński i ksiądz Zygmunt Chełmicki, w pewnej mierze prototyp opata z Tulczy w „Krzyżakach". Po polowaniu pisarz kreślił stronice tej słynnej potem powieści przy biurku w jednym z pokoi zameczku radziejowickiego. Stefan Majchrowski w biograficznej opowieści o pisarzu podjął próbę opisu jednego z takich łowieckich pobytów Henryka Sienkiewicza w Radziejowicach. „Knieje dokoła - wielkie radziejowickie lasy, część dawnej puszczy książęcej. Pan Sienkiewicz stoi ze strzelbą na swym stanowisku... Kiedyś, przed pięcioma wiekami, podobnie urządzano polowanie, tylko broń była inna. Myśliwy trzymał w ręku kuszę, o drzewo opierał ciężki oszczep... Sienkiewicz przetarł okulary i sięgnął do kieszeni po notes".
 Henryk Sienkiewicz w Radziejowicach
    Na liczną w radziejowickich lasach zwierzynę mieli ochotę nie tylko myśliwi. Także kłusownicy. Ich ofiarami bywali również i ludzie, zwierzyny tej pilnujący. Na północnym skraju radziejowickiego lasu stoi ceglana kapliczka z krzyżem, a „krzyż ten postawił w smutku Edward dr Krasiński" ku pamięci „wiernego świętej pamięci gajowego Józefa Kieszka i jego towarzysza Franciszka Paska, zamordowanych na tem miejscu podczas pełnienia obowiązków" w styczniu 1907 roku.

    Krajobraz okolicy najbliższej już nie ten, co dawnymi laty. Powolutku od rezydencji radziejowickiej coraz bardziej oddala się mazowiecki krajobraz, chociaż są miejsca, gdzie  jeszcze pozostał takim, jakim pejzaż wiejski być powinien.  
Stawy na wschód od Radziejowic, kilometr drogi od pałacu. Fot.L.Herz

   Droga wiodąca ku wschodowi, w  kierunku wsi Kamionka, po kilku minutach doprowadza do miniaturowego pojezierza. Byłem tam niedawno, wciąż krzyczą mewy śmieszki i rybitwy, wciąż gdaczą łyski i pokrzykują perkozy. W okolicy coraz więcej okazałych willi, powstających jako wiejskie rezydencje ludzi majętnych. Pamiętam prawdziwie wiejskie domostwa Kamionki i wiosek sąsiednich, miały ściany zbudowane z dużych kamieni, wydobywanych z morenowych wzgórz w okolicy. Te kamienne chaty przykrywane były  nierzadko słomianym dachem, widywałem je zaledwie pół wieku temu, fotografowałem je, były nadzwyczajnie malownicze. Strasznie szybko to się zmienia. 
    Przed laty zaangażowałem się w projekt objęcia tego krajobrazu ochroną w granicach parku krajobrazowego, miał nosić imię Józefa Chełmońskiego. Wielki malarz pośród tego krajobrazu mieszkał, w Radziejowicach wielokrotnie bywał, jest w radziejowickim parku jego popiersie, w pałacu powstała znakomita galeria obrazów Chełmońskiego,  ale idea utworzenia tego parku przepadła. Od strony Warszawy z każdym rokiem przybliża się do Radziejowic miasto. Główna szosa od niedawna jest drogą ekspresową, jak autostrada szeroka, z rozjazdami autostradowymi, jedno z nich jest tuż obok. Przy tej szosie powyrastały kubiki magazynów firm najprzeróżniejszych, w Radziejowicach też ich nie brakuje, wszędzie pośród okolicznych lasów kokoszą się osiedla letniskowych domków i willi, powstaje nowy krajobraz, zupełnie inny, niż ten, który chciałbym zatrzymać, a dla którego w sąsiedztwie dużego miasta nie ma już miejsca. 

W radziejowickim parku
 
Zabytkowy jesion wyniosły na tyłach radziejowickiego dworku.
Fragment zegara słonecznego przed pałacem.
Ogród rzeźb  Alfonsa Karnego.

Pomnik Jerzego Waldorffa, admiratora i dobrodzieja Radziejowic. 
Płaskorzeźba Henryka Kuny ze sceną z "Dziadów" A.Mickiewicza.

Arka zwierząt, dzieło Józefa Wilkonia.

"Rozstrzelani", kompozycja rzeźbiarska G.Zemły

Staw radziejowicki. Nad nim zabytkowy jesion.

czwartek, 11 maja 2017

 Osownica
Osownica koło Jadowa latem roku 2004
Osownica koło Jadowa wiosną 2017 roku



Niepozorna rzeczułka jest z tej mazowieckiej Osownicy, wąska struga raczej, niedługa, ale byłem świadkiem tego, co potrafi to groźne maleństwo. Pamiętam jak jednego roku w środku lata woda w płytkiej dotąd strudze od długich deszczów przybrała, pędziła z hurkotem, zrywała pobocza asfaltowych szos i niszczyła co słabsze drewniane mosty!  
Obok mostu na szosie w kierunku Łochowa są łąki po jednej stronie rzeczki, a las po drugiej. Przychodziłem tam czterdzieści lat temu, aby wiosną sycić oko tokowych lotów czajek, bekasów kszyków, rycyków i brodźców krwawodziobych. Fotografowałem ją kilka lat temu, prezentowała się wspaniale. Wiosną tegoroczną u zobaczyłem ruinę krajobrazu. Obie fotografie umieszczam obok siebie, co się stało, każdy widzi. Płacz i zgrzytanie zębów, ot co.

Wioska Osęka nad Osownicą.
Mieszkał kiedyś w Osownicy wodnik, stwór przedziwny, co to wodę burzył i do młyńskich kół się zakradał nocą, aby sobie na nich pojeździć, jak nikt nie widział. A nad Osownicą w Makowcu urodził się chłopak, słuchał o tym wodniku i słuchał opowieści przedziwnych, a tak bardzo chciał tego wodnika — znaczy się — zobaczyć, że potem, gdy został sławnym rzeźbiarzem, jakich Polska niewielu miała i przed nim, i po nim, wyrzeźbił tego wodnika. Ten rzeźbiarz nazywał się Konstanty Laszczka. Znakomite jego prace można zobaczyć w Muzeum Mazowieckim w Płocku i tam znajduje się jego „Wodnik”.  
Niewidzącymi oczami patrzy wodnik na oglądających go widzów. Co myśli o nas, o tych dziwnych stworach przed którymi musiał się kryć w wodach Osownicy, najchętniej pode młynem w Makowcu, tam było mu najprzytulniej. Młyna nie ma, rzekę mu zrujnowali. Niełatwe bywa życie wodnika. Nawet jak mu przyjdzie siedzieć zaklętemu w kamień, postawiony w muzeum. Ot, co...
 



































                   



Wystąpił błąd w tym gadżecie.