środa, 30 marca 2016

Blog "Mazowsze z sercem" ma już rok za sobą.
.........................

Już od roku działa ten mój krajoznawczy blog o Mazowszu. Pomieszczam w nim to i owo, tu i tam napotkane przeze mnie na poboczach mazowieckich  dróg. Raduje mnie, że blog znalazł swoich czytelników, wszak w gruncie rzeczy po to się taki blog prowadzi, aby gromadził zainteresowanych tematem. Okazuje się, że Mazowsze cieszy się wcale nie najgorszym powodzeniem, jako że ten mazowiecki blog ma swoich tysiąc kliknięć na miesiąc. Jedne tematy cieszą się większym, inne mniejszym zainteresowaniem i jest regułą, że im mniej ogółowi są znane, tym bardziej zainteresowanie nimi jest mniejsze. Niesłusznie zresztą. Ot, na ten przykład: jeden z najbardziej wartościowych zabytków mazowieckiej architektury, jakim jest kościół w Kobyłce, cieszył się marną popularnością, a banalny w gruncie rzeczy Nieporęt budził zainteresowanie największe; Kobyłkę wyklikało zaledwie kilka osób, a Nieporęt kilkaset.  A gdy temat Palmowej Niedzieli wraz z gromadą bardzo kolorowych fotografii wpuściłem do swojego bloga, jeszcze doba nie minęła, a blogowe „Mazowieckie palmy” miały już kliknięć grubo ponad setkę. Podczas, gdy b.atrakcyjne i niemal zupełnie ogółowi nieznane „Tajemnicze miejsca w Puszczy Kozienickiej” przez dwa tygodnie doczekały się kliknięć zaledwie kilku. Cóż to znaczy popularność tematu! 
    Wiernym Czytelnikom tego blogu proponuję zabawę; zapraszam do rozwiązania małego quizu. Prawidłowe odpowiedzi znajdują się w tym blogu, należy ich szukać w poście o nazwie:  Tu i tam to i owo.

Primaaprilisowy quiz mazowiecki


1.Który z tych wielkich Polaków urodził się nad Okrzejką, rzeczką z tego zdjęcia?


 a/Wojciech Jastrzębowski; b/Tadeusz Kościuszko; c/Henryk Sienkiewicz.



2.Co to są - Czuwajki? 
a/samice czuwaja, rzadkiego gatunku ptaka, żyjącego pośród bagien kampinoskich; 
b/rodzaj przenośnej toalety książąt mazowieckich;
c/żartobliwa nazwa budek strażniczych przedwojennej radiostacji koło Bemowa


3.Co przedstawia to zdjęcie?


 a/typowe archiwalne szmulki z cegielni w okolicy Radzymina; b/otwory w cegłach , przed wiekami zrobione w Wielki Piątek; c/ślady po kulach sowieckiego żołnierza, na rozkaz politruka strzelającego do kościoła we wsi Rokicie. 

4.Jakiego gatunku drzewa są pnie na tej fotce?


 
a/grab; b/modrzew; c/wiąz. 
 (Dla ułatwienia: fota jest z pewnego pięknego rezerwatu na ziemi grójeckiej.)



5.Pulwy opisałem w jednym z postów. 
Co to są te "pulwy"? 

a/niewielkie wyniesienia pośród zdenudowanej moreny dennej na równinie  polodowcowej;
b/charakterystyczne dla części Mazowsza skiby w trójpolowej gospodarce rolnej minionych stuleci;  
c/rozległe łąki na wilgotnych torfowiskach niskich w sąsiedztwie Puszczy Białej. 
............................................


Przypominam: prawidłowe odpowiedzi znajdują się w tym blogu, należy szukać postu o nazwie:  
 Tu i tam to i owo

...............................................






 

poniedziałek, 28 marca 2016



Śmigus dyngus
Poniedziałek Wielkanocny to  ważny dzień w życiu każdego typowego młodzieńca z polskich miast i wsi. Wiadomo: śmigus dyngus, zabawa arcypolska, z tradycjami. Przy okazji: warto wiedzieć, iż według danych Komisji Europejskiej w Polsce  mamy mniej wody na głowę mieszkańca niż Egipt, który kojarzy nam się z pustyniami. W Europie wcale nie ma tak dużo wody, jak nam się wydaje.

sobota, 19 marca 2016

Mazowieckie palmy


Dopiero na wsi, na polskiej wsi, nabiera blasku Niedziela Palmowa. Blasku, ale i sensu także. Na wsi mocniej bije serce Polski. Po wsiach szukamy tego, co w tradycji polskiej jest najlepsze, a to przechował jeszcze Kościół ze swoimi zwyczajami. Są wzruszające te barwne uroczystości Kwietnej Niedzieli.



Obchody Niedzieli Palmowej na ziemi mazowieckiej. Fot.L.Herz
    Na ziemi mazowieckiej najładniejsza, najbardziej barwna jest Niedziela Palmowa we wsi Łyse na Kurpiach Zielonych. Przez jeden dzień w roku wioska ta staje się jedną z ważniejszych miejscowości w Polsce. Zjeżdżają do Łysych (bo to są te Łyse, a nie to Łyse) wielotysięczne rzesze z całego kraju i z zagranicy, politycy i ambasadorowie, aby być świadkami pięknej uroczystości religijnej i folklorystycznej. W Palmową Niedzielę bywam w Łysych od lat. W porównaniu z ubiegłymi latami jest o wiele więcej palm, coraz bardziej kolorowych. Również i przyjezdni kupują palmy na straganach przed kościołem i z nimi w rękach idą w procesji. Wspaniale taki las palm wygląda. Najwyższe sięgają długości ośmiu metrów. Ostatnimi laty przybyło młodych ludzi, odzianych w ludowe stroje. Chłopcy dorodni, a dziewczyny urodziwe. Do twarzy im z typowymi dla panien kurpiowskich wysokimi, sztywnymi „czółkami” z czarnego aksamitu na głowach. Bardzo to wszystko polskie, bardzo piękne i mocno poruszające. Serce rośnie. Ale Łyse są jedyną wsią mazowiecką, w której Niedziela Palmowa jest tak barwna. Są jeszcze widowiskowe  obchody tego święta, ale już nie w "żywej wsi", lecz w parkach etnograficznych w Sierpcu i Radomiu. Tak to już jest, że tradycja wiejskich obchodów tego barwnego święta, ukrywa się już tylko w skansenach.
Niedziela Palmowa w skansenie w Radomiu. Fot.L.Herz


       Od stuleci największe z katolickich świąt jest sprzęgnięte z czasem odradzania się przyrody. Nie darmo do symbolicznych atrybutów tego święta przynależą i palmy, święcone w Kwietną Niedzielę, i barwione, pięknie zdobione jajka pisanek, poświęcanych w Wielką Sobotę. Nasze polskie palmy zawierają najczęściej wiecznie zielone liście borówek, i niemal zawsze gałązki wierzbowe z pąkami. Zieleń symbolizuje nadzieję, a liście borówek nawiązują do liści wawrzynu. Wawrzyn był drzewem bogów, ale i pokuty, także znakiem zwycięstwa. Drzewo palmowe jest obrazem życia w pełni Łaski. Gałązki są znakami uwielbienia, głoszącymi zwycięstwo. Pąki są zapowiedzią odrodzenia życia.
    Jajo to cud ukrytego w nim nowego życia. Jak i tamte symbole, tak i ten ma bardzo starożytny rodowód. Pogańskie wierzenia łącza się tu w jedno z chrześcijańskimi. Bez względu na to, z jakich źródeł wywodzimy nasze uniwersalne wartości, jak o tym wspomina preambuła polskiej konstytucji, pospołu spieszymy, aby zakupić barwne pisanki w sklepie lub na straganie, a często sami zasiadamy przy stole, aby na kolorowo ozdobić skorupki jajek i aby tym zdobieniem wyrazić (przecie nie do końca uświadomiony) zachwyt i uwielbienie dla cudu nowego życia, symbolizowanego tym jajem. 



           








poniedziałek, 14 marca 2016

 Wiosenne wody 
w Puszczy Kampinoskiej

Niecodzienny, mało znany krajobraz Puszczy Kampinoskiej. Fot.L.Herz



Poniedziałkowym wieczorem spadł śnieg. A wydawało się, że zima już nie powróci. W miniony weekend byłem pośród przyrody i stwierdziłem niezaprzeczenie, iż przysłowia rzeczywiście są mądrością narodu, że  "na świętego Grzegorza idzie zima do morza". Wiosenne wody wartko płynęły korytami dawno wyschłych strumieni. Zdawało się, że nadeszła już pora przedwiośnia, ale nie, mądrość ludowych przysłów znów dała znać o sobie, bo przecież wiadomo, że "w marcu, jak w garncu", a jeszcze czeka nas "kwiecień plecień, co przeplata, trochę zimy, trochę lata".
    W miniony weekend o powrocie zimy jeszcze nie było mowy, w przyrodzie czaiło się przedwiośnie. Odwiedziłem  jedno takie miejsce w Kampinoskim Parku Narodowym, które zwłaszcza o przedwiośniu nabiera wdzięku szczególnego, tam albowiem ożywają koryta kilku strug,  mających  swoje źródła poza Puszczą Kampinoską, na żyznych pszenno-buraczanych ziemiach mazowieckiej równiny, ciągnącej się od Warszawy w stronę Błonia i Łowicza. 
    Na tych ziemiach przez całe wieki najważniejsze było rolnictwo, ale w latach ostatnich zaczęło ustępować, bo poczęła się rozrastać warszawska aglomeracja miejska i wielopiętrowe mieszkalne bloki warszawskiego Bemowa i Woli rozpoczęły gromadny szturm na te żyzne ziemie, a rozsiane po tej równinie wioski zmieniły się w podmiejskie osiedla i ich mieszkańcy niemal ze szczętem zapomnieli o tym, że ich ojcowie byli jeszcze rolnikami. I coś nie tak stało się teraz z podziemnymi wodami gruntowymi, już nie płyną ku dolinie kampinoskiej strumienie, których koryta są przez większą część roku suche, suchuteńkie. Niestety, prawda jest okrutna, tym, na co Puszcza Kampinoska cierpi najbardziej, jest niedobór wody. Puszcza korzysta tylko i wyłącznie z wód opadowych, a lata ostatnie, jak wiadomo to całkiem dokładnie, coraz bardziej są suche, gorące, bezdeszczowe.  
    Tylko teraz, u progu przedwiośnia, te wszystkie kanałki i meandrujące koryta suchych zazwyczaj strumieni ożywają wiosennymi wodami. Będą tak płynąć dopóki im sił starczy, może nawet aż do lata, a potem znikną, chyba że znowu się pojawią się marcowe i kwietniowe śniegi, a potem ulewne i długotrwałe deszcze. Mają puszczańskie strugi swoich sprzymierzeńców; na ukrytych pośród lasów dolinkach, w zatrzymaniu wody pomagają niezmordowane bobry, nocami budujące swoje tamy i zmieniające puszczański krajobraz nie do poznania i bardzo, ale to bardzo pięknie. Chwała niech będzie bobrom!  
    Oto kilka, "na świętego Grzegorza" w marcu roku 2016 wykonanych  fotografii niezwykłego krajobrazu wiosennych wód w Puszczy Kampinoskiej.  

 

Aż trudno uwierzyć, że to nie z puszcz kanadyjskich jest ten pejzaż bobrowy. Fot.L.Herz.

poniedziałek, 7 marca 2016

Tajemnicze miejsca w Puszczy Kozienickiej
W początkach marca świeżą zielenią zieleni się w puszczy czosnek niedźwiedzi. Fot.L.Herz


Dwa lata temu, z początkiem marca to było, w czas bezśnieżny, gdy czaiło się przedwiośnie w Puszczy Kozienickiej, a nad Poborskimi Łąkami zieleniły się już świeżą zielenią łany czosnku niedźwiedziego. W lecie zacznie pachnieć odurzającym zapachem, wyczuwalnym nawet z pewnej odległości; chociaż on niedźwiedzi, pachnie tak samo jak znany nam dobrze czosnek pospolity. Czosnek niedźwiedzi rośnie w Polsce w położeniach górzystych, uwielbia buczynę karpacką, na nizinach jest ewenementem, na Mazowszu jest rarytasem. 

Mroczny, puszczański krajobraz rozlewisk rzeczki Żala w Puszczy Kozienickiej. Fot.L.Herz
     Jednym z bardziej malowniczych i prawdziwie puszczańskich miejsc w tej puszczy są opanowane przez bobry rozlewiska na rzeczce Żala w miejscu zwanym Diabelski Mostek. Mostku tego od dawna nie ma, historyczny Królewski Gościniec, który przezeń prowadził, jest teraz szeroką i wygodną drogą leśną, zamiast mostku jest po prostu betonowy przepust pod tą drogą. Powiada legenda, że pod Diabelskim Mostem diabeł ogromny skarb zakopał.  Nazwę strugi Żala niektórzy kojarzą z żalnikiem, to staropolska nazwa cmentarza. Czy aby nad tą strugą, gdzieś tutaj, nie znajdował się kiedyś, dawno, dawno temu, taki żalnik ? A gdy już cmentarz puszcza porosła, pozostała wieść o nim w narodzie i nad Żalę chodzić straszno było, bo nad Żalą straszyło Złe. Od takiego czegoś, co to wymówić jego nazwę nawet straszno, do diabła całkiem niedaleko. 
Cygańska bryczka.Fot.L.Herz


       Niedaleko tego mostu diabelskiego jest pośród puszczy głaz wcale spory, o obwodzie siedmiometrowymW całej tej puszczy nie ma innego wielkości  podobnej. Ten gruboziarnisty czerwony granit jest pomnikiem przyrody nieożywionej. Nazywają go Cygańską bryczką, a nazwa ta stąd się wzięła, że podobno tutaj cygański wóz skarbami wyładowany, w zimny kamień został zmieniony przez jakieś zaklęcie. Tak mówią, ale czy tak dokładnie było, tego nie wiadomo. Podobno pod tym głazem Cyganie skarby z tego wozu zabrane zakopali. Powiadają także, że przy pełni księżyca, gdy dobrze ucha nadstawić, można ciche rżenie koni usłyszeć. Ale nikt nie chce pod głazem kopać, chociaż niejednego na to chętka bierze. Pewnie mają rację, licho nie śpi, więc po co to licho z lasu wywoływać. 

 

wtorek, 1 marca 2016



Czuwajki pod Bemowem

Warszawski Las Bemowski lekko śniegiem posypany. Fot.L.Herz

... a to jest Czuwajka w Lesie Bemowskim. Fot.L.Herz

Zaczął padać śnieg, więc aby złowić trochę zimy, zanim ten mokry śnieg stopnieje, skoczyłem na dwie godziny do Lasu Bemowskiego, aby odwiedzić schowane w tym lesie Czuwajki. Las w śnieżnym przyodziewku bardzo przyjemnie się prezentował. Na skraju lasu osiedle jest tam  malownicze, nad nim tłoczy się tłum starych sosen o urodziwych koronach, przy wąskich uliczkach niewielkie wille i jednorodzinne domy, sosny zaglądają do ich okien, mnóstwo tam przyzwoitego modernizmu, bardzo to funkcjonalna architektura, skromna i elegancka, jak wszystko, co powstawało w międzywojennym dwudziestoleciu. Przy głównej ulicy jednotorowa linia tramwajowa, stojący na pętli tramwaj skrywa się pod koronami drzew, widoczek bardzo sympatyczny, okolica prezentuje się nie najgorzej, coś w stylu powszechnie znanych miast-ogrodów podwarszawskich. 
Modernistyczny kościół w Boernerowie, godny cel odwiedzin. Fot.L.Herz.
     Osiedle graniczy z lasem i jest to bardzo dorodny las liściasty.  Przed stu laty las zajmował mniejszą powierzchnię, niż obecnie. Przez kilka wielu wieków w tej okolicy przeważały pastwiska i nieużytki, lasu było tyle, co kot napłakał. Po Powstaniu Styczniowym wojska rosyjskie zaczęły budować w tej okolicy forty. Wtedy też Rosjanie zaczęli nieużytki zalesiać. Starodrzewy koło osiedla to las z tamtych czasów, sadzony w ostatniej ćwierci wieku XIX. Nieco dalej znajdują się malownicze mokradła, część z nich w rezerwacie „Łosiowe Błota”, kampinoskie łosie tam zachodzą.  
Łosiowe Bota o zimowej porze. Fot.L.Herz
  

Prowadzi tamtędy szlak przechadzkowy, na którym zamiast tradycyjnych znaków w paski wymalowano na drzewach trop łosia. Świetny pomysł ! Gdy pójść na tę trasę spacerkiem od  boernerowskiej pętli tramwajowej, będzie to całkiem niezły spacerek, około jedenastokilometrowy, wcale niemało.
Znak turystycznego szlaku przechadzkowego w Lesie Bemowskim. Fot.L.Herz
      Na tym terenie ogromnie wiele się działo, ma wyjątkowo bogatą historię. Był tam poligon artyleryjski. Generał Józef Bem był artylerzystą, to i dzielnicę Warszawy obok założoną  nazwano Bemowem. Ten polski bohater narodowy pochodził z polskiej rodziny szlacheckiej, mającej korzenie w Prusach. Walczył w Polsce, Austrii i na Węgrzech. Podczas jednego ze starć w Siedmiogrodzie, widząc Austriaków zdobywających węgierskie działa, rzucił się sam jeden na wrogie oddziały. Galopując przeklinał po niemiecku: „Uciekajcie stąd psy, to są moje działa!”. Widok oficera wymachującego szpicrutą tak zszokował Austriaków, że pozwolili się wyprzeć z zajętych pozycji. Jedna z kul trafiła Bema w dłoń, a on, nie chcąc przerywać dowodzenia i udać się do szpitala, obciął sobie ranny palec nożyczkami. Walczył też w Syrii, tam przyjął islam i został pochowany na muzułmańskim cmentarzu wojskowym na górze Dżebel el Islam i dopiero w roku 1929 jego prochy przewieziono do rodzinnego Tarnowa. 
     Cóż to za postać, jakże barwna! Ale czy taki generał może być polskim bohaterem narodowym? czy rodzimi tropiciele Obcych w polskim narodzie nie zaprotestują przeciwko nazwie Bemowo? Bo kogo nią uczczono?   Nie dość, że przeklinał i na dodatek po niemiecku, to jeszcze wyznawał islam? Okropność ! 

Generał Bem na pomniku w Ostrołęce. Tam też walczył dzielnie. Fot.L.Herz
    Na  obrzeżach artyleryjskiego poligonu Rosjanie zbudowali forty, a gdy Polska odzyskała niepodległość powstała tam Transatlantycka Radiostacja Nadawcza:  na 10 masztach o wysokości 126 metrów zawieszono dwie anteny. Dzięki tej radiostacji można się było porozumiewać z USA, Japonia, z polskimi statkami na morzach i oceanach całego świata. Była to wówczas największa radiostacja telegraficzna w Europie. Minister od poczt i telegrafów nią zawiadywał i obok  zbudował osiedle, on się nazywał Boerner, osiedle nazwano Boernerowem i jest to najstarsze osiedle warszawskiego Bemowa. Zanim włączono je do Warszawy, tak jak i radiostacja, przynależało do sąsiednich Babic. Po radiostacji niewiele zostało, tylko podstawy masztów i te charakterystyczne budki strażnicze z napisem „Czuwaj”, pieszczotliwie zwane Czuwajkami. 


Pozostałości radiostacji; na tym cokole z betonu opierała się jedna z masztowych nóg. Fot.L.Herz
Fragment przedwojennej mapy tych okolic. Warto porównać ze współczesną mapą.


Wystąpił błąd w tym gadżecie.