niedziela, 29 lipca 2018


                                        Pejzaże polskie

Krajobraz polski jest pełen barw i odcieni o niemałej różnorodności. Ukazał się właśnie album z fotografiami pana Chrystiana Parmy i moim tekstem. Zdjęcia, w tym albumie pomieszczone, są  dowodem na to, że w Polsce pejzaży urodnych nie brakuje. Są wszędzie dookoła nas. Jeno trzeba umieć je dostrzec. Pan Chrystian poprosił mnie o wstęp do swojego albumu. Napisałem go i jest on taki oto:
     Jak ludzie, tak i każdy kraj ma swoją duszę. Ważną cząstką tej duszy jest pejzaż. Słowo to bierze się od francuskiego paysage, a znaczy to samo, co polski krajobraz. Obraz kraju. Bardzo często właśnie ten obraz odgrywa istotną rolę w kształtowaniu duszy narodu. Krajobrazy są cząstką narodowego bogactwa. Niewątpliwie są w Europie narody i kraje  wyjątkowo w tym względzie uposażone. A Polska? Jaki jest ten nasz polski pejzaż?
    Polacy swój pejzaż noszą w swoim narodowym istnieniu. Pisał już o tym znakomity średniowieczny dziejopis, Jan Długosz: „Lechitowie, ci zwłaszcza, którzy na polach siedzieli, zostali przez inne pokrewne sobie drużyny, koczujące  p o  l a s a c h, nazwani Polanami, (...) a naród i kraj wszystek począł mianować się Polską”.
     Szczyci się polski pejzaż fascynującym morskim wybrzeżem, malowniczymi pojezierzami i wyżynami, rzekami i jeziorami, lasami dorodnymi, a na południu kraju wznoszą się wysokie góry. Jednak większa część Polski jest położona na wielkim europejskim niżu. Ktoś kiedyś napisał, że to pejzaż niestały, zamglony, bez wyrazistych rysów, bez ostro zaznaczonych granic, otwarty na hulające po tej równinie wiatry ze wschodu i zachodu. To pejzaż, który wiele wysiłku wymaga, a niekiedy i rozpaczy, aby nie dać się zdmuchnąć przeciągom...
    Ta pozornie tylko monotonna ziemia była w historii kąskiem łakomym i mieszkającym pośród niej Polakom przyszło z sąsiadami  toczyć nieustanne boje w jej obronie.
    Polska proza przełomu wieków XIX i XX była przepełniona z miłością kreślonych opisów polskiego pejzażu. Henryk Sienkiewicz, znakomity pisarz i laureat literackiej nagrody  Nobla z 1905 r., opisał był w "Potopie" Polskę widzianą oczami szwedzkich żołnierzy, wkraczających na naszą ziemię: "wzrok ich odkrył krainę wesołą, uśmiechniętą, połyskującą żółtawymi łanami zbóż wszelakich, miejscami usianą dąbrowami, miejscami zieloną od łąk... Jakaś cisza i słodycz rozlana była wszędzie po tej ziemi mlekiem i miodem płynącej. I zdawała się roztaczać coraz szerzej i otwierać ramiona"...
     Akcję swojej powieści „Chłopi” wpisał w wiejski pejzaż inny polski noblista, Władysław Reymont, uhonorowany nagrodą w 1924 r. „A pod nimi, jak okiem ogarnąć, leżały szare pola niby olbrzymia misa o modrych wrębach lasów - misa, przez którą, jak srebrne przędziwo rozbłysłe w słońcu, migotała się w skrętach rzeka spod olch i łozin nadbrzeżnych.” To ziemia ojców i praojców z przeszłych czasów. Ziemia – modlitwa. Podziwiana, opisywana, opiewana po tysiąckroć. Pisał Stefan Żeromski: „Bądź pozdrowiona, przenajdroższa ziemio nasza, którą czciliśmy miłością bezdenną, gdyś była pod otchłaniami wód niewoli. Bądź pozdrowiona teraz i o każdej porze mową naszą tysiącletnią i na wieki wieków świętą!”
     W literaturze polskiej przeszłych czasów niemal zupełnie brak zwykłych beznamiętnych opisów przyrody. Zawsze dominuje uniesienie emocjonalne i uczuciowe ujęcie pejzaży. Dzisiaj czasy już zupełnie inne i my jesteśmy jakby nieco inaczej skonstruowani, przede wszystkim wewnętrznie. Jeśli spojrzymy oczami duszy swojej, zdaje się, iż będzie to możliwe.
     Niekiedy, jak się wydaje, nie wystarczy jednak tylko wiedzieć i odczuwać, karmić się widokiem, cudzymi obrazami i cudzym tekstem, chociażby najbardziej nawet poetyckim. Czasem, wydaje się, trzeba dotknąć swojej ziemi tak, aby - jak legendarny Anteusz - czerpać z niej siłę. Józef Chełmoński, znakomity nasz malarz i jeden z największych europejskich pejzażystów, kładł się wśród zagonów, aby posłuchać tego, co ziemia mu mówi. Kto wie, czy aby w porze żniw nie powinno się wziąć kosy w rękę i kosić, dopokąd na niezwyczajnych takiego wysiłku dłoniach nie pojawią się pierwsze stwardnienia i pierwsze pęcherze. Albo, choćby, zdjąć buty i boso wejść na ściernisko... Bardzo to może być na miejscu w tych czasach dzisiejszych, pełnych efektownych dekoracji, pośród których rozgrywa się hałaśliwy teatr współczesnego życia, gdy szczególniej odczuwa się potrzebę zanurzenia się w takim właśnie rustykalnym, polskim pejzażu, wtulenia się weń całkowicie, jak w bezpieczne łono matki.
     Artystom - w znacznej mierze  - zawdzięczamy nasze widzenie świata. To artyści kształtują nam nasze gusta i najczęściej oni właśnie umożliwili nam otwarcie naszych serc na otaczający nas pejzaż. Wciąż jeszcze, mimo upływu lat ponad dwustu, pozostajemy pod wrażeniem obrazów przyrody, jaki pozostawili nam poeci i pisarze epoki romantyzmu. Któż z nas, Polaków, nie tęskni „do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych”, któż nie wzdycha „do tych pól malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem”... tak pięknie opisanych przez Adama Mickiewicza w „Panu Tadeuszu”?
    W dwudziestym wieku krajobraz z wolna przestawał być w centrum zainteresowań literatury i malarstwa.  I wtedy - na szczęście! - narodziła się fotografia. Dzisiaj fotografuje niemal każdy. Lecz tylko nieliczni zostali obdarowani umiejętnością ukazywania czaru tego świata zwykłym, pospolitym pstrykaczom pamiątkowych rodzinnych i urlopowych fotografii. Tacy artyści fotograficy, jak Jan Bułhak, Edward Hartwig, Paweł Pierściński polską fotografię pejzażową wydźwignęli na wyżyny. 




PS. Chciałem tu dać jakieś zdjęcie p.Parmy, ale nie udało mi się ściągnąć ich z domeny publicznej w internecie, musiałem więc wrzucić do tego blogu kilka swoich, a więc autora niewątpliwie  gorszego.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz