sobota, 5 września 2026

Odwiedziny w "Walerii" w mieście Milanówek

 Po wielu latach swojej w Milanówku nieobecności późnym latem tego roku, pod koniec sierpnia, znowu odwiedziłem Walerię w Milanówku. Zobaczyłem ją w znakomitej formie. Od 2007 ta willa jest własnością komunalną miasta, została odrestaurowana, jest teraz siedzibą Milanowskiego Centrum Kultury, nowoczesnym centrum kulturalnym i edukacyjnym, łączącym historyczne dziedzictwo z interdyscyplinarną ofertą artystyczną, z której korzystają przede wszystkim mieszkańcy Milanówka i jego okolicy, ale jest też oferta dla przybyszy. Dla mnie była czymś więcej, niż tylko obiektem do zobaczenia i zwiedzania.

Znawcy twierdzą, że to niewielkie miasto |est najlepszym w Polsce przykładem zespołu budownictwa z dwudziestolecia międzywojennego. Kto je poznał chociaż nieco tylko lepiej, to powiada, że takiej atmosfery, jaka w nim panuje, nigdzie się już nie spotyka. W 1920 roku, sporządzony został pierwszy plan letniska i zaraz potem zaczęły powstawać wille. jak grzyby po deszczu. W stylu szwajcarskim, niemieckim, .narodowym, nawiązującym do architektury barokowych dworków sarmackich lub do zakopiańszczyzny Stanisława Witkiewicza. Aż 255 budynków znajduje się w rejestrze konserwatora. Wszystko w jednym, niewielkim mieście. Cieszą oko przyjezdnego i radują serca miejscowych. Jest tutaj największe na Mazowszu zgrupowanie zabytkowych drzew, chronionych jako pomniki przyrody, w tym aż 99 dębów, a najwięcej w okolicy ulicy Starodęby oczywiście... .

O każdej z willi Milanówka można mówić, mówić i mówić. W tym budynku przemieszkiwał przyjeżdżający na letnisko Bolesław Prus. Tutaj Pola Gojawiczyńska. Tu bywał Gałczyński. W tamtej zaś willi, nieco dalej, mieszkał niekiedy sam Stefan Jaracz. Tam Juliusz Osterwa. Tułaj na letnisko przyjeżdżali malarze, Zofia i Karol Stryjeńscy. Tu grywała w tenisa wicemistrzyni Wimbledonu Jadwiga Jędrzejewska. Tu mieszkał sławny tenor Stanisław Gruszczyński, a tam mieszka Krystyna Janda... Ale ja teraz chcę wspomnieć tylko jedną willę... 

„Walerię” wybudował dla siebie wybitny aktor Rufin Morozowicz, a jego zięć rzeźbił w niej swoje arcydzieła. To Jan Szczepkowski, typowy przedstawiciel okresu Młodej Polski. Na warszawskim placu Teatralnym wznoszą się jego dłuta pomniki Bogusławskiego i Moniuszki, jego dziełem są płaskorzeźby na gmachu Sejmu, wiele rzeźb artysty znajduje się po muzeach, w milanowskim domu artysty pozostało jeszcze wiele, a pośród nich ołtarz Matki Boskiej Zielnej, kunsztowne połączenie ludowej snycerki z geometrycznym uproszczeniem. To, co najbardziej w tym rzeźbieniu Szczepkowskiego łapie za serce to ta nuta zakopiańszczyzny, tej z najlepszych jej lat. W 1891 roku młody artysta rozpoczął naukę rzeźbiarstwa ornamentalnego w Cesarsko-Królewskiej Szkole Zawodowej Przemysłu Drzewnego w Zakopanem. I zanim wstąpił do Akademii Sztuk Pięknych (gdzie uczył go m.in.Konstanty Laszczka, twórca wspaniałego Wodnika, obecnie w zbiorach Muzeum Mazowieckiego w Płocku) właśnie tam miał pierwszy kontakt z Podhalem i sztuką ludową. A ja nie wyobrażam sobie, aby moja Polska, ta,  którą wyhodowałem w sobie przez całe życie,  mogła istnieć bez tej sztuki, którą obdarowało nas Zakopane wraz z całym Podhalem.  

Przede wszystkim dla obejrzenia ekspozycji dzieł Jana Szczepkowskiego teraz tam przyjechałem. Wyszedłem wzruszony i przejęty. Przez wiele godzin późniejszych nie mogłem się od obrazu rzeźb Szczepkowskiego uwolnić. 

Po śmierci artysty w 1964 roku zbiorami w Milanówku opiekowała się jego córka Hanna Szczepkowska-Mickiewiczowa. Zimową porą w peerelowskich czasach oprowadzała chętnych odziana w w palto, w matinkach na dłoniach, usprawiedliwiając się, że wnętrza nieogrzewane, bo środków na opał brakowało, jako że ludowa władza bardzo niechętnie patrzyła na Szczepkowskiego; wszak to on zdejmował pośmiertną maskę Komendanta i projektował sarkofag Piłsudskiego na Wawelu. Pani Hanna też już nie żyje. Miałem zaszczyt ją widzieć, rozmawiać z nią, opowiadała mi o ojcu, pokazywała jego rzeźby, oprowadzała mnie, gdy wraz z przyjaciółmi z turystycznych szlaków odwiedzałem Milanówek. Ilekroć myślę o Milanówku, przypominają mi się matinki na jej dłoniach, którymi z miłością dotykała rzeźb swojego ojca; była akurat zimna zima, a willa nieopalana, trwała wokół wroga Piłsudskiemu komuna, dla niepoznaki nazwana Polska Ludową w naszym kraju.

Niewielkie, zajmujące całe piętro muzeum jest pomyślane i przygotowane wspaniale. Jak słusznie piszą gospodarze obiektu, Willa Waleria jest wyjątkowym miejscem poświęconym twórczości jednego z najwybitniejszych polskich rzeźbiarzy i artystów art déco. W Polsce rzeźba nie dorównuje swoją popularnością sztuce malarstwa. Polska to nie Italia, tam takie miasta jak Florencja i Rzym aż kipią od zdobiących je rzeźb. A my? Najsłynniejszy w naszej historii artysta rzeźbiarz był Niemcem z Norymbergi, sprowadzonym do Krakowa, aby ozdobił swoim dziełem największy i najważniejszą świątynię miasta. My jakoś z rzeźbą mocno na baje w tej naszej ziemi nad Wisłą. Czy zwykły, współczesny mieszkaniec Warszawy zna nazwisko Cezarego Godebskiego, tego, który tak wspaniały pomnik postawił Mickiewiczowi na Krakowskim Przedmieściu? A o rzeźbiarzu Janie Szczepkowskim słyszał? Chociaż... czy w gruncie rzeczy musi? 

.................................... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz