poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Białobrzegi z nad Jeziora Zegrzyńskiego


Wciąż tam powracam. Teraz znów tam zawędrowałem na początku kwietnia, jeszcze przed sezonem. Pusto tam jeszcze, ale to się skończy, latem będzie tu tłok niemożebny.  Chociaż to tylko podwarszawskie Mazowsze - człowiek czuje się tam jak na Mazurach, bo te żaglówki na wodzie, te pełne jachtów mariny i wiatr wiejący od wody...
    Na wschodnim, niższym brzegu jeziora pośród lasów znajdują się Białobrzegi. W wydanym w roku 1880 pierwszym tomie Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich o miejscowości jest krótka tylko wzmianka o znajdującym się tutaj folwarku na piaszczystej i mokrej nizinie na lewym brzegu Narwi na krawędzi puszczy nieporęckiej na prawo od drogi bitej z Jabłonny do Serocka. 
    Osada powstała na kilkunastometrowej wysokości krawędzi doliny Narwi. Tam, gdzie w Białobrzegach dzisiejsza ulica Kąpielowa dochodzi do brzegu Jeziora Zegrzyńskiego, po wschodniej stronie tej ulicy, znajdował się białobrzeski folwark. Widok stąd na jezioro jest teraz pyszny, ale zanim ono w roku 1963 powstało, wtedy widok od folwarku też był ładny, a kto wie czy nie bardziej. O kilkanaście metrów niżej rozpościerały się ogromne łąki, aż ku korytu rzeki, płynącej u stóp Zegrza na jej drugim, wysokim brzegu, o półtora kilometra stąd. Wtedy to musiał być rzeczywiście "biały brzeg", piaszczysty, widoczny z daleka, od Zegrza, tam mieszkał dziedzic i stamtąd dobrze ten biały brzeg musiał widzieć, i swój folwark na nim, słusznie osadę obok niego Białobrzegami nazwano. Poniżej skarpy widniało starorzecze o kształcie trójzęba. O przedwiośniu odległa stąd rzeka występowała często z koryta, w maju łąki zamieniały się w dywan kwietny, w czas sianokosów sianem e pachniało. Zapewne bardzo sielsko tu było i ludzi niewielu, jeno wiejskie konie i krowy, i ptactwo dzikie.     



        Mogło tak być tutaj? Przedtem, zanim powstało jezioro?

     Nazwę Jezioro Zegrzyńskie wprowadzono urzędowo w roku 1963, potem jeszcze w roku 2007 potwierdzona została przez Komisję Nazw Miejscowości i Obiektów Fizjograficznych. Jednakże bywa  często używana również inna nazwa - Zalew Zegrzyński. Gmina Nieporęt złożyła nawet wniosek o zmianę oficjalnej nazwy, zalew im bardziej od jeziora pasował, ale został odrzucony.  Starsze pokolenie mieszkańców tej okolicy - pisał w "dziejach Nieporętu" Włodzimierz Bławdziewicz - krytycznie opowiada o krzywdzie, jaka ich spotkała przy okazji budowy tego zalewu.     Jak to w tamtych czasach peerelowskich bywało, spieszono się z terminem, uroczystość oficjalnego oddania inwestycji miała się odbyć 22 lipca. Pod wodą zostały resztki domów, płoty, kikuty drzew, po protu zalano łąki, ledwo co krowy z nich spędzono. 
    Ludzie pomstowali, odwoływali się, ale prawo własności miano wtedy za nic. Jeden z rolników z Nieporętu położył się pod spychacz, na kilka dni zabrała go ludowa milicja. Ci ludzie żyli z tych łąk nadnarwiańskich, one nie potrzebowały nawozów, rzeka je niemal co wiosnę użyźniała, tu natura pomagała człowiekowi, a człowiek natury nie musiał gwałcić i do swojego przymuszać, aby na jego wyszło. Nakaz przyszedł w czasie sianokosów, ludzie w polu, a tu woda bije. Po tygodniu całkiem naszła. Przyjechali urzędnicy, to chłopi ich chwycili i chcieli potopić. Opowiadała pani Smoczyńska z Nieporętu, że dali po 25 groszy za metr - na sznurek, żeby się powiesić. Mieszkańców z zalanych terenów przenieśli pod "dachówkę". Nie przewidziano, że dno zacznie kiedyś gnić, a to się stało i ostatnimi laty na powierzchnię zaczęły wypływać nie tylko glony, również i ślimaki, w niektórych latach tysiące, co kilka godzin jak liście zgrabiano je z plaż i nim zdążono uprzątnąć stare, pojawiały się nowe.    
    Dzisiaj Białobrzegi oficjalnie są wsią, sołectwem gminy Nieporęt, lecz już od dawna wsi nie przypominają. Mają około siedmiuset mieszkańców, to w większości nietutejsi, rodziny wojskowe, bo przez wiele dekad obiekty militarne były tu najważniejsze. Jeszcze od carskich czasów.     Dzisiaj tu i tam można jeszcze napotkać po lasach ślady cywilizacji wojskowej, bo nim pojawili się letnicy, wczasowicze i turyści, wpierw w tej okolicy byli wojskowi.
   

    Pośrodku Białobrzegów jest pomnik, w roku 1931 wzniesiony "niezłomnym żołnierzom Józefa Piłsudskiego, więzionym w Beniaminowie w roku 1917". Byli to oficerowie Legionów internowani przez Niemców, bo odmówili złożenia przysięgi na wierność i braterstwo broni wojskom Niemiec i Austro – Węgier oraz państw z nimi sprzymierzonych. Wśród internowanych był późniejszy generał Stefan Grot-Rowecki. Na szczycie cokołu z głazów polski orzeł zrywa kajdany niewoli. Wzniesiono ten pomnik z inicjatywy pułku radiotelegraficznego w roku 1931. W czasie okupacji hitlerowskiej orzeł i brązowa tablica z inskrypcją zniknęły. Po zakończonej wojnie, w czasach Polski Ludowej, cokół rozebrano. Pomnik powrócił w roku 2004.
     Wojskowa kariera Białobrzegów zaczęła się w roku 1907, kiedy to Rosjanie zaczęli budować tutaj koszary. To w tych koszarach Niemcy internowali polskich legionistów w latach 1917-1918. W jedenastu budynkach przebywali oficerowie, cztery zajęli szeregowcy. We wszystkich niemal źródłach pisanych, taka jest też treść tablicy na pomniku, znajduje się informacja, iż Polacy byli internowani w Beniaminowie, a to dlatego, że w tamtych czasach tam znajdowało się dowództwo garnizonu, a koszary w Białobrzegach Rosjanie zbudowali  dla oddziałów pułku piechoty fortecznej, mającej bronić fortu Beniaminów.
    Fort ten znajduje się w odległości około trzech kilometrów z Białobrzegów. Wygodna, przyzwoicie utrzymana asfaltowa szosa wybiega w stronę Radzymina, pośród  sosnowych borów wiedzie ku wschodowi, dwoma ostrymi zakrętami pośród lasu opuszcza taras wydmowy i sprowadza ku terenom niżej położonym. Przejeżdżający te zakręty na ogół nie wiedzą, że tam właśnie mijają jeden z bardziej interesujących zabytków militarnych całej, rozległej okolicy nad Jeziorem Zegrzyńskim. Fort wzniesiono w wybornym miejscu, świetnie panował nad otwartą niziną z uprawnymi polami i łąkami. Dzisiaj przesłonięty lasem jest z szosy niewidoczny. To, co z fortu zostało nie jest zabytkiem znaczącej klasy, acz obiekt znajduje się pod opieką konserwatora zabytków. 


    Beniaminowski fort jest przede wszystkim zabytkiem historii. Miał być fragmentem linii fortów mających osłaniać od wschodu twierdze w Warszawie,  Modlinie, Zegrzu. Rozkaz wykupu gruntów pod budowy fortu podpisał car Mikołaj II w roku 1903, sześć lat potem budowę przerwano, nigdy jej nie ukończono, zmieniał się sposób wojowania, fortyfikacje traciły na znaczeniu, więc dziesięć lat po carskiej decyzji fort został rozbrojony, a przed opuszczeniem go Rosjanie wszystkie istotne elementy wysadzili. Dokończyli dzieła powróciwszy w te strony w roku 1944, ale to nie była już armia carska, lecz sowiecka Armia Czerwona. 
    W roku 1915 zajęli fort Niemcy i włączyli w skład linii Brukenkopf Warschau (Przedpole Warszawy). Polscy oficerowie, internowani w koszarach białobrzeskich  w roku 1917, trzy lata później bronili niepodległej Polski przed bolszewikami. Fort był wtedy obsadzony przez polskie wojska, a w okolicy trwały zacięte walki. Z rejonu tego fortu wyszło polskie natarcie w dniu 15 sierpnia 1920 roku, które doprowadziło do odzyskania Radzymina i dalszych zwycięstw polskiej ofensywy w dniu „Cudu nad Wisłą” .
  



    W czasie drugiej wojny światowej, w latach 1941 -1944 roku więziono w Białobrzegach ponad 30 tysięcy jeńców radzieckich, dziesięć tysięcy z nich pomordowano. Cmentarz urządzono tuż po wojnie w czasach Polski Ludowej, wtedy o cmentarz dbano, dzisiaj nie za bardzo, wysoka trawa rośnie na mogiłach z wymalowaną na  nich czerwoną, sowiecką gwiazdą.   Takich cmentarzy w Polsce się nie spotyka. Żadnych nazwisk. Żadnych krzyży. Tylko mogiły, mogiły, nic tylko mogiły. Nad nimi mazowieckie sosny. Prawie nikt nie odwiedza tych grobów. Rodziny pochowanych tu żołnierzy mieszkają daleko stąd na wschodzie, o setki i tysiące kilometrów i - jak wiadomo - najczęściej nadal ich życie nie jest łatwe.
    Zbudowany na planie pięcioboku ziemno-betonowy fort w Beniaminowie, chociaż bardzo zniszczony, wciąż robi wrażenie. Największą jego część zajmuje ruina koszar od strony zachodniej fortu, stamtąd najczęściej się tu dociera i ona jest pierwszym z czym w pozostałościach fortu przybysz się spotyka. Po wojnie teren przez jakiś czas zajmowało wojsko, w pomieszczeniach fortowych hodowano pieczarki, obecnie od zwiedzających znacznie częściej docierają tu szukając adrenaliny posiadacze samochodów terenowych, rozjeżdżających ziemne umocnienia fortowe, a taggerzy niestrudzenie pokrywają betonowe ściany niezliczoną ilością wypisanych sprayem słów, najczęściej pojawia się wśród nich nazwa pewnego wojskowego klubu z Warszawy, wojsko w tym forcie jest więc wciąż obecne, przynajmniej w taki sposób. 
    Powstanie jeziora całkowicie zmieniło życie tej okolicy. Zaledwie przy trzech uliczkach stoją domy rdzennych mieszkańców, którzy chyba już zapomnieli że nie tak dawno podstawowym źródłem utrzymania ich rodzin było rolnictwo. To już czas przeszły. Także i sąsiednia Rynia była wsią rolników. Dzisiaj we wsi dominują wille i domki letniskowe.  Nad wodą pobudowano ośrodki wypoczynkowe, latem plaże zapełniały się plażowiczami, żeglarze żeglowali żaglówkami po wodzie, bojerami po zimowym lodzie, pojawiły się działki letniskowe i pojawiają  wciąż następne. Ale to już nie to, co w pierwszych latach, wtedy w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych jezioro przeżywało oblężenie, sezon zaczynał się już na początku maja i trwał do połowy października, na plażę trzeba było wychodzić z samego rana, żeby w ogóle znaleźć na niej jakieś miejsce dla siebie.  Prywatnych samochodów nie było zbyt wiele, w letnie weekendy do plenerów podwarszawskich dojeżdżało się zielonymi liniami autobusów miejskich z pl.Defilad, jedna linia docierała stamtąd do Białobrzegów. 
 
 Plaża i restauracja "Mazowsze" w Białobrzegach. Tak to wyglądało w Polsce Ludowej

  A tak to wygląda teraz, widok z tego samego miejsca ujęty.


 I jeszcze resztka murów słynnej restauracji, w której Maklak z Himmilsbachem wchłaniali piwko.
.
  Niedawno odwiedziłem miejsce, gdzie stała restauracja „Mazowsze”, miejsce wówczas najpopularniejsze. Tam z żoną przywieźliśmy maluchem świeżo nabyty kajak-składak marki Neptun, uboczną produkcję zakładów w Niewiadowie, specjalizujących się w jakiejś super tajnej produkcji militarnej. Wypłynęliśmy z tamtejszej plaży na jezioro, ktoś nas ostrzelał z przeciwnego brzegu, pewnie przypadkiem, ale kto wie, to był militarny teren to całe Zegrze z przyległościami, od carskich jeszcze czasów. 
    Nie ma już tamtego „Mazowsza”, które wtedy poznałem. W latach dziewięćdziesiątych ono padło. A potem się rozpadło. Została sterta kamieni, obiekt archeologiczny. Zdjęcie znalazłem w internecie. Na nim i Imponujący tłum plażowiczów. „Mazowsze” w Białobrzegach było jednym z najpierwszych ośrodków rekreacyjnych nad powstałym w roku 1963 zlewie. Na wodach okolicy kręcił  „Rejs” Marek Piwowski. W  przerwie zdjęć tu cumował statek z aktorami i ekipą filmową. W kawiarni ośrodka spotykali się wówczas Jan Himilsbach i Zdzisław Maklakiewicz. W 1988 r. „Mazowsze” wraz z hotelem „grały” w filmie „Piłkarski poker” Janusza Zaorskiego. Podobno nadal można stąd podziwiać najpiękniejsze zachody słońca nad zalewem. 

    Nad jezioro docierają dzisiaj miejskie autobusy od stacji metra w Warszawie,  w pogodne dni weekendów na parkingach dla samochodów miejsc brakuje na parkingach. Białobrzeski proboszcz mówi, że chociaż na weekendy przyjeżdżają do Białobrzegów tysiące osób, co można wnioskować po liczbie aut, nie przekłada się to na frekwencję osób uczestniczących we  niedzielnej mszy. W miesiącach letnich przychodzi zaledwie o kilkadziesiąt osób więcej.



        Parów Karaski o kwietniowej porze, w charakterystycznym przedwiosennym kolorycie.

   Na wschód od Białobrzegów jest Parów Karaski wśród wydm, ostatnio trochę bez sensu ochrzczony na niektórych mapach Parowem Karski.  Stała na nad nim gajówka Kempiste, a gdy powstało to duże jezioro w sąsiedztwie, wtedy  małe jeziorko pojawiło się w parowie, bowiem podniósł się poziom wody gruntowej w okolicy. Jeziorko w parowie jest malownicze, śródleśne. Wojskowi ogrodzili go płotem, wybudowali domek myśliwski, odwiedzali go m.in. twórcy stanu wojennego w Polsce roku 1981, generałowie Jaruzelski i Siwicki. Chyba już sobie wojskowi odpuścili jeziorko, domek myśliwski wciąż stoi, na nim napis "Leśne rancho", zapach zdradza, że to ranczo mało używane, a ogrodzenie już znikło, została tylko jego podmurówka. 
     Las wokół tworzą głównie sosny, drzewostan nie wszędzie budzi entuzjazm, średniej raczej jest urody, ot, taki zwykły monokulturowy bór sosnowy, jak to na piaszczystym Mazowszu, tam gdzie laski, piaski i karaski, jak powiada kurpiowskie porzekadło. Ale trafiają się fragmenty znakomite. Uroczyska jak z obrazów Szyszkina. Trudno się oprzeć ich urodzie i wdziękowi. Odchodzić się stamtąd nie chce. 




O otoczeniu jeziora pisałem więcej w swojej książce, wydanej w roku 2016 nakładem wydawnictwa Iskry, książka nosi tytuł "Podróże po Mazowszu", w pomieszczonym tutaj tekście wykorzystałem fragment tej książki, zachęcam do skorzystania z fragmentów pozostałych.

2 komentarze:

  1. Lubię Zalew po za sezonem. Tak w II połowie października, wczesną wiosną. Ta pustka ma wiele uroku. W sezonie omijam szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma restauracji, nie ma wielu ośrodków wypoczynkowych z tamtej epoki, jeszcze w latach 90 czy na początku lat dwutysięcznych nad Zalewem było ich sporo, popularne domki z dykty w sosnowych lasach, z reguły z centralnym pawilonem, gdzie mieściły się natryski, bar, stołówka czy sala telewizyjna, wiele warszawskich zakładów pracy miała tam swoje ośrodki, niestety z czasem albo były likwidowane albo wyburzano domki a ich miejsce stawiano, nowoczesne centra szkoleniowo - konferencyjne, zdecydowanie droższe od wcześniejszych ośrodków

    OdpowiedzUsuń