niedziela, 6 września 2020

Krajoznawcze archiwalia autorskie

Najdłuższy drewniany most Europy.

Ten drewniany most na Wiśle  stał koło Wyszogrodu. Rozebrano w 1999 roku. Jeszcze jeździłem po nim samochodem. Była ta jazda niemałym przeżyciem. To był najdłuższy europejski most drewniany, miał aż 1285 metrów długości, wybudowali go polscy i radzieccy jeńcy wojenni w 1944 roku  z drewna pochodzącego z Puszczy Kampinoskiej. O ten drewniany most rok w rok bohaterska walkę z napierająca krą toczyli wojskowi saperzy.     
     To zdjęcie mostu sfotografowałem pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku z wierzchołka Góry Zamkowej w Wyszogrodzie. Zamku już też nie. Rozebrali go Prusacy pod koniec XVIII wieku.W roku 1313 zmarł w tym zamku książę płocki Bolesław. Murowany zamek postawiono dopiero za panowania Kazimierza Wielkiego. Był siedzibą starostów królewskich. Wierczchołek Góry Zamkowej teraz jest świetnym punktem widokowym.     
       Za mostem widać na zdjęciu drzewa na Konfederatce, ogromnej wiślanej kępie. To długa na trzy kilometry wyspa, na którą obecnie dostać się można tylko łodzią, ale jeśli się na to zdobyć, może to być  romantyczna krajoznawcza wyprawa. Kilkadziesiąt lat temu były na tej kępie wiejskie siedliska, pozostały zdziczałe resztki sadów, na lato zawozi się tam krowy i tylko dla udoju do nich przypływa.
       Nazwa tej kępy jest związana z wyczynem syna kozackiego hetmana, Józefa Sawy-Calińskiego, marszałka wyszogrodzkiego konfederacji barskiej, jednej z najbarwniejszych postaci polskiego romantyzmu. Bohater "Pamiątek Soplicy" Henryka Rzewuskiego i "Snu srebrnego Salomei" Juliusza Słowackiego. W roku 1768 roku czele zorganizowanego przez siebie dwutysięcznego oddziału stoczył na Mazowszu kilka udanych potyczek, a nim został ujęty i stracony,  śmiałym fortelem zdobył  obsadzony przez carskie wojsko Wyszogród. 
         O tej przystani u stóp Góry Zamkowej też by należało coś powiedzieć. Ale pozostawię tę opowieść na inną okazję. Kto ma ochotę wiedzieć to już teraz, zapraszam do lektury mojej książki "Podróże po Mazowszu" (wyd.Iskry,2016), tam jest cały rozdział o Wyszogrodzie i wyszogrodzkiej Wiśle.
 
 
      Składnica drewna w Piaskach Królewskich.



W zachodniej części Puszczy Kampinoskiej znajdują się Piaski Królewskie. Dzisiaj  jest to niewielka śródleśna polana, na niej miejsce turystycznego wypoczynku, mały parking i węzeł kilku znakowanych szlaków turystycznych. Sześćdziesiąt lat temu było inaczej. Tę składnicę drewna obok stacji kolei wąskotorowej w Piaskach Królewskich zdjąłem w latach sześćdziesiątych XX wieku. Już istniał park narodowy, wytyczono jego granice, park miał swojego dyrektora,  ale nie miał jeszcze zatwierdzonych planów ochrony i wciąż jeszcze realizowano istniejące, nadal obowiązujące plany pozyskiwania drewna. W Piaskach Królewskich wciąż istniała ogromna składnica drewna, stamtąd wywożonego wąskotorówką do Sochaczewa, gdzie było przeładowywane na wagony normalnotorowych pociągów towarowych.
       Budowę kolejki leśnej w Puszczy rozpoczęły w puszczy okupacyjne  wojska pruskie w latach 1916-17. Kolejka ta miała ułatwić transport masowo wycinanego starodrzewu, w Niemczech bowiem było potrzebne drewno, a to najlepiej było zdobywać w krajach okupowanych, aby nie niszczyć własnych lasów. Kampinoskie lasy pokryły się siecią torów. Dochodziły też  do bindugi nad Wisłą, skąd drewno spławiano rzeką. 
       Po odzyskaniu niepodległości w niepodległej Polsce rozwijano budowę kolejek leśnych;  kraj był biedny, a drewno miało swoją cenę. Drewno przestano spławiać rzeką, gdy jesienią 1923 roku ukończona została budowa Powiatowej Kolei Sochaczewskiej. Ona również była wąskotorową i zaczynała się przy stacji kolei normalnotorowej w Sochaczewie, kierując się do Tułowic, gdzie linia rozdzielała się na dwie odnogi, do Wyszogrodu i do Piasków Królewskich. 
        W latach międzywojennych Piaski stały się wielkim węzłem kolejowym i tutaj też znajdował się tartak. Tu przeładowywano drewno, bowiem kolejka leśna i kolej sochaczewska, mimo iż obie wąskotorowe, różniły się jednak rozstawem torów. Wśród puszczy był tutaj trójkąt do obracania parowozów, rampa przeładunkowa i budynek stacyjny, oraz charakterystyczna dla tego rodzaju stacji studnia do naboru wody do parowozów.
      W czasie drugiej wojny światowej Niemcy kontynuowali rabunkowy wyrąb Puszczy, zaczęty przez nich w czasie wojny pierwszej. Wraz z utworzeniem Kampinoskiego Parku Narodowego stacja w Piaskach dość szybko straciła znaczenie. Tartak zlikwidowano, budynki rozebrano. Pasażerskie pociągi kursowały jeszcze przez jakiś czas, ale tylko w dni targowe w Sochaczewie, którymi tradycyjnie były wtorki i piątki.
 
           Od dawna już kolejka tędy nie jeździ. Po prostu: nie jest potrzebna! W Kampinoskim Parku Narodowym nie wycina się drzew na skalę przemysłową, jak w nieobjętych ochroną przyrody lasach państwowych. W części parku narodowego, która objęta jest ochroną czynną (a nie ścisłą) nadal wycina się co prawda drzewa, ale przede wszystkim tam, gdzie jest niezbędna przebudowa drzewostanu, albowiem - jak wiadomo - latami sadzono w puszczy przede wszystkim sosny, nawet tam, gdzie rosnąć nie powinny, bo sadzono je na niewłaściwym dla sosen siedlisku.  Niemniej,  zobaczyć wciąż można ułożone w stosik zrąbane drzewa, ale nie należy z tego powodu szat rozdzierać; wszystko jest pod kontrolą.
 
Jak kiedyś się do Puszczy Kampinoskiej jechało:
  Koleją wąskotorową z Sochaczewa
 
Łodzią przez Wisłę z Czerwińska
 
Pekaesem z Marymontu do Leoncina
 
Kolej wąskotorowa z Sochaczewa odegrała pewną rolę w moim turystycznym wędrowaniu po Puszczy Kampinoskiej. Tą kolejką też jechałem na wycieczkę w tamte strony. Moja kolejowa wyprawa w roku 1962 wyglądała tak: wpierw jechałem pociągiem do Sochaczewa, a potem wąskotorówką przez Tułowice do Piasków, oczywiście, że w dzień targowy, tylko wtedy pociągi dojeżdżały do Piasków. Stamtąd szedłem  na nogach przez las w kierunku Leszna, gdzie była pętla autobusowa. Autobusy kursowały po kocich łbach na dworzec PKS przy ul.Żytniej.
        Jeszcze bardziej egzotyczną była pierwsza z moich wycieczek pieszych w północno-zachodniej części puszczy. Z dworca PKS na ul.Żytniej jechałem autobusem do Czerwińska, skąd - po zwiedzeniu zabytkowego opactwa - pan Kazimierz Lewandowski przeprawił mnie łodzią na drugi brzeg Wisły. Był tzw. wytykarzem, bo wytykał latarniami i specjalnymi drągami, wbijanymi w dno rzeki, aktualny korytarz dla statków wiślanych. Nurt na Wiśle jest jak wiadomo bardzo zmienny, pan Lewandowski miał więc co robić. A w przerwach między zajęciami, przewoził turystów. 
       Po przewózce, od Śladowa wędrowałem już pieszo przez Krzywą Górę i Granicę do Kampinosu. Tam jednak przyszedłem za późno, uciekł mi przedwieczorny autobus, a następny był dopiero rano. W Kampinosie musiałem przenocować.
 
      Był w Kampinosie dom wycieczkowy PTTK

Kampinoski dwór zbudowano w początkach XIX wieku. W czasie powstania styczniowego 1863 r. w nim była siedziba sztabu Zygmunta Padlewskiego i Mieczysława Romanowskiego, przybyłych z Warszawy aby organizować powstańcze oddziały. W czasie II wojny światowej mieściła się w dworze placówka graniczna żandarmerii hitlerowskiej żandarmerii hitlerowskiej; wzdłuż kanału Łasica przebiegała granica pomiędzy tzw. Generalnym Gubernatorstwem, a na północ od kanału znajdującymi się terenami, włączonymi przez nazistów do Rzeszy Niemieckiej. Polscy mieszkańcy wsi musieli nosić specjalne opaski. W parku dworskim rozstrzelano wielu Polaków. 
    W czasach Polsce Ludowej  w kampinoskim dworze znajdował się dom wycieczkowy PTTK, cudownie prowadzony przez pp.Pudłowskich. Tak mi się tam u nich podobało, że wiele razy z ich gościny później korzystałem. Choćby tylko przechodząc obok, przed wyruszeniem na szlak lub wracając, zanim wsiadłem do autobusu powrotnego,  zawsze wstępowałem tam na herbatę i przyjazną rozmowę. 
       W czasach mojej turystycznej młodości nie było żadnych  kursów autobusowych z Kampinosu do Warszawy, bo i dobrej szosy do oddalonego o 9 km Leszna też nie było. Do Warszawy wracało się z Kampinosu kursem  w kierunku Żyrardowa. To była jazda  z przesiadką na pociąg w Teresinie.
        Wycieczki z Warszawy do zachodniej części puszczy były wtedy wymagające. Z komunikacją było słabo. Na północnym obrzeżu puszczy, na kampinoskim Powiślu była tylko jedna szosa, którą dawało się jechać autobusem, wiodła od Kazunia do Leoncina. Z Warszawy poczciwe "ogórki" w tamtą stronę odjeżdżały z dw.PKS Marymont (był przy ul.Żeromskiego, mniej więcej tam, gdzie znajduje się stacja metra Słodowiec). Zrazu kocimi łbami, bo nie było asfaltu, dojeżdżały do Głuska, późniejszymi laty do Leoncina i dopiero wiele lat potem do Starego Polesia i Nowin. Lud polski nie miał prywatnych samochodów, takie bowiem były czasy i komunikacja publiczna była koniecznością. 
    Zapchane bywały autobusy do Leoncina. Na końcowym przystanku czekały zaprzężone w konia furmanki, aby podwieźć przyjezdnych krewniaków do rodzinnych domów w okolicznych wioskach. A jak się chciało wracać po wycieczce, to koniecznie z pierwszych przystanków na trasie. Już na pętli w Leoncinie można było się nie załapać na miejsce siedzące, a w Cybulicach nie wejść do zapchanego pojazdu. Jedną ze swoich wycieczek kończyłem na przystanku Cybulice Las pośród Boru Kazuńskiego. Liczyłem na autobus ostatni, ale się przeliczyłem, był załadowany, więc nawet się nie zatrzymał na przystanku. Wraz z przyjaciółmi zaczęliśmy wędrówkę szosą, po ośmiu kilometrach głuchą nocą wsiadaliśmy do pociągu w Modlinie. Tak się uczyłem pieszej turystyki. Bo, jak był odpust w Lesznie, to i stamtąd odjechać się nie dawało, jako że ścisk był niemożebny.  
    Ogromnie  żałuję, że tego wszystkiego nie fotografowałem. Pewnie dlatego, że fotografowanie było niezbyt tanie, więc się oszczędzało, a wolne klatki na fotograficznej błonie zostawiało  na zdejmowanie puszczy, a nie obcych ludzi w zapchanym pekaesie. 

Tak to się, proszę państwa,  za czasów mojej młodości dojeżdżało na wędrowanie po Puszczy Kampinoskiej...
...............................................






3 komentarze:

  1. Świetne zdjęcia. Też miałem te dylematy czy fotografować jakiś obiekt, czy też oszczędzić klatkę na później, na coś ciekawszego. Ile teraz zdjęć mi brakuje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Lechosławie! Przeprawa przez Wisłę na wysokości Śladowa dziś nie jest niemożliwa. Stowarzyszenie Enjoy Leoncin (strona na fB) posiada wiślanego bata - "Nadwiślanin" , organizują rejsy ze Śladowa.
    https://m.facebook.com/EnjoyLeoncin/?locale2=pl_PL
    Ponowne przepłynięcie z Czerwińska do Śladowa jest organizacyjnie możliwe.
    Ruch na Wiśle powoli się oddolnie odradza, i to jest bardzo dobra wiadomość.
    Widok na most i przystań w Wyszogrodzie piękne. Jako uczeń szkoły średniej jeszcze nim przechodziłem. Po rozbiórce pozostał przyczółek i pierwsze przęsło. Niestety w wyniku braku konserwacji runęło. w tym roku spędzaliśmy wakacje w Wyszogrodzie i patrząc w jego kierunku czegoś mi brakowało. Szybkie poszukiwanie w internecie, potwierdziło smutną prawdę. Przęsła nie ma. A szkoda. Było logicznym reliktem mostu.
    Zdjęcie Leszna zrobiło na mnie wiekie wrażenie. Takiej rzeczywistości z powodu wieku nie znam. Choć chałupy Olenderskie na północnym krańcu Puszczy jeszcze tak.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne są te Pana wspomnienia !!!!!!

    OdpowiedzUsuń