niedziela, 8 lutego 2026

Lutą zimę mamy tego roku...

Mrozy, śniegi, ślizgawice, zadymki, nie odpuszcza nam Pani Przyroda tego roku. Ja, niestety, nie korzystam z uroków tej zimy, mój pesel wtrącił się bezceremonialnie do mojego życia. Siedzę więc sobie w swoim mieszkaniu, patrzę przez okno na tę lutą zimę i wspominam, jak to drzewiej w moim  wędrowniczym życiu bywało. Nadszedł dla mnie albowiem czas na wspominanie.

Przed kilku laty do wędrującej ze mną grupy, którą włóczyłem pośród przyrody, dołączyła Ania Maksymowicz z Sadyby.  Nie miała łatwego życia, walczyła długo z atakującą ją chorobą. W końcu nie udało się jej wygrać tego pojedynku. Zdjęcia robiła wyborne, należała do dużej grupy ptakolubów, co to żadnemu ogonowi nie popuszczą. Każdy czas, gdy choroba jej odpuszczała, wykorzystywała, aby ze swoim aparatem fotograficznym umknąć w przyrodę. Mamy w tym roku lutą zimę wokół siebie.  Lutą zimę z Podlasia dostałem od Ani, utrwaloną  na zdjęciach przed pięcioma laty. Plener był zaledwie dwieście parę kilometrów na wschód od Warszawy. Na zdjęciach wspaniała zima, jak z sienkiewiczowskich powieści, gdzieś pod Kiejdanami, albo  pod Chreptiowem. A to tylko Podlasie za Białymstokiem.  

To miał być wyjazd do Puszczy Knyszyńskiej. Koleżanka Ani miała auto, zaproponowała wspólną podróż. W piątek rano wyjazd, powrót w poniedziałek po zmroku. Zapchaną szosa białostocką, na której TIR na TIRZE, także i po po zachodzie słońca. Jeszcze po piątkowym przejeździe zaczęło się poszukiwania żubrów. Wpierw udało się zobaczyć kilka byków,  zapadających się w śniegu na polu między Sokółką a Krynkami, potem, gdy już wracały na kwaterę, trochę na skróty,  zobaczyły ich więcej, doliczyły się 44 osobników.


A dnia następnego Żubry na nie jakby czekały. Było ich około setki!  Widok zapierający  dech. Siedziały niewiasty  przy tych żubrach prawie cztery godziny, wróciły na kwaterę, aby coś przekąsić i odtajać po emocjach spotkania. Wyjeżdżając ostatniego dnia trzeba było koniecznie choć na moment zerknąć co na polu z żubrami. Wciąż tam były. Czekały. Pozowały.  

Zapytałem Anię: skąd wiedziałyście o tych żubrach, że można je zobaczyć tam akurat, kto wam to nadał i jak? Podobno zobaczyły te żubry całkiem przypadkowo, ale chyba jednak musiały mieć jakieś namiary. Chociaż mogły się tego spodziewać, wiadomo bowiem, że jest ich tam sporo, w Puszczy Knyszyńskiej około 160 osobników, a w całkiem niedalekiej Puszczy Białowieskiej ponad 500. Przyszywany mój siostrzeniec, Adam Wajrak, z okna je może fotografować, ma ich sporo wokół swojego, puszczańskiego domem. 

Trzeba tu dodać na marginesie, że te żubry na otwartej przestrzeni, wśród pól, to żadna sensacja. Tak naprawdę dla naszych europejskich żubrów, które dla świata zostały w Polsce uratowane, podobnie jak dla amerykańskich bizonów, naturalnym środowiskiem są tereny otwarte. Nasza cywilizacja przymusiła je do chronienia się w lasach, zimą dokarmiając sianem, które w głąb lasu się zawozi. W lecie przebywają w lesie, w porze zimowej często spotykane są w terenie otwartym i to na sporej przestrzeni, od Puszczy Knyszyńskiej po Białowieską, od Sokółki przez Krynki i Kruszyniany po Siemianówkę.  

Po zdjęcia żubrów sięgam teraz do internetu, właśnie niezłą ich gromadę podkradłem dopiero co z Wajrakowego facebooka  i mam nadzieję, że Adam nie będzie mi miał tego za złe. 

 


Niestety, coraz mniej zdjęć już dostaję na adres swojej poczty elektronicznej, bo coraz mniejsze jest grono moich przyjaciół, korzystających z urody wędrówki pośród naturalnej przyrody i swoimi fotografiami zasilających moją fototekę. Niegdyś były w gazetach drukowane całe kolumny, pełne nekrologów.  Żartowało się wtedy, przeglądając te nekrologi: na szczęście nikt jeszcze z naszego rocznika. To też już nieaktualne. Nie przeglądam już papierowych gazet, nawet nie wiem czy są jeszcze takie stronice z klepsydrami. Stopniała gromada przyjaciół, znajomych z mojego rocznika już prawie nie ma, a ja..? co ja tu jeszcze robię?  

                                        ..................................