piątek, 20 maja 2022

 

Nad rzeką Wkrą
Około Pomiechówka wpływa do Narwi rzeka Wkra. Jest niewątpliwie jednym z większych walorów krajobrazowych środkowego Mazowsza, a jej część położona najbliżej Warszawy od lat cieszy się zasłużoną sławą. Według ludowej etymologii swoją nazwę zawdzięcza Wkra krętemu korytu. Wedle naukowców szybkiemu nurtowi, pochodząc od litewskiego "wikrus" czyli: szybki, prędki. Niektórzy rekonstruują pierwotne brzmienie tej nazwy jako "Ukra", swoim źródłosłowem nawiązującym do kry lodowej; w każdym razie w tej właśnie formie nazwa występowała w pisemnej formie już w dokumencie z roku 973! Rzeka płynie prawdziwie bystro, rzeczywiście jej koryto jest kręte i "wkręca się" w morenowe utwory polodowcowej wysoczyzny. W nieodległej przeszłości Wkra napędzała liczne młyny, stawiane dosłownie co kilka kilometrów. Młynów już nie ma, tylko w nielicznych miejscach zachowały się budynki, prawie wszędzie nadal są resztki młyńskich tam, będących utrapieniem dla wodniaków, spływających kajakami malowniczym szlakiem tej rzeki. W pogodne, letnie dnie, kajaków zdaje się być na Wkrze więcej, niż czegokolwiek innego. Kajakowy szlak Wkry dorównuje  słynniejszym znacznie szlakom Czarnej Hańczy na Suwalszczyźnie, bądź Krutyni na Mazurach.  

Cieksyn nad rzeką Wkrą

Nad rzeką Wkrą  na północ od Warszawy, wcale nie tak od niej daleko, we wsi Cieksyn wznosi się kościół pod wezwaniem św.Doroty, przypisywany Janowi Baptyście z Wenecji. Temu samemu, który urządzał katedrę w Płocku, kolegiatę w Pułtusku i wspaniałą świątynię z Brochowa. Wszystkie nad rzekami postawione, nad Wisła, Narwią i Bzurą. W Cieksynie u stóp świątynki cieknie  Nasielna, nieopodal wpadająca do Wkry. Nie znam wyników prowadzonych tu prac archeologicznych. Czy były takowe? Ale wzgórze kościelne wyróżnia się w otoczeniu, jest bardzo regularne, można więc przypuszczać, że w czasach pogańskich było miejscem jakiegoś kultu. Często kościoły chrześcijańskie stawiano w takich właśnie miejscach. Tutaj też tak mogło być, czemuż by nie. 

Od zewnątrz mury kościelne podparte są gotyckimi przyporami, wieża jest potężna, wznosi się nad okolicą niby zamkowy stołp obronny. Sklepienie wnętrza jest kasetonowe, renesansowe.

Wedle danych historycznych parafia powstała prawdopodobnie w pierwszej połowie XIV wieku, kościół wzmiankowano dopiero w 1423 roku. Obecna, murowana świątynia wzniesiona była około 1569 roku z funduszów Jakuba Bielińskiego, sufragana płockiego i jego bratanków Jana Borukowskiego z Borukowa, biskupa przemyskiego i Piotra, kanonika płockiego i opata benedyktynów w Płocku. Kilkakrotnie kościół był remontowany, w początkach wieku XX został rozbudowany według projektu architekta Stefana Szyllera (autora m.in. wieżyc Mostu Poniatowskiego  i gmachu Politechniki w Warszawie). Świątynia była uszkodzona w czasie pierwszej wojny światowej, także w czasie drugiej.  

 


Kościół z Cieksyna jest typowo mazowiecką budowlą gotycko-renesansowa, orientowana, murowana z cegły, z prostokątną nawą i węższym prezbiterium. Ma się czym chwalić ta świątynka. Nie dziw, był to rezydencjonalny kościół późniejszych biskupów z rodu Borukowskich-Bielińskich. Są wewnątrz kościoła ich  renesansowe płyty nagrobne. Jeszcze w latach dwudziestych XX wieku znajdował się w kościele wspaniały, późnogotycki tron biskupi z XV-XVI wieku, zaginiony w czasie remontów. Przetrwały do naszych czasów gotyckie rzeźby na belce tęczy. Wszystkie trzy ołtarze są manierystyczne. Główny jest z około 1600 roku, imponuje bogatą rzeźbą i snycerką. Może nie najwyższej proby, przecież jednak jest to urokliwe i pełne wdzięku.


W lewym bocznym ołtarzu znajduje się największy  skarb tutejszy, najcenniejsza z mazowieckich Pięknych Madonn średniowiecznych, Madonna z Dzieciątkiem z około 1420 roku. Cieksyńska Madonna o wyszukanej pozie, podkreślonej przez gest wytworny i bujność szat, to prawdziwy ideał delikatności i urody kobiecej. Ta Piękna Madonna jest rzeczywiście bardzo piękna, ma uśmiech delikatny, z nutką zadumy, Dziecię natomiast rozradowane, w wyciągniętej ręce trzyma jabłko i przygląda się jemu, a może tylko tak mi się zdaje, bo gdy dokładniej się przyjrzeć, widać iż  jakby sięgało wzrokiem dalej, tak jakby to jabłko ukazywało Mu przyszłość. Ależ tak, już wiem. I ta nutka zadumy u Matki, i to spojrzenie Dziecka. Artysta wyrzeźbił przeczucie. Przedni to był artysta.   Takie rzeźby chowa się zazwyczaj w muzeach. Ta tutaj jest na miejscu od setek lat. Niezwykła sprawa. 

Na niebieskim szlaku wzdłuż Wkry

Na przystanku kolejowym Cieksyn zaczyna się wyjątkowej urody szlak turystyczny. Po raz pierwszy został opisany  w przewodniku Województwo Warszawskie (wyd. Sport i turystyka 1961), opisał go tam Tadeusza Maczubski, który zaproponował wędrówkę  wzdłuż Wkry na trasie z Pomiechówka do Cieksyna, a nie odwrotnie. Opis był  bardzo ogólnikowy, trasa nie była oznakowana, trzeba było po prostu iść wzdłuż rzeki. Opis szlaku w kierunku od Cieksyna do Pomiechówka, już bardziej szczegółowy, znalazł się w moim przewodniczku Nowy Dwór Mazowiecki i okolice, wydanym w serii Podwarszawskie szlaki piesze (wyd. Sport i turystyka 1975). Niedługo potem (nie pamiętam niestety kiedy dokładnie) ówczesny szef warszawskich znakarzy PTTK, Eugeniusz Kuśmierz, wyznakował trasę kolorem niebieskim według mojego projektu.

Mijały lata, szlak przez te lata mocno spyział, ostatnio na szczęście znaleźli się młodzi ludzie z lokalnych stowarzyszeń Nasielsk Baszta Team i Rozbiegamy Nowy Dwór. A było co robić, szlak miejscami był kompletnie zarośnięty i wydawało się, że za kilka lat już będzie po szlaku. Tak się nie stało. W roku 2020 szlak wykarczowano z zarośli, zbudowano mostek tam, gdzie go brakowało,  zainstalowano tablice mapowe, krajoznawcze i szlakowskazy. Długi na 18,6 km szlak z niewielkimi wyjątkami prowadzony jest dróżkami i drogami niedostępnymi dla samochodów! Dzięki silnej promocji zwłaszcza na terenie gminy Nasielsk, szlak teraz jest wydeptany i wyjeżdżony rowerami,a Komisja Turystyki Pieszej ZG PTTK nadała mu miano Cztery Pory Roku. Bo o każdej porze szlak ma inne oblicze. Czyż może być lepsza zachęta do tego, aby tam wciąż wracać i wracać? Jakże się nie cieszyć!  


Niezwykle pięknie i wdzięcznie zachęcają nasielniacy do wędrówki tym szlakiem nad Wkrą! Nie mogę się powstrzymać, aby fragmentu tej ich zachęty tutaj nie przytoczyć:

Wybranie się na sielankową, wręcz terapeutyczną ścieżkę szlaku to świetny pomysł na aktywne spędzenie czasu z rodziną lub znajomymi. Malownicza wędrówka wśród natury doliny Wkry to świetny pomysł na aktywność fizyczną i odpoczynek. Niebieski szlak prowadzi przez piękne, zróżnicowane krajobrazowo i cenne przyrodniczo tereny. Można podziwiać tu m.in.: oczka wodne po starorzeczach, źródełka i strumyki. Jest to też doskonałe miejsce na długie spacery wśród pięknej leśnej scenerii lub nadrzecznych łąk.
Niebieski szlak to przede wszystkim edukacja o dolinie Wkry i rzeźbotwórczej działalności rzeki, a także historii sięgającej epoki lodowcowej. Na trasie szlaku postawiono kilkanaście tablic edukacyjno – informacyjnych związanych z interesującymi miejscami i obszarami w dolinie Wkry.



Gorąco zachęcam, aby zajrzeć do Internetu:  https://nasielsk.pl/info/turystyka/szlaki-turystyczne/pieszy-szlak-niebieski



Wpadam teraz od czasu do czasu nad Wkrę, a że pesel mi się co nieco zestarzał, już nie na całość tej znakomitej trasy, bo jej nie wydolę, ale po to, aby smakować fragmenty tej uroczej doliny. To w bliską okolicę Pomiechówka, gdzie rzeka przecina pas wzgórz moreny czołowej, to do przełomu rzeki kolo Kosewka, to po to, aby podziwiać wiszący, malowniczy most między Śniadówkiem, a Goławicami, albo nad rzekę koło Zaborza. 

Tam wszędzie ładnie, w las się można zanurzyć, łąkami zachwycić, jest na co patrzeć, czym się zauroczyć, co sfotografować na pamiątkę. W letnim sezonie w ostatnim czasie bezapelacyjnie Wkrą zawładnęli turyści kajakowi, ale - jak mówił do swoich studentów  jeden z pierwszych co to wędrowali pieszo po Mazowszu, żyjący pod koniec XIX wieku Wojciech Jastrzębowski, świetny botanik i profesor Instytutu Agronomicznego na Warszawskim Marymoncie:  

-- Człowiek na ten świat przychodzi i ze świata schodzi, umieć więc chodzić, znaczy umieć już w części spełniać zadanie, jakie nas w tej wędrówce od kolebki aż do grobu czeka. Od siebie dodam, że warto pamiętać przy tym,  że przyjemność ze zwiedzania krajobrazu jest odwrotnie proporcjonalna do szybkości z jaką się zwiedza. Z całym szacunkiem dla samochodu, roweru i kajaka, nie masz to jednak, jak wędrówka na własnych nogach !





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 12 maja 2022

 

Pierwszego maja pod Starym Dębem  

Piękny miał początek maj tegoroczny. Pierwszego maja za mojej młodości wiodąca siła narodu organizowała nam pochody pierwszomajowe na sowiecką modłę. Ze szturmówkami, transparentami i wznoszeniem haseł. Obecność była obowiązkowa. Nieobecność mogła zgasić zawodową karierę. A mieli komuniści  fart do dobrej pogody, pierwszego maja było niemal zawsze bardzo pięknie i wiosennie. Sporo lat przeżyłem pod ich rządami. Jako uczeń, student, człowiek pracy. Chyba najwyżej dwa lub trzy razy na pochodzie byłem. Pamiętam tylko pochód jeden, ten na którym powiedziałem sobie, że już nigdy nie będę. Zamiast podchodów w moim życiu pojawiły się pierwszomajowe wycieczki plenerowe. 

 Moja pierwszomajowa wycieczka do Puszczy Kampinoskiej w roku 1961 zdecydowała o tym, że ta puszcza będzie moim drugiem domem.  Autobus linii 201 zawiózł nas do Dziekanowa Leśnego, stamtąd pociągnąłem rodzinne towarzystwo zielonym szlakiem do Pociechy, tam nieoznakowaną wtenczas Sejmikową Drogą skierowałem się do wsi Palmiry. Musiało mi się spodobać, bo zostałem uwiedziony całkiem akuratnie. Poprzednie trzy próby były takie sobie, okolice Wólki Węglowej nie zrobiły na mnie szczególniejszego wrażenia, prawdziwą puszczę zobaczyłem dopiero na tej, pierwszomajowej trasie. 

Tegorocznego pierwszego maja znów powiodło mnie do puszczy na zielony szlak z Dziekanowa Leśnego do Sierakowa. To klasyk kampinoski, od tego szlaku powinno się zaczynać przyjaźń z tym fragmentem ojczystej przyrody. Który już raz tam byłem? Nie zliczę Właśnie się ukazało kolejne wydanie mojego przewodnika po Puszczy Kampinoskiej, 51.lat po tym, jak ukazał się mój pierwszy po tej puszczy przewodnik. Już ponad pół wieku wodzę turystów po szlakach podwarszawskiej puszczy, sam jestem tym zdziwiony, ale przyznam się, że jest mi z ta świadomością przyjemnie.     

Przyroda Parku Kampinoskiego w pełnej krasie ― piszę o tym szlaku w swoim przewodniku. Na pewno jest to najbardziej klasyczna z wszystkich pieszych tras turystycznych w całej Puszczy Kampinoskiej. Są mieszkańcy Stolicy, którzy przyjeżdżają na tę trasę po kilka razy w roku, aby oglądać zmienność dekoracji w zadziwiającym teatrze natury. Na tej trasie odnajduje się "puszczę w pigułce".  

Wolniutko mnie niosło po tym szlaku, patrzyłem na boki, to i owo oglądałem dokładniej, ptaków słuchałem, fotografowałem sporo. Niespieszno mi było, nie pospieszałem swojego pesela, nigdzie się nie spieszyłem. Im starszy jestem, tym bardziej się nie spieszę, ma to swoje ogromne zalety. Turystów trochę mnie mijało, nie za wielu, w sam raz, po połowie pieszych i rowerzystów. Większość po prostu wędrowała przed siebie, zanadto się na przyrodę po bokach nie oglądając. To całkiem zwyczajne. Ludzie przede wszystkim chcą wędrować, najlepiej jak robić to mogą w pięknych dekoracjach przyrody. Tylko tyle? Ależ tak, oczywiście. Tylko tyle. I to całkiem wystarczy...  

Na tym szlaku po raz pierwszy byłem 1 maja 1962 roku. Zrobiłem wtedy zdjęcie z Posady Sieraków, są tam na tym zdjęciu  dwa dęby i tuż za nimi rozległa polana.  

Posada Taką nazwę nosiły polany i śródleśne enklawy, na których znajdują się lub znajdowały służbowe osady zamieszkane przez leśników. Na większości z tych polan, noszących nazwę Posady, nie ma już zabudowań gajówek. Las już rośnie na otaczających je polanach. Kiedyś rosło na nich to, co gajowy uprawiał. Więc zboże i warzywa, łąka dla wyżywienia swojej krowy też była potrzebna.

Przed stu laty społeczna pozycja gajowego była zupełnie inna niż obecnie. Opowiadał Kazimierzowi Wójcickiemu dworski parobek: „co mnie się równać z takim panem? Ma cztery konie, dwie pary wołów, sześć krów i jałowizny dosyć, dwadzieścia barci pszczół... Cały naród w okolicy kłania mu czapką”. Bo też gajowy czerpał spore dochody ze sprzedaży w mieście płodów leśnych, odebranych okolicznym wieśniakom, zbierających je bez zezwolenia . 

Zamieszkane przez leśników kampinoskie polany nazywane były "posadami". Niektóre wzięły nazwę od imienia, np. na Emila Posadzie mieszkał zapewne jakiś Emil na rządowej posadzie. Inne od pobliskiej wioski lub uroczyska. Posada Sieraków leży niedaleko wioski tej nazwy. Sąsiedzi z Sierakowa nazywają ją po swojemu: Pichlówka. Wciąż okolica pamięta gajowego Pichle, ktory tu mieszkał kiedyś. Gajówka nadal stoi, mieszkają w niej pracowniczy Kampinoskiego Parku Narodowego, ale sama polana już niemal całkowicie jest  zalesiona. 

Koło osady rośnie kilka okazałych dębów szypułkowych, z których największy ma ponad 250 lat, 340 cm obwodu i nazywany jest Starym Dębem. Obok niego "polował" filmowy król Władysław Jagiełło z serialu telewizyjnego, grany przez Gustawa Holoubka. Sfotografowałem te dęby w czasie tegorocznych pierwszomajowych odwiedzin. 

Na ławach, przygotowanych przez służby parku, pod turystycznymi wiatami, odpoczywały na nim niewielkie grupki turystów, większość w mocno zaawansowanym wieku; ta turystyczna polanka u stóp starych dębów jest od lat ulubionym miejscem spotkań wędrowców w wieku senioralnym. Bylem bardzo na miejscu w och towarzystwie... Miałem ze sobą zdjęcie sprzed lat sześćdziesięciu, pstrykałem zdjęcie o kadrze mniej więcej takim samym. Tamtą fotografię robiłem sowieckim aparatem fotograficznym o nazwie Smena, Teraz zdejmowałem te dęby koreańskim telefonem komórkowym. Obie fotografie są poniżej. Nie da się ukryć, tempora mutantur...

 

 

.........................................


sobota, 30 kwietnia 2022

 

Dęby Jagiellońskie w rezerwacie Krzywej Góry w Puszczy Kampinoskiej

Były trzy dęby Jagiellońskie pod Krzywą Górą, a wg tradycji siadywał po nimi król Władysław Jagiełło w czasie swego pobytu w opactwie czerwińskim przed walną bitwą z Krzyżakami w 1410 r. To drzewo raczej nie pamięta króla, co nie przekreśla wartości w tradycji przechowywanej o nim pamięci.To, co znajduje się między nimi, należy do najbardziej interesujących przyrodniczych krajobrazów Kampinoskiego Parku Narodowego.

Jagiellońskie dęby od lat były ozdobą Puszczy Kampinoskiej. Pod koniec lat dwudziestych XX wieku wiódł obok nich jeden z dwóch najpierwej wyznakowanych szlaków turystycznych naszej puszczy. Dęby Jagiellońskie oraz grodzisko na Zamczysku były najważniejszymi atrakcjami szlaku, zaczynającego się przy przeprawie wiślanej koło Czerwińska i kończącego w Lesznie.  Nie była to łatwa wycieczka. Na punkt startowy szlaku w Czerwińsku można było dotrzeć wyłącznie statkiem parowym po Wiśle, to nie był szybki sposób podróżowania.  A do Leszna cały dzień drogi! Można było zanocować po drodze, w leśniczówce w Krzywej Górze był pokój dla gości. Drugi szlak był łatwiej dostępny, w pobliżu Warszawy. Jego głównym celem była mogiła powstańców 1863 roku koło Zaborowa Leśnego. 

Coś w tym jest, że w początkach turystycznego i krajoznawczego zainteresowania Puszczą Kampinoską, ważniejsze zdawały się ślady, jakie człowiek pozostawił w tej puszczy od samej przyrody. Przyroda zdawała się być tylko dekoracją, fakt że atrakcyjną, ale tylko dekoracją dla związanych z nią ludzkich poczynań.
 
W roku 1959 powstał Kampinoski Park Narodowy i w tym samym roku ochroną ścisła został objęty ogromny obszar lasu wydm i bagien, od nazwy wydmy najbardziej okazałej noszący nazwę Krzywa Góra. To w nim znajdują się kampinoskie dęby jagiellońskie. Obszar ochrony ścisłej, który je otacza, należy do najcenniejszych przyrodniczo obszarów środkowej Polski. To dziki las, szczególnie tam, gdzie są mokradła, gęstwa krzewów, powalone pnie martwych drzew, bogactwo roślinne i ogromny matecznik kampinoskiej fauny.

Wydmy kampinoskie są ogromną osobliwością na skalę europejską, a do najwspanialszych spośród wszystkich kompleksów wydmowych w Puszczy należy wydmowa grzęda brzeźna, ciągnąca się przez kilkanaście kilometrów południowym obrzeżem północnego psa wydmowego.  Nad  odległą stąd Starą Dąbrową są najwyższe wzniesienia,  Krzywa Góra do najwyższych nie należy. Jest w całości porośniętą lasem rozległą wydmą paraboliczną, nie ma wyraźnego wierzchołka, najwyższą wysokość ogromny jej kompleks wydmowy  osiąga w odległości kilkuset  metrów od szlaku turystycznego, który  prowadzi  drogą  u podnóża wydmy.

W początkach maja czerwony szlak turystyczny przez  Krzywą Górę zmienia się w długi na kilka kilometrów przepiękny szlak konwaliowy. Przez setki lat zielarze sięgali po konwalię; jej kwiaty zawierają stosowaną przy chorobach żołądka konwalarinę i skuteczną na niedomogi serca konwalamarinę. Należy dodać jednakże, iż jest to ziele silnie trujące! Nie jedyna to trująca roślina, jaką spotkać można na szlaku jagiellońskich dębów.  

 

                                                              Dąb Kobendzy




Najbardziej okazałe drzewo Kampinoskiego Parku Narodowego jest otoczone puszczą obszaru ochrony ścisłej. Rośnie o półtora kilometra na wschód od osady Krzywa Góra z pozostałościami nieużytkowanych od lat leśniczówek. Najsławniejszy z dębów jagiellońskich jest pięknie  usytuowany na pograniczu wydm i bagien  Ma coś około 400. lat, jego wiek bywa przeszacowywany, wygląda na bardziej dostojny. Ma 520 cm obwodu na wysokości piersi, a swoją koronę ponad sąsiadujące z nim drzewa wynosi na ok.25 m; koronę miał jeszcze ładniejszą, lecz część niższych konarów uschła, część trzeba było amputować w czasie  pielęgnacji, jakiej drzewo było poddawane.




    Stary Dąb na przedwojennym zdjęciu Romana Kobendzy

Dąb Kobendzy w latach 60-tych XX wieku, już w parku narodowym.

Dąb Kobendzy na fotografii współczesnej. Już bez konarów. Wokół kampinoska dżungla w pełni letniej zieleni.

 Zanim nazwano ten dąb  imieniem prof.Romana Kobendzy (1886-1955), znakomitego botanika, badacza Puszczy i orędownika powołania w niej parku narodowego, lud okoliczny nazywał drzewo Starym Dębem, albo Jagiellonem. Według miejscowej tradycji ten dąb był portretowany na banknocie stuzłotowym sprzed 1939 r. Podobną historię tradycja przypisuje innemu dębowi, rosnącemu w Babsku za Mszczonowem, tamten drugi malował wielki Józef Chełmoński. Tradycja w obu przypadkach się myliła. Dąb z banknotu rośnie nad morzem lub jeziorem...

We wrześniu 1939 roku droga obok dębu była świadkiem dramatycznego przemarszu polskich oddziałów, po Bitwie nad Bzurą wycofujących się przez Puszczę w kierunku Warszawy.  Pojawiające się w kilku nawrotach hitlerowskie samoloty zrzucały bomb. Ich przeciągłemu gwizdowi wtórowały wstrząsy wybuchów, szum i łoskot padających ogromnych drzew. Niektóre z nich wyrwane zostały z korzeniami, inne zdruzgotane na drzazgi. W sąsiedztwie dębu, na zakręcie drogi u podnóża najwyższego tu wzniesienia paraboli wydmowej Krzywej Góry, widnieje potężny lej po bombie i obok stoi krzyż, nakryty żołnierskim hełmem. Kilometr dalej spotkamy przy szlaku samotną mogiłkę nieznanego polskiego żołnierza.

A wcześniej, ledwo dzisiaj widoczny,  wiedzie ku południowi  pas młodszego drzewostanu. Jest to tzw. Mongolska Zręba, wycięta w latach okupacji w celu utrudnienia ruchów oddziałów partyzanckich. Wycinki dokonali tzw.własowcy, żołnierze z kolaborującego z hitlerowcami oddziału gen. Własowa. Podobno ze stoków wydmy prowadzono stałą obserwację wyciętego pasa. Zanim zarosła w naturalny sposób,  zasadzałem się tutaj na swoje obserwacje; miewałem łosie, jelenie i żerujące czarne bociany w polu widzenia. W tych okolicach wypuszczone zostały na wolność pierwsze rysie, przywracane Puszczy w ramach udanego eksperymentu, realizowanego w Parku; te dzikie koty, pochodzące z ogrodów zoologicznych całej Europy, do lasów kampinoskich się przyzwyczaiły, urodziły się młode i całkowicie już "dzikie" rysie, a zwierzęta poczęły spełniać rolę naturalnego selekcjonera roślinożernych gatunków puszczańskich, np. saren.

Co najbardziej widoczne jest w krajobrazie otoczenia szlaku, łączącego dęby jagiellońskie, to kontrast dwóch typów krajobrazu Puszczy Kampinoskiej. Po jednej stronie szlaku wznoszą się piaszczyste wydmy, po drugiej rozciągają się bagienne torfowiska. Ten kontrast wzmocniony jest przez  odmienna szata roślinna. Właśnie tutaj kontrast dwóch typów krajobrazów Parku dochodzi najsilniej do głosu. Są tutaj reprezentowane wszystkie zespoły leśne Puszczy Kampinoskiej, i a okolice Krzywej Góry to największy w Parku matecznik faunistyczny. Bytują tu niemal wszystkie liczące się gatunki: łosie, jelenie, rysie i bobry, żurawie i czarne bociany, orliki krzykliwe i wiele innych.To niesamowite, lecz świadomość, że obok nas żyją pośród lasu dzikie zwierzęta, nawet jeśli ich nie widzimy, znacznie podnosi emocjonalną wartość otaczającej nas przyrody. Na dużym obszarze zupełnie nie ma dróg; jedyną prowadzi Główny Szlak Puszczański. W pełni lata gęsta zieleń w otoczeniu. A do tego komary. I to jakie !

Uważny obserwator może to docenić tam, gdzie czerwony szlak wiedzie drogą na wydmowym grzbiecie Kozich Gór, biorących nazwę od 'kóz', tj.saren. Jak w wielu innych miejscach na szlaku drogę przecinają ścieżynki wydeptane przez dziko żyjące zwierzęta. Najlepiej to widać zimą na śniegu, lecz bystry obserwator zobaczy je również w pełni lata. Najczęściej są to wielokrotnie używane szlaki dzików, ale tutaj są również  ścieżki wydeptane przez borsuki, leśne myszy i mrówki. Na Kozich Górach w sąsiedztwie drogi można też odnaleźć borsucze i lisie nory lub otwory wejściowe do podziemnych mieszkań tchórza, gronostaja i łasicy oraz myszy. Przemierzający kilometry turysta na ogół nie ma czasu na tego rodzaju przyrodnicze obserwacje, a dobrze jest jednak, aby przynajmniej wiedział co traci, śpiesząc w swojej leśnej wędrówce.


Jagiellon na Posadzie Demboskie

W odległości 4,5 km od Dębu Kobendzy rośnie drugi z jagiellońskich dębów. Rośnie na polanie, zwanej Posada Demboskie. Przypomnijmy, że Posadami nazywano miejsca pośród lasu, najczęściej były to polany, gdzie sadzano gajowego na rządowej posadzie. Był bowiem obyczaj, zaniechany już dzisiaj, że gajówki stawiano pośród lasu, skąd gajowemu najlepiej było strzec lasu, powierzonego jego pieczy. A nazwa Demboskie pochodzi od nazwy pobliskich wydm z rosnącym na nich drzewostanem dębowym.  

Węzeł szlaków czerwonego i żółtego znajduje się u  podnóża Demboskich Gór.  Na tych wydmach rosną młode dęby szypułkowe, a niektóre z nich o przedziwnie wykształconych pniach; w czasie I wojny światowej obcinano je tuż nad ziemią, aby odsłonić pole ostrzału z pozycji obronnych na grzbiecie wydmy. Po latach zamiast głównych pni rozwinęły się odrośla.  W roku 2022 średnia wieku drzew najstarszych osiągnęła wiek 106 lat.

Od Demboskich Gór żółty szlak szlak turystyczny prowadzi leśną drogą, noszącą nazwę Kacapskiej Drogi, która wprowadza na dość spora polanę Posady Demboskie. Przez wiele lat polana była użytkiem rolnym, rosło na niej to, co na swoje potrzeby uprawiał gajowy. 

Kacapska Droga powstała w czasie zaboru rosyjskiego, w końcu XIX wieku budowali ją Moskale, w tym samym czasie wykopali też kanał melioracyjny. U podnóża wydm Krzywej Góry biegnie on równoleżnikowo, dzisiaj już częściowo nieczytelny, bo przyroda wzięła go we władanie i robi z nim co tylko chce, nikt jej w tym nie przeszkadza.  Jak i Moskal, tak Kacap,  to przezwiska o charakterze pejoratywnym.
Kacapem nazywano pogardliwe nie tylko Rosjanina, także człowieka ograniczonego. W XIX wieku nazywano tak rosyjskich chłopów bezrolnych lub małorolnych. W pogardliwym  znaczeniu pojawia się już jednak w wydanych rok później Wspomnieniach niebieskiego mundurka Wiktora Gomulickiego.  W XX wieku pojęcie kacap weszło do użycia także jako potoczne i pogardliwe określenie mieszkańców Związku Radzieckiego niezależnie od narodowości. W gimnazjalnych latach autora tego tekstu tak właśnie wszystkich „Ruskich” nazywano.  
Etymologia słowa nie jest do końca jasna. Jednym z wytłumaczeń genezy tego słowa może być określenie, jakim Ukraińcy obdarzali Rosjan. Zapewne poszło to od  capich, kozich bród bojarów moskiewskich bojarów i innych Rosjan ich naśladujących... .

Przez wiele dziesiątków lat stały na polanie zabudowania gajówki i o jej ścianę opierał się ok.400-letni dąb szypułkowy, z trzech jagiellońskich dębów  najtęższy; ma 550 cm obwodu na wysokości piersi. W przeciwieństwie do Dębu Profesora Kobendzy, który wspinał się ku słońcu, rosnąc w głębi lasu, pokrój tego drzewa wskazuje, że rozwijało się od dawien dawna na polanie; sylwetkę ma krępą, a korony nie nosi zbyt wysoko, za to jest dość rozłożysta.  
O  gajówkę Demboskie i tereny sąsiednie toczono ciężkie boje w dniach 16-17 IX 1939 r.
Na poboczu Kacapskiej Drogi, pośród wydm pobliskiej Rzepowej Góry śmiertelnie ranny został płk Stanisław Królicki, dowódca 7 pułku Strzelców Konnych Wielkopolskich, którego dzieje są mocno związane z walkami w Puszczy Kampinoskiej. Okolica była wtedy niemal całkiem bezleśna, wydmę obsadzili żołnierze niemieccy, trudna to była zapora do przebycia polskich jednostek, dążących ku Warszawie.

Kiedy ten dąb poznałem, stała  jeszcze obok niego gajówka i mieszkał w niej gajowy. Obok przebiegały tory leśne kolejki wąskotorowej, już wtedy nie wywożono tą kolejką drewna z lasu, ale i na tory przyszła pora, tylko ślad po torowisku pozostał.  Zanim to rozebrano, udało mi się jeszcze zorganizować przejażdżkę tymi torami, zaprzężony w konia wagonik wiózł mnie i gromadkę znajomych i przyjaciół z turystycznych szlaków. Jechaliśmy od tartaku z Zamczysku aż w okolice Rybitwy. Znaczną część trasy część z nas biegła sobie truchcikiem wzdłuż wagoniku, była to przygoda na całego. O takich się mówi, że są niezapomniane. A właśnie taką była.


Trzeci z kampinoskich Jagiellonów 

Jagiellon przy Kacapskiej Drodze, zdjęcie z 1997 r. Tak też już nie wygląda., jest go znacznie mniej i w las już się mocno wtopił... 
 
Przyszła pora, aby w tej opowieści zająć się trzecim z jagiellońskich dębów. Wzdłuż wiodącej ku południowi Kacapskiej Drogi  widać  ślady torowiska leśnej kolejki wąskotorowej. Około siedmiuset metrów od Jagiellona na Posadzie Demboskie, tuż za poprzecznym Kacapskim Kanałem, znajdują się  pozostałości trzeciego z dębów jagiellońskich, który w ostatnim dziesięcioleciu XX w. zakończył swój długi żywot. Nie wiadomo dlaczego akurat ten umarł, skoro dwa pozostałe wydają się mieć jeszcze długie życie przed sobą? Wyglądał dorodnie, ale zapewne nie był w takiej kondycji, jak dwa pozostałe dęby. Nie znalazłem go na liście mazowieckich pomników przyrody, sporządzonej przez wojewódzkiego konserwatora przyrody. Nie znalazł się wśród pomników przyrody parku kampinoskiego, gdy ten park utworzono w 1959 roku. Najprościej byłoby powiedzieć: umarł, bo przyszła na niego pora. Bo drzewa, tak jak i ludzie, czasem chorują bardziej od innych, a i umierają całkiem niespodziewanie.

 Pozostałości konarów trzeciego Jagiellona

Obok jego szczątków zaczyna się boczna droga, pośród sosen prowadząca w stronę Cisowego. To jedna z tych wiosek, których już nie ma. Cisowe powstało pod koniec XVIII wieku pośród bagiennych torfowisk Puszczy Kampinoskiej, domostwa stawiano na piaszczystych wyniesieniach, otoczonych torfowiskami, osada budników z czasem rozwinęła się w wioskę rolniczą.  Na marnej jakości gruntach egzystencja nie była łatwa.


Po trzystu latach istnienia Cisowego, w roku 1975 weszła w życie uchwała rządowa w sprawie przejęcia przez Państwo gruntów położonych w granicach parku kampinoskiego. Najważniejszym zadaniem parku jest ochrona przyrody, a tylko pełna własność państwowa może ją zapewnić. Niestety, prawda jest okrutna:  własność prywatna jest na ogół wrogiem ochrony przyrody. Wykup prywatnych nieruchomości rozwiązuje także problemy mieszkańców, umożliwiając im osiedlenie się poza terenem puszczy, tam gdzie warunki życia są zdecydowanie łatwiejsze. Dla Warszawy zwiększenie powierzchni lasów puszczańskich też ma znaczenie niebagatelne i argumentów „za” jest o wiele więcej niż „przeciw”, przeciw „przeciw” zresztą nie ma  po prawdzie żadnego.  

Cisowe wzięło nazwę niewątpliwie od cisów. Nie było ich tutaj przez wiele  lat. Może dwieście? Albo trzysta? Jeszcze więcej? W rejonie Cisowego w l.1964-67 wysadzono ponad 300 sztuk kilkuletnich sadzonek cisów, chcąc przywrócić ten gatunek Puszczy właśnie tutaj, gdzie na ich obecność w przeszłości wskazuje nazwa niedalekiej stąd wsi Cisowe. Jakoś przepadła większość z tych sadzonych tutaj cisów, coś im było nie po drodze, Świetnie się za to trzymają cisy, sadzone ostatnimi laty na Kozich Górach, mają się tam wcale dobrze i wygląda na to, że tam akurat  zadomowią się na stałe. Widać je z czerwonego szlaku, przegapić ich nie sposób, wszystkie są ogrodzone, zabezpieczone przed zgryzaniem przez leśne zwierzęta. Bo z cisami, proszę państwa, to jest taka dziwna historia.


Czerwone cisowe jagody wyglądają apetycznie, ale nie daj Bóg ich skosztować, śmierć niemal na miejscu, za sprawa pestek głównie zresztą. Nic dziwnego, że wieńce żałobne pleciono z cisowych gałązek , że na cmentarzach cis jest sadzony. Słowianie igliwiem cisa posypywali izby, w których zmarły przebywał, a to po to, aby jego duch tam nie powracał.  Sen w cieniu cisa śmierć przynosi. Dym z palonych wilgotnych jego gałązek czarne koty zabija, ale tylko takie, w które diabeł się wcielił. Dzieci w las idące nie powinny zbliżać się do cisa, bo może on zamienić je w kozy, albo sarny, albo choćby w zające, a dlaczego akurat w te zwierzęta? ano dlatego,że cis je lubi, więc nie truje, one ze spokojem mogą igliwie cisowe spożywać. Dziwy nad dziwami z tym cisem są ogromne.      

Za resztkami zabytkowego dębu Kacapska Droga przekracza Żelazową Parowę,  olsze rosną tam na wysokich, charakterystycznych kępach, wiosną między kępami masowo rozwijają się kwiaty knieci błotnej, zwanej kaczeńcem. Widomy to znak wiosny na kampinoskich mokradłach .


Szlak dębów jagiellońskich kończy się na kanale Łasica u stóp Rzepowej Góry. W latach II wojny światowej naziści wzdłuż kanału hitlerowcy ustanowili granicę między tzw. Generalnym Gubernatorstwem, a terenami włączonymi do Rzeszy. Cisowe było wtedy w niemieckiej Rzeszy. Przez granicę do głodującej Warszawy przeprawiali się z terenu Rzeszy szmuglerzy z żywnością, przedostawała się nawet grupka dzieci na naukę religii do Kampinosu. Wiele jednak osób na granicy zginęło. W 1943 roku hitlerowcy dokonali aresztowań we wsiach okolicy, także w Cisowem. Mężczyzn wywieziono do obozu w Pomiechówku, tam  większość została zamordowana, tutaj pozostały samotne kobiety, płaczące po swoich mężach setki płaczących kobiet.

Na północnym brzegu kanału w pierwsze cieplejsze dnie przedwiośnia wypełzają ze swoich zimowych kryjówek bytujące w tej okolicy zaskrońce i grzeją się w promieniach słońca. Jesienią na licznych nad kanałem, rosnących w pobliżu szlaku krzewach trzmieliny, pięknymi kolorami wybuchają jej owoce, których wygląd wprowadza w błąd laików, uważających je za kwiaty. Są trujące!


Na pewno ten las okoliczny w niewielkim tylko stopniu przypomina czasy z polowań Władysława Jagiełły. Brakuje sosnowego starodrzewu i tutaj wciąż jeszcze czuje się obecność człowieka, chociaż nie ulega to wątpliwości – a widać to gołym okiem że na obszarze ochrony ścisłej  gospodaruje się sama przyroda i las zdaje się miejscami przypominać nieprzebytą dżunglę, i gdyby nie szlak turystyczny, przez ten rezerwat się przewijający, z którego tę hustać ogromną widać, nikt nawet by o tej dżungli podwarszawskiej  nie wiedział... Coraz bardziej odchodzi w przeszłość historia całej tej okolicy, te bitwy, potyczki, nieszczęścia,  krew dawno już wsiąkła w kampinoskie piaski, do głosu doszła teraz przyroda, coraz bardziej obecna, pewna siebie i wszechogarniająca. Zaledwie około sześciu kilometrów szlaku, a ileż się obok niego dzieje!



…..................................