sobota, 22 czerwca 2019

Rósł sobie dąb w Natolinie

Dąb Mieszko w Natolinie przed pożarem.
Pośrodku upalnego lata, jakie spadło na Polskę tegorocznym czerwcem,  pod osłoną nocy z niedzieli na poniedziałek, 17 czerwca nieznany sprawca podpalił dąb Mieszko z ulicy Nowoursynowskiej na warszawskim Natolinie. Paliła się głównie martwa część dębu. Przez cztery godziny gasili ogień strażacy, zaczęli o 3 w nocy, skończyli o 7-ej rano.
    Przez wiele lat ten najstarszy mieszkaniec Warszawy nie był celem turystycznych wędrówek. A rósł przecież na szlaku o ogromnych walorach historycznych, wiodącym z  Warszawy na południe wzdłuż krawędzi doliny nadwiślańskiej. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich w tomie VI z roku 1885 o dębie nie wspominał, chociaż mówił o tym, że pałac w Natolinie jest celem wiosennych i letnich wycieczek z Warszawy. 
    Wydany w roku 1961 przewodnik "Województwo warszawskie" dla ludzi mojego pokolenia był niemal biblią krajoznawczo turystyczną, ale niewiele miał do powiedzenia o tym ogromnym drzewie. Za zabudowania wsi Wolica - napisali autorzy przewodnika - z prawej strony mijamy stary dąb, a po lewej  pomiędzy drzewami prześwituje biel natolińskiego pałacu. I dalej jest opis rezydencji, ale już ani słowa o zabytkowym parku, licznych tam zabytkowych drzewach, przyrodzie. Tylko ten "stary dąb". I to wszystko. Zaskakajująco mało...
     A przecież natoliński olbrzym to niewątpliwie najpotężniejsze drzewo w Warszawie, a na Mazowszu drugie co do wielkości po Upartym Mazurze spod Młocka (jest w tym blogu, warto zajrzeć do postu o nim). Gdy w latach 1972–1974 dąb w Natolinie przeszedł konserwację, umieszczono po niej tabliczkę informacyjną na drzewie: Dąb Mieszko I Ostaniec Puszczy Mazowieckiej wiek około 1000 lat.   Zapewne dlatego, że tak oceniano wiek drzewa, tak go nazwano. Być może wtedy, ale nie wiem jednak, kiedy i kto jako pierwszy nazwał ten szypułkowy dąb  imieniem pierwszego władcy Polski. Późniejsze badania wykazały, że drzewo jest młodsze. Ile ma lat naprawdę?
     Nigdy nie był drzewem bardzo wysokim. Cała jego energia poszła w szerokość. Wydaje się, że rósł wśród otwartego krajobrazu, a nie w lesie, że w swoich młodych latach nie musiał walczyć o światło z rówieśnikami.
Cezary Pacyniak (Najstarsze drzewa w Polsce. Przewodnik. Wydawnictwo PTTK Kraj, Warszawa 1992) podawał 836 cm dla obwodu pnia, wysokość 16 metrów, a wiek oceniał na 591 lat (co znaczy, że  w roku 2019 madrzewo lat 618).  W różnych źródłach podawano różny obwód jego pnia, na tablicy informacyjnej umieszczonej przy dębie przez Biuro Ochrony Środowiska Urzędu m.st. Warszawy widnieje informacja o obwodzie, wynoszącym 864 cm.  
    Stan zdrowia dębu od dawna we wszystkich źródłach określano jako fatalny, także w rejestrze polskich drzew pomnikowych.W pozbawionym niemalże kory pniu znajduje się ogromna betonowa plomba, a jedyny żywy konar trzyma się prawdopodobnie tylko dlatego, że jest podparty metalowym wspornikiem, zaś martwe konary spięto wieloma linami. Mimo wszystko jednak Mieszko nadal jakoś się trzymał. Co więcej, robi on ogromne wrażenie swoją monstrualną posturą z ogromnym pniem i potężnymi konarami. Nie ukrywajmy jednak, że nie jest to drzewo specjalnie urodne, jak np. sławny Bartek ze świętokrzyskiego Zagnańska.  Mieszko I ma skręcony w dolnej części pień, niską o nieregularnym układzie koronę o średnicy 12 m, którą w górnej części opinają stalowe linki.
        Jeszcze w roku 1994 dąb miał zieloną koronę. Trzy lata później już tylko jedna czwarta korony była ulistniona. W 2015 wykonano kolejną konserwację podczas której m.in. zbudowano całkowicie nowe podpory i założono pasy podtrzymujące koronę dębu. Przed pożarem zaledwie  jeden konar był  zdrowy, ten podtrzymywany przez stalowe podpory.
 
Zdjęcie wykonane przez Straż Pożarną w czasie akcji gaśniczej


     Przy końcu tegorocznego maj odwiedziłem Kadyny na   Wysoczyźnie Elbląskiej. Rośnie tam Dąb Bażyńskiego,  najtęższy dąb szypułkowy w Polsce. Jest siedemsetletnim olbrzymem o obwodzie 1003 cm. On też ma ogromną dziuplę, już przed stu latu była, nie jest zacementowana, robi wrażenie.Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich z 1884 roku tak go opisywał: “dąb, zapewne więcej niż 1000 lat liczący, w obwodzie ma stóp 80. Do spróchniałego wnętrza prowadzą drzwi pod kluczem, niby do pokoju oświetlonego. Stoi stół we wnętrzu i 4 osoby wygodnie mogą się zmieścić." Podobno miesciło się w dziupli 11 żołnierzy w pełnym umundurowaniu, z plecakami i bronią.  Korona drzewa, wciąż zdrowa, mnogie gałęzie i liście wydaje.”
       Dąb z Natolina, jak się zdaje,  nie ma swoich legend. Wydaje się, jakby zupełnie nie interesował znakomitych właścicieli i gości Natolina. Natomiast Kadyny zebrały sporo legend i opowieści, są rajem dla szperacza krajoznawcy.  Gdy właścicielem majątku w Kadynach był ostatni cesarz niemiecki Wilhelm II, w cieniu dębu przechadzali się wraz z cesarzową Augustą Wiktorią, a obok nich wnuk Ferdynand z księżniczką rosyjską Kirą i najznamienitsi goście z całej Europy. Na zlecenie cesarza wybudowano stróżówkę, w której umundurowany strażnik dbał o bezpieczeństwo drzewa. 
        Po drugiej wojnie światowej drzewo  dostało imię lokalnego bohatera narodowego Jana Bażyńskiego, dawnego właściciela Kadyn. Jan był rycerzem i politykiem, dzięki któremu znaczne obszary Prus przyłączone zostały za panowania Kazimierza Jagiellończyka do Korony. Dąb rośnie w bezpośrednim sąsiedztwie dość ruchliwej szosy. Dzisiaj nie czasy cesarskie, specjalny stróż drzewa nie chroni...

Dąb Bażyńskiego w Kadynach.


       A tak na marginesie pożaru Mieszka z Natolina. Takie widno czasy nastały. W blasku reflektorów, na oczach telewizyjnych kamer i tysięcy ludzi zabija się prezydentów miast, dźgane są nożami niewinne dziewczynki, podpala się bezbronne, stare dęby, a susza wielka i męczący upał dręczą naszą ziemię, takie to bowiem czasy nastały, coś się czai niechybnie w powietrzu...