Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2019

Nad podwarszawską Wisłą
...wąska drożynka wyprowadziła mnie nad Wisłę. I to było to. Pejzaż, który powinno się oglądać, klęcząc. Piękno w postaci najdoskonalszej. Napatrzyć się nie mogłem. Rzeka płynęła dostojnie, szeroka, dzień ofiarował mi pogodę idealną, urlopową, wakacyjną. Owiewał mnie wietrzyk, na niebieskim niebie płynęły białe obłoki cumulusów, rozmawiałem z tym krajobrazem, zwierzałem się rzece ze swoich smutków i radości.
Mądrzy ludzie utworzyli na rzece kilka prawem chronionych rezerwatów, które obejmują jej kryto i znaczną część brzegów, więc jest szansa, że nasze prawnuki będą jeszcze mogły karmić swoje oczy i serca tym pięknem....






Na praskim brzegu Wisły w rezerwacie 'Wyspy świderskie'
      Wkładam ten post do blogu miesiąc później. Jest już wrzesień, zimno jak nie wiadomo co, wietrzność jest ogromna, a wiatr dokuczliwy niemożebnie, niebem gnają jak zwariowane ciemne chmury, dopiero co przeleciała ulewa nad moim miastem, jesień  pokazuje mi swoje nie najlepsze oblicze. A ja wspominam sierpniowy dzień na podwarszawską Wisłą. Teraz dopiero widzę jakim był dla mnie darem....

sobota, 22 czerwca 2019

Rósł sobie dąb w Natolinie

Dąb Mieszko w Natolinie przed pożarem.
Pośrodku upalnego lata, jakie spadło na Polskę tegorocznym czerwcem,  pod osłoną nocy z niedzieli na poniedziałek, 17 czerwca nieznany sprawca podpalił dąb Mieszko z ulicy Nowoursynowskiej na warszawskim Natolinie. Paliła się głównie martwa część dębu. Przez cztery godziny gasili ogień strażacy, zaczęli o 3 w nocy, skończyli o 7-ej rano.
    Przez wiele lat ten najstarszy mieszkaniec Warszawy nie był celem turystycznych wędrówek. A rósł przecież na szlaku o ogromnych walorach historycznych, wiodącym z  Warszawy na południe wzdłuż krawędzi doliny nadwiślańskiej. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich w tomie VI z roku 1885 o dębie nie wspominał, chociaż mówił o tym, że pałac w Natolinie jest celem wiosennych i letnich wycieczek z Warszawy. 
    Wydany w roku 1961 przewodnik "Województwo warszawskie" dla ludzi mojego pokolenia był niemal biblią krajoznawczo turystyczną, ale niewiele miał do powiedzenia o tym ogromnym drzewie. Za zabudowania wsi Wolica - napisali autorzy przewodnika - z prawej strony mijamy stary dąb, a po lewej  pomiędzy drzewami prześwituje biel natolińskiego pałacu. I dalej jest opis rezydencji, ale już ani słowa o zabytkowym parku, licznych tam zabytkowych drzewach, przyrodzie. Tylko ten "stary dąb". I to wszystko. Zaskakajująco mało...
     A przecież natoliński olbrzym to niewątpliwie najpotężniejsze drzewo w Warszawie, a na Mazowszu drugie co do wielkości po Upartym Mazurze spod Młocka (jest w tym blogu, warto zajrzeć do postu o nim). Gdy w latach 1972–1974 dąb w Natolinie przeszedł konserwację, umieszczono po niej tabliczkę informacyjną na drzewie: Dąb Mieszko I Ostaniec Puszczy Mazowieckiej wiek około 1000 lat.   Zapewne dlatego, że tak oceniano wiek drzewa, tak go nazwano. Być może wtedy, ale nie wiem jednak, kiedy i kto jako pierwszy nazwał ten szypułkowy dąb  imieniem pierwszego władcy Polski. Późniejsze badania wykazały, że drzewo jest młodsze. Ile ma lat naprawdę?
     Nigdy nie był drzewem bardzo wysokim. Cała jego energia poszła w szerokość. Wydaje się, że rósł wśród otwartego krajobrazu, a nie w lesie, że w swoich młodych latach nie musiał walczyć o światło z rówieśnikami.
Cezary Pacyniak (Najstarsze drzewa w Polsce. Przewodnik. Wydawnictwo PTTK Kraj, Warszawa 1992) podawał 836 cm dla obwodu pnia, wysokość 16 metrów, a wiek oceniał na 591 lat (co znaczy, że  w roku 2019 madrzewo lat 618).  W różnych źródłach podawano różny obwód jego pnia, na tablicy informacyjnej umieszczonej przy dębie przez Biuro Ochrony Środowiska Urzędu m.st. Warszawy widnieje informacja o obwodzie, wynoszącym 864 cm.  
    Stan zdrowia dębu od dawna we wszystkich źródłach określano jako fatalny, także w rejestrze polskich drzew pomnikowych.W pozbawionym niemalże kory pniu znajduje się ogromna betonowa plomba, a jedyny żywy konar trzyma się prawdopodobnie tylko dlatego, że jest podparty metalowym wspornikiem, zaś martwe konary spięto wieloma linami. Mimo wszystko jednak Mieszko nadal jakoś się trzymał. Co więcej, robi on ogromne wrażenie swoją monstrualną posturą z ogromnym pniem i potężnymi konarami. Nie ukrywajmy jednak, że nie jest to drzewo specjalnie urodne, jak np. sławny Bartek ze świętokrzyskiego Zagnańska.  Mieszko I ma skręcony w dolnej części pień, niską o nieregularnym układzie koronę o średnicy 12 m, którą w górnej części opinają stalowe linki.
        Jeszcze w roku 1994 dąb miał zieloną koronę. Trzy lata później już tylko jedna czwarta korony była ulistniona. W 2015 wykonano kolejną konserwację podczas której m.in. zbudowano całkowicie nowe podpory i założono pasy podtrzymujące koronę dębu. Przed pożarem zaledwie  jeden konar był  zdrowy, ten podtrzymywany przez stalowe podpory.
 
Zdjęcie wykonane przez Straż Pożarną w czasie akcji gaśniczej


     Przy końcu tegorocznego maj odwiedziłem Kadyny na   Wysoczyźnie Elbląskiej. Rośnie tam Dąb Bażyńskiego,  najtęższy dąb szypułkowy w Polsce. Jest siedemsetletnim olbrzymem o obwodzie 1003 cm. On też ma ogromną dziuplę, już przed stu latu była, nie jest zacementowana, robi wrażenie.Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich z 1884 roku tak go opisywał: “dąb, zapewne więcej niż 1000 lat liczący, w obwodzie ma stóp 80. Do spróchniałego wnętrza prowadzą drzwi pod kluczem, niby do pokoju oświetlonego. Stoi stół we wnętrzu i 4 osoby wygodnie mogą się zmieścić." Podobno miesciło się w dziupli 11 żołnierzy w pełnym umundurowaniu, z plecakami i bronią.  Korona drzewa, wciąż zdrowa, mnogie gałęzie i liście wydaje.”
       Dąb z Natolina, jak się zdaje,  nie ma swoich legend. Wydaje się, jakby zupełnie nie interesował znakomitych właścicieli i gości Natolina. Natomiast Kadyny zebrały sporo legend i opowieści, są rajem dla szperacza krajoznawcy.  Gdy właścicielem majątku w Kadynach był ostatni cesarz niemiecki Wilhelm II, w cieniu dębu przechadzali się wraz z cesarzową Augustą Wiktorią, a obok nich wnuk Ferdynand z księżniczką rosyjską Kirą i najznamienitsi goście z całej Europy. Na zlecenie cesarza wybudowano stróżówkę, w której umundurowany strażnik dbał o bezpieczeństwo drzewa. 
        Po drugiej wojnie światowej drzewo  dostało imię lokalnego bohatera narodowego Jana Bażyńskiego, dawnego właściciela Kadyn. Jan był rycerzem i politykiem, dzięki któremu znaczne obszary Prus przyłączone zostały za panowania Kazimierza Jagiellończyka do Korony. Dąb rośnie w bezpośrednim sąsiedztwie dość ruchliwej szosy. Dzisiaj nie czasy cesarskie, specjalny stróż drzewa nie chroni...

Dąb Bażyńskiego w Kadynach.


       A tak na marginesie pożaru Mieszka z Natolina. Takie widno czasy nastały. W blasku reflektorów, na oczach telewizyjnych kamer i tysięcy ludzi zabija się prezydentów miast, dźgane są nożami niewinne dziewczynki, podpala się bezbronne, stare dęby, a susza wielka i męczący upał dręczą naszą ziemię, takie to bowiem czasy nastały, coś się czai niechybnie w powietrzu... 

wtorek, 12 września 2017

Zakochać się w Warszawie
.................................................
Stolica tak mocno zdominowała pozostałą część Mazowsza, że zdecydowanie większa uwaga należy się tej części pozostałej. Choćby dlatego, by mazowieckiej prowincji wynagrodzić to zepchnięcie na plan dalszy. Tak więc w swoim mazowieckim blogu staram się omijać Warszawę. Ale tak naprawdę, to ja i w Warszawie również się podkochuję. Niedawno list  do mnie napisał p.Mateusz Kaczyński, redagujący blog o Warszawie. Zapytał czy zgodziłbym się udzielić wywiadu na temat odkrywania Warszawy. Zgodziłem się.  A jego blog uroczą ma nazwę:  "Pańska Skórka".

Pańską skórkę najczęściej można nabyć w okolicach Święta Zmarłych, sprzedawana jest na stoiskach przed warszawskimi cmentarzami, to zdjęcie jest z Powązek. Fot.L.Herz
To bardzo ładna nazwa dla warszawskiego blogu. Lubiłem nadzwyczaj ów warszawski smakołyk, ostatnio jednak musiałem z niego zrezygnować, bo smakołyk ten jest dla ludzi o zdrowych, młodych zębach, a ja takich już niestety nie mam. Ale z internetową "Pańską Skórką" chętnie kontakt utrzymam. Oryginał wywiadu  jest na stronie internetowej
www.panskaskorka.com,  tutaj jest kopia, ale  tutaj dorzucam do tego wywiadu kilka swoich warszawskich fotografii. 

Wiadoma rzecz - Stolica. I każde słowo zbędnem. Fot.L.Herz
 W jaki sposób zakochał się Pan w Warszawie? Co zdecydowało o tym, że zafascynowała Pana stolica i Mazowsze?
- Wychowałem się na południu Polski i tam do szkół chodziłem, wśród pagórkowatego krajobrazu. Na studiach poznałem warszawiankę, ślub wziąłem jeszcze wśród gór, ale zamieszkaliśmy już wśród nizin mazowieckich, w Warszawie. Tu dostałem pracę i nie musiałem jej szukać, praca mnie znalazła. Okazało się, że tu też jest ładnie, acz inaczej niż na południu, niziny też mają szarm. Od kilku dziesiątków lat tu jest moje miejsce do życia. Nie wyobrażam sobie innego.

Która spośród niezliczonych podwarszawskich wypraw najsilniej zapadła Panu w pamięć?
- Och, mnóstwo ich  było, jeszcze więcej niż wiele.  Nawet w najbliższym otoczeniu Warszawy kupiły mnie pejzaże  urzekające. Trudno w to uwierzyć, lecz są tu miejsca i trasy na których można przeżyć podniecającą, emocjonującą  przygodę turystyczną. Często są to miejsca mniej odwiedzane, niekiedy położone z dala od utartych turystycznych szlaków. Takie są mi najbliższe. 


Cudeńko z północnego Mazowsza, kościółek w Drogiszce. Kto wie, gdzie to jest? Fot.L.Herz,


Gdzie w samej Warszawie można znaleźć Pana zdaniem prawdziwe ukryte skarby?
- Zastanawiam się czasem co zainteresowałoby w Warszawie młodego cudzoziemca, znającego wszystko, co w Europie najbardziej interesujące  Jest tu coś do zobaczenia, czego tam nie ma w lepszym gatunku?  Czegoś indywidualnego, jedynego.  Myślę, że dla cudzoziemca, ale i dla krajana z innych regionów kraju, rewelacyjne są brzegi wiślane: tak urodziwych, pełnych bogactwa przyrody  brzegów nie mają Tamiza w Londynie, Sekwana w  Paryżu lub Tybr w Rzymie. 
Dróżka w łęgu nadwiślańskim. Takiego cuda nie ma żadna inna stolica europejska, żaden tam Paryż, ani inne Londyny, ani nawet Rzymy i Madryty. Gdzie im do naszej Warszawy. Fot.L.Herz

Jaka jest Pana zdaniem rola przyrody w historii miasta?
- Warszawa została rzucona w kraj nizinny, otwarty na przeciągi wiejące ze wschodu i zachodu, wiatry historii ją kształtowały w znaczącej mierze, warunki przyrodnicze nie były dla miasta łaskawe. A przecież jest tutaj kilka niemałych przyrodniczych skarbów,  Wisła przede wszystkim, ale i sąsiadujące z miastem lasy z Puszczą  Kampinoską na czele, a pośrodku miejskiej zabudowy jest rezerwat Lasu Bielańskiego i ten niewielki lasek  powinien być wpisany do obowiązkowych celów wycieczkowych oferowanych turystom przez biura podróży.  


Rezerwat przyrody "Las Bielański" w barwach jesieni, pamiątka dawnej puszczy. Fot.L.Herz

Czy Warszawa wyróżnia się na tle Mazowsza? A może na odwrót – jest do bólu mazowiecka?
- Warszawa jest dużym miastem, metropolią o wysokiej zabudowie, z wielopiętrowym budownictwem mieszkaniowym. Mazowsze jest krainą rolniczą. To dwa przeciwstawne sobie krajobrazy. Warszawa leży pośrodku Mazowsza, ale prawdziwe Mazowsze zaczyna się dość daleko za granicami otaczającej miasto aglomeracji miejskiej. Chociaż, przyznać to należy uczciwie, prowincjonalne, rolnicze Mazowsze wcale nie jest tak prowincjonalne, jakby się mogło na pozór wydawać. Chociaż - na szczęście - nie ma  zbyt wielu wielopiętrowych budynków  w  mazowieckich miastach i miasteczkach.   
 
Warszawa pocztówkowa. Miasto dużej urody. Ale i trochę banał. Fot.L.Herz

Inne oblicze Warszawy. Efektowna, ale jednak kopia światowych metropolii. Wygląda świetnie, ale zastanawiam się czy o taką Warszawę nam chodzi? Fot.L.Herz

Co Pana zdaniem w zmieniającej Warszawie warto zachować, a co miasto utraciło bezpowrotnie?
- Fenomen Warszawy polega na tym, że ona trwa. I że się nieustannie zmienia. Jak chyba żadne inne wielkie miasto europejskie. Ktoś kiedyś powiedział, że Warszawa jest jak patchwork, zlepek wieloczęściowy, zszywka z różnych materiałów różnych tkanin o różnej fakturze i różnym pochodzeniu. Wiele tych kawałków dużej jest dużej urody: odbudowana po wojennych zniszczeniach Starówka i gustownie urządzony salon miejski na Krakowskim Przedmieściu, są też  prawdziwie królewskiej urody Łazienki, ale to miejsca miejskich spacerów relaksowych i  demonstracji politycznych. 


I to też Warszawa; widok na Wisłę od Golędzinowa ku Bielanom. Fot.L.Herz
...a to też Warszawa i to w samym środku miasta. Sama radość! Fot.L.Herz
W Warszawie wciąż nie możemy się doczekać centrum z prawdziwego zdarzenia, a plany jakie nam co i raz rysują urbaniści,  są trochę nie za bardzo. Być może dzięki inwazji centrów handlowych, super i hipermarketów, bezpowrotnie utraciła Warszawa szanse na normalne, reprezentacyjne, ale i handlowe ulice pełne szykownych sklepów, księgarń i kawiarni, takie jakie są w Paryżu, Londynie, Berlinie, Madrycie.... W Warszawie przegrany jest  nawet Bazar Różyckiego,  to już cień tego, co było dawniej. A czy może być prawdziwa Warszawa bez praskiego Różyca? 
Bazar Różyckiego taki jaki jeszcze jest, a może go nie być, są pomysły, aby go zamienić w coś na kształt zadaszonego gustownie marketu. Okropność. Fot.L.Herz