W Kampinosie koło Kampinosu:
wielkie, pomnikowe drzewa nie lubią być anonimowe.
Na zdjęciu, otwierającym ten post, jest najsławniejszy pomnik przyrody w Puszczy Kampinoskiej, ważny cel turystycznych wędrówek. Według legend odpoczywał pod nim król Władysław Jagiełło i przez lata całe zwano to potężne drzewo Jagiellonem. Jak powstał Kampinoski Park Narodowy, nazwano to drzewo nazwiskiem inicjatora powołania parku narodowego w podwarszawskiej puszczy, prof.Romana Kobendzę. Wielkie drzewa nie lubią być anonimowe. Powędrujmy ich szlakiem...
W górach się wędruje na szczyty i przełęcze, nad górskie stawy i wodospady, do schronisk turystycznych lub na punkty widokowe. W terenach nizinnych tak łatwo nie ma. Przez wiele lat docelowymi obiektami turystycznymi w Puszczy Kampinoskiej były głównie obiekty martyrologiczne. Był taki czas (a może i trwa jeszcze?), że jak się mówiło o historii, to przede wszystkim o wojnach, bitwach i powstaniach. Rajdy ku takim miejscom urządzano masowe, rajd do cmentarza Palmiry gromadził jednego dnia tysiące turystów.
Przez całe lata przyroda w Puszczy Kampinoskiej służyła człowiekowi albo tylko płodami lasu, drewnem przede wszystkim, albo była dekoracją dla naszych turystycznych spacerów i wędrówek ku nielicznym miejscom, związanym z osobami lub wydarzeniami historycznymi. w wędrówce ku miejscom związanym z historią. Tak się w Polsce losy nasze ułożyły, że głównie śladami narodowej martyrologii pośród tej przyrodniczej dekoracji. Pierwsze znakowane szlaki turystyczne były wytyczane w latach międzywojennych XX wieku. Nie ku dziełom i ewenementom przyrodniczym prowadziły, lecz ku śladom ważnych wydarzeń historycznych. Szlak wschodni prowadził ku Mogile Powstańców 1863 roku koło Zaborowa Leśnego, szlak zachodni łączył związane z pobytem Jagiełły okolice Czerwińska nad Wisła z wczesnośredniowiecznym grodziskiem na Zamczysku.
W 1959 roku powstał Kampinoski Park Narodowy (ze smutkiem dodam, że dzisiaj nie miałby na to szans) i ochronie przyrody powinien służyć, ale i umiejętnie godzić tę ochronę z popularyzacją wiedzy o przyrodzie i jej wartościach, ale i ze znajomością historii. I chociaż najważniejsza jest przyroda, dla wielu z nas otaczające szlaki turystyczne krajobrazy bywają tylko dekoracją, otaczającą szlak. Ładną, piękną lub tylko taką sobie. Rzut oka, czasem w marszu jeśli pieszo, albo z nad kierownicy roweru, jeśli rowerem.
Na swoich spotkaniach z czytelnikami swoich książek i przewodników opowiadam często o takim autentycznym zdarzeniu z Przysłopu Miętusiego w polskich Tatrach. Miejsce to jest zupełnie wyjątkowe, łatwo osiągalne i najbardziej widowiskowe w pogodne, słoneczne dnie wczesnego lata. Wtedy, gdy nad górską polaną, tonącą w świeżej, bujnej zieleni, wznoszą się skaliste, zbudowane z jasnych wapieni, o kilometr wyższe szczyty Czerwonych Wierchów, a w wysoko zawieszonych polodowcowych kotłach ich północnej ściany miejscami zalegał jeszcze śnieg. W tamtym dniu sprzed lat, o którym wspominam właśnie, napatrzeć się z zachwytem na panoramę okolicy nie mogłem. Od strony Gronika zbliżał się do mnie niemłody pan, a gdy już podszedł blisko, uchylił słomkowego kapelusza zamaszystym, eleganckim, przedwojennym gestem, i zapytał uprzejmie: przepraszam, że przeszkadzam, ale czy mógłby mi pan powiedzieć, gdzie tu jest ten piękny widok, o którym mi mówiono, żebym koniecznie zobaczył?
Rozumiem faceta. Zaszedł po widok, a nikt mu tan nie zrobił jakiejś wieży widokowej albo przynajmniej pół metra wyższej od gruntu platformy z ogrodzeniem, o które mógłby się ramionami wygodnie oprzeć, aby widok podziwiać. W Kampinoskim Parku Narodowym mamy taką jedną, postawiono ją nad turzycowiskami Olszowieckiego Błota w Granicy. Wejdzie się na taką wieżę i już nie ma się wątpliwości, że widać widok z tej wieży, a ładny bywa nadzwyczajnie. .jpg)
W budynku dworu we wsi Kampinos istniało schronisko PTTK (z tamtych czasów jest ta fotografia), można było w nim zjeść obiad i zanocować, organizowano kuligi i jazdy konne. To nie był zwykły, klasycystyczny dwór, w jego murach przywódcy powstańczy organizowali Mazowszan do walk o niepodległość w 1863 roku. W czasie II wojny światowej w dworze działała placówka żandarmerii hitlerowskiej, mieszkańcy wsi musieli nosić specjalne opaski, w parku dworskim rozstrzelano wielu Polaków. W III Rzeczpospolitej PTTK pozbyło się tego obiektu, gmina sprzedała dwór w prywatne ręce, a obecny właściciel nie jest chętny turystom. Pozostaje oglądanie zabytku przez ogrodzenie.
Przez wieś Kampinos najczęściej się tylko przejeżdża. Rzadko wysiada się z samochodu koło kościoła w Kampinosie. Rzadko do Puszczy idzie się teraz z Kampinosu pieszo. Takie czasy nastały. Szkoda. Kościoła też się nie zwiedza, najczęściej jest zresztą zamknięty, też szkoda, bo jest wewnątrz na co spojrzeć. Pozostaje tylko rzut oka, czasem nawet i na to nie ma się czasu, ani ochoty. Kampinoski kościół jest tylko fragmentem dekoracji w drodze ku puszczy.
Kościół w Kampinosie jest drewniany, zbudowany z drobnosłoistych sosen kampinoskich w latach 1773–82. Stanowi przykład wpływu, jaki na budownictwo drewniane wywierała architektura murowana: fasada powtarza formy barokowe i w pewnym stopniu klasycystyczne. Niełatwo daje się sfotografować, zawsze pod słońce, niezależnie od pory roku i dnia.
Wieś Kampinos jest zadbana, dość posażna, chociaż ładna nie za bardzo i do oglądania jest niewiele, a jak już jest, to niedostępne. Dwa zabytkowe dęby naprzeciw kościoła oglądać jednak można zawsze, bez ograniczeń. Zatrzymałem się niedawno przed nimi, aby zrobić im te zdjęcia; kończyła się zima, trwało wtedy przedwiośnie, pora jeszcze bezlistna, świetny czas na zdejmowanie takich okazałych drzew, nagie dęby stały w pełnym słońcu, świetnie się prezentowały przed obiektywem. Po prawej rośnie bezszypułkowy dąb „Fryderyk” (jego nazwa ma przypominać wielkiego kompozytora, Fryderyk Chopin urodził się w niedalekiej Żelazowej Woli), wysoki na 28,5 metra. Po lewej jest dąb szypułkowy, ten z poniższego zdjęcia, nosi imię „Stefan”, ma nim przypominać Prymasa Tysiąclecia, kardynała Wyszyńskiego. Jest tęższy od "Fryderyka", ma 475 cm obwodu w pierśnicy i szczególnie piękny pokrój korony.
Na północ od tych dębów koło kościoła w gminnej wsi Kampinos, są fragmenty krajobrazu, na widok których ręce same składają się do oklasków. Jest tu praktycznie wszystko to, co w Puszczy Kampinoskiej jest dla niej bardzo najbardziej. Znakomitym wstępem do tego, co w przyrodniczym pejzażu okolic Kampinosu jest dojście piesze ku puszczy. Nie tak doskonałe, jak podejście od pałacowego parku w Białowieży, wiodące wśród otwartego krajobrazu ku rezerwatowi ścisłemu królowej puszcz polskich, Puszczy Białowieskiej. Ale i tutaj, pod Kampinosem, to piesze dojście do Puszczy Kampinoskiej jest niczym gra wstępna do osobistego stosunku miłosnego. Powiem szczerze, gra wstępna przy pomocy roweru, lub – nie daj Boże – samochodu, jakoś mi nie bardzo pasuje.
Niezłym celem wędrówki z Kaminosu jest obszar ochrony ścisłej, który nosi nazwę "Nart". Narty to staropolskie określenie lasów. nartami zwano też budników, leśnych ludzi, zajmujących się wyrębem lasu. Wszystkiego nie wyrąbali zw szczętem, są w otoczeniu Kampinosu relikty prawdziwej Puszczy, o jakiej dziś czyta się tylko w książkach historycznych. Zwarte drzewostany są w Narcie ponad dwustuletnie. Malownicze, jak nie wiadomo co.
Według danych Kampinoskiego Parku Narodowego w jego granicach oraz w bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się 1105 drzew, pomników przyrody (z tego na gruntach Parku 129 drzew pomnikowych) oraz 29 drzew kandydatów na pomniki przyrody. Samych tylko dębów zabytkowych rośnie wewnątrz Parku 108. Dąb dębowi nie równy, jego kształt zależy od warunków w jakich wzrastał, od siedliska, od gleby, lokalnego klimatu. Najstarsze dęby w Narcie mają lat ponad dwieście i zupełnie inny pokrój korony, niż dęby, rosnące naprzeciw kampinoskiego kościoła, które mają rozłożyste korony.
Dęby z Nartu są barczyste, sękate, w ich kształcie widać walkę o miejsce do życia – pnie solidne, męskiej budowy, ale takie jakieś powyginane, widać po nich, że one trwały, rosły, ale zapamiętały zmieniające się obok nich leśne towarzystwo, każde wygięcie w jedną lub drugą stronę tego dębowego pnia dowodzi, że towarzyszący im las n wzrastał i był wycinany. A one trwały, bo rąbiący te lasy budnicy szanowali dostojeństwo. tego dębu nie ruszali. Rósł na skraju lasu, dziesiątki lat u jego stóp trwały pastwiska i kośne łąki lub uprawne pola. Więc rosnące w lesie na stoku wydmy dęby wyciągają konary poza las, ku otwartemu krajobrazowi, ku życiodajnemu dla nich światłu słonecznemu.
Puszcza Kampinoska jest puszczą sosnową, ze wszystkich gatunków drzew najwięcej sosen w niej rośnie, ale naprawdę imponujących nie ma, takich jak np. sosny bartne pośród kurpiowskiej Puszczy Myszynieckiej w rezerwacie „Czarnia”. Najsłynniejsze z kampinoskich drzew tego gatunku - Sosna Powstańców 1863 roku w Górkach, rosła na skraju lasu w Górkach na północ od Nartu, i wsi Kampinos. W roku 1984 w wieku ok. 170 lat drzewo runęło; obecnie jego leżące szczątki są zabezpieczone przez pracowników KPN. Miała 350 cm obwodu na wysokości piersi i 22 m wysokości.
Szczątki Sosny Powstańców wciąż robią wrażenie. Ta ogromna, martwa sosna, oparta o towarzyszącą jej inną sosnę, to bardzo "ludzka" scena, ten zatrzymany w kadrze upadek, trudno ukryć wzruszenie, gdy patrzy się na tę scenę śmierci. A przecież ta cal e lata była przez śmierć naznaczona piętnem. Ta śmierć ciągnęła ludzi do tego drzewa, nie jego uroda. Carscy kozacy wieszali na konarach tej sosny niedobitków oddziału powstańczego, który stoczył walkę pod Zaborowem Leśnym. Legenda głosiła, że zwieszające się ku ziemi konary sosny wygięły się tak od ciężaru powstańczych ciał. Okolice Kampinosu są pełne takich opowieści.
Dobrze jest, jak zabytkowe drzewo nie tylko swoją prezencją zwraca uwagę, ale jak jest związane z jakąś osobistością, najchętniej historyczną, albo z historycznym wydarzeniem. Wielkie, wyjątkowe drzewa, nie lubią być anonimowe. Także w Puszczy Kampinoskiej. Gdy w roku 1984 naturalną śmiercią umarła mająca Sosna Powstańców 1863 roku w Górkach, rolę najważniejszej w okolicy przejęła Sosna Królowej Bony – taką nazwę zaproponowałem w swoim przewodniku dla bezimiennej sosny pospolitej, ławo dostępnej i rosnącej niedaleko od Zamczyska, o 600 metrów na północ od grabu w Narcie, tuż przy Górczyńskiej Drodze.
Sosna Królowej Bony jest ładnym drzewem, wyniosłym i imponującym. Ma ok.25 m wysokości, i 350 cm obwodu na wysokości piersi. W niedobrym miejscu stoi. Rośnie przy jezdnej, publicznej drodze, w środku lasu, nie wyeksponowana, ani natura, ani służby ochronne KPN jej w tym nie pomogły. Łatwo ją przeuważyć, gdy idzie się pieszo, nie widzi się jej, gdy jedzie się autem lub rowerem, przebiegająca obok niej droga jest drogą publiczną, własnością gminną, a nie parku, zaś gmina chciałaby ją wyasfaltować, umożliwiając jazdę bardzo dużych pojazdów.
Od sąsiednich sosen dwustuletnich wyróżnia się zdecydowanie, zapewne ma co najmniej lat 240, nie najgorzej wygląda, trochę jeszcze pożyje. To potężne drzewo jest jednym z najtęższych żyjących kampinoskich sosen pospolitych. Nazwa się przyjęła, a legendzie dodała nieco smaku. Od lat bowiem opowiadano, a wszyscy piszący o Puszczy Kampinoskiej o tym wspominali, że tam królowa Bona miała swój zamek, a zamek ten był dobrze przed innymi zakryty, bo sprytna Włoszka trzymała w nim swoje skarby. Gdy wyjechała potem do swojej Apulii, to tych skarbów z zamku pod Kampinosem nie wzięła. One były dobrze zakopane, żeby nikt ich nie znalazł. Po ostatniej wojnie światowej, tuż po roku 1945, ludzie wciąż tam chodzili i kopali nieustannie, żeby dostać się do tych ukrytych skarbów.
Zabytkowe drzewa w trenach nizinnych pełnią czasem funkcję obiektu docelowego, ku któremu się wędruje. W górach są to szczyty i przełęcze, górskie stawy i wodospady, schroniska turystyczne lub punkty widokowe. Przez wiele lat docelowymi obiektami turystycznymi w Puszczy Kampinoskiej były głównie obiekty martyrologiczne, rajdy urządzano masowe do cmentarza Palmiry, gromadził jednego dnia tysiące turystów. Zabytkowe dęby odwiedzano przy okazji, w czasie dłuższych wycieczek określonym szlakiem, najczęściej był takim obiektem najokazalszy dąb naszej Puszczy – Dąb Kobendzy pod Krzywą Górą.
Zanim jego patronem został inicjator powołania parku narodowego w naszej puszczy, ten dąb zwany był Jagiellonem. Podobno Jagiełło pod tym dębem odpoczywał w jego cieniu po polowaniach. Że nieprawda? To i co z tego, że rzeczywiście nieprawda. Dąb ten urodził się wiele lat po śmierci Jagiełły. Przez dziesiątki lat żyła ta opowieść w okolicznym ludzie. Dopiero nazwisko sławnego botanika, prof.Romana Kobendzy, przesłoniło pamięć Jagiełły.
Przygotowując swoje puszczańskie przewodniki zaproponowałem w nich formę tzw.wycieczek z sercem. Z tych opisów fragmenty poniższych akapitów wyjmuję. Spośród licznych możliwości wycieczkowych w Kampinoskim Parku Narodowym i jego otulinie, przedstawiam takie, które wydają się być szczególniej zajmujące i najlepiej prezentują walory przyrodnicze, krajoznawcze i turystyczne tego obszaru. Warto się bowiem starać, aby wędrowcy nie ograniczali się do spojrzenia na jakiś obiekt przyrodniczy, w tym przypadku na ten ogromny Dąb Kobendzy, ale zwrócili uwagę na otaczający go pejzaż przyrodniczy. Przewodniki są papierowe, często dość tęgie, zwłaszcza rowerzysta takiego czegoś ze sobą nie wozi, niech więc weźmie z sobą ten post z tego blogu i otworzy sobie tam, gdzie powinien, może się przyda, może zachęci do czegoś tam....
Nie tylko na wielkie, zabytkowe dęby warto patrzeć. Patrzeć i podziwiać, to zrozumiałe. Dobrze jest jest w czasie wędrówki ku nim spieszyć się zanadto. Nie trzeba, to przede wszystkim. Dobrze jest czasem spojrzeć na boki. Czasem także w dół, nie tylko prosto przed siebie. Obszar ochrony ścisłej "Krzywa Góra" to dziki las, szczególnie na południu, tam, gdzie są mokradła, gęstwa krzewów, powalone pnie martwych drzew, bogactwo roślinne i ogromny matecznik zwierzęcy. W tych okolicach wypuszczone zostały na wolność pierwsze rysie. Okolica jest jedną z ulubionych ostoi kampinoskich wilków, które przywędrowały tu same wybierając dla siebie miejsce bytowania. Przy wielkiej dozie szczęścia i zachowaniu bezwzględnej ciszy właśnie tutaj można spotkać największe z puszczańskich zwierząt: prócz rysi także łosie, jelenie i dziki. Świadomość, że obok nas żyją pośród lasu dzikie zwierzęta, nawet jeśli ich nie widzimy, znacznie podnosi emocjonalną wartość otaczającej nas przyrody.
Kiedyś, w pełni kampinoskiego lata, szedłem o poranku w stronę Dębu Kobendzy. Na skłonie wydmy, pośród gęstej roślinności zobaczyłem spoczywającego rysia. Miał świetny widok na szlak turystyczny. Zobaczyłem go zupełnym przypadkiem, nie szukałem tego spotkania. go. Był o sto metrów ode mnie. Miałem przy sobie tylko zwykły aparat fotograficzny bez teleobiektywu. Zaryzykowałem. Widzicie go? Przyjrzyjcie się dobrze. Jest rudy i na was patrzy.
Zatrzymałem się na półtorej sekundy, akurat na tyle, że nacisnąć migawkę. Potem poszedłem w swoja drogę, jak gdyby nic się nie stało. Ryś moja obecność zlekceważył totalnie. Ale kak wracałem po godzinie, już go tam nie było. Zdjęcie nie jest dobre. Ryś nie nazbyt ostro sfotografowany. Ale jest. I to się liczy.
W okolicy Dębu Kobendzy u stóp Krzywej Góry, na wschód od mogiłki nieznanego żołnierza z 1939 r. szlak wiedzie przez wydmowy grzbiet Kozich Gór, nazwę biorących od 'kóz', czyli saren. Jak w wielu innych miejscach na szlaku drogę przecinają ścieżynki wydeptane przez dziko żyjące zwierzęta. Najlepiej to widać zimą na śniegu, lecz bystry obserwator zobaczy je nawet w pełni lata. Najczęściej są to wielokrotnie używane szlaki dzików, ale tutaj są również ścieżki wydeptane przez borsuki, leśne myszy i mrówki.
Godzinę marszu na wschód od Dębu Kobendzy znajduje się dość spora polana, O znajdującą się na niej gajówkę Demboskie i tereny sąsiednie toczono ciężkie boje w dniach 16-17 IX 1939 r. Gajówki już dawno nie ma. o ściany budynku opierał się kolejny najtęższy z trzech dębów, zwanych Jagiellonem, drugi z wciąż jeszcze żyjących. Ma 550 cm obwodu, jest tęższy od Dębu Kobendzy lecz niższy, krępy i bardziej rozłożysty, bowiem wzrastał na polanie. malowniczy i mało znany kampinoski dąb. Ponoć ma ok 400-sta lat. Wnętrze spróchniałe, puste do wysokości kilku metrów.
Najbardziej interesująca trasa, którą można dojść pieszo do obu jagiellońskich dębów, do Jagiellona na Posadzie Demboskie i do Dębu Kobendzy, dawniej też Jagiellonem zwanym, to całodzienna wędrówka. Prowadzi przez całą puszczę i tam, gdzie jest ona najbardziej puszczańska. Od autobusu we wsi Kampinos wędruje się przez Granicę, potem Kacapską Drogą po Demboskie Góry, stamtąd do Dębu Kobendzy i od Krzywej Góry do autobusu w Nowinach. Cały czas szlakami znakowanymi. Moja żona spotkała kiedyś turystę na tej trasie, miał pretensje. "Co to za szlak – powiedział – idę już tą trasą trzy godziny, a na niej nic, tylko las, tylko las." Bardzo trafna definicja, całkowicie miał facet rację. Gdyby szedł w pełni wiosny, albo młodym latem, a akurat trwał sezon na komary, szedłby nie przez zwykły las, szedłby przez mazowiecką dżunglę kampinoską. Kampinoskie komary potrafią dać się we znaki.
Kończąc tę opowieść o zabytkowych drzewach, jakie zdobią okolice wsi Kampinos w Kampinosie, powinienem wymienić jeszcze Dąb Powstańców na Wystawie koło Bielin. Należy do najrzadziej odwiedzanych kampinoskich zabytków przyrody i historii. Jest to dąb szypułkowy w wieku około 300 lat. Ma 420 cm obwodu w pierśnicy, a jego pięknie wykształcona korona sięga wysokości 18 m. Wciąż żyje jego najdłuższy konar, na którym według tradycji carscy kozacy wieszali młodych powstańców w kwietniu 1863 r. Pochowano ich potem na cmentarzu przy kościele we wsi Kampinos.
Dąb Powstańców odwiedzany jest nieczęsto, choć dostępny wcale nietrudno. Z parkingu w Granicy wiedzie ku niemu szlak turystyczny, wyznakowany zielonym kolorem. Piękny szlak, dodajmy, wiodący przez puszczę sosnową, niezwykle urodziwymi starodrzewami. Zaledwie 3.5 km w jedną stronę. Jeśli potrzebujecie prawdziwej Puszczy Kampinoskiej, odwiedzajcie to drzewo, naszą puszczę sosnową zobaczycie na tej trasie. Wielu podobnych sobie wędrowców tam nie spotkacie. A w dzień powszedni i poza sezonem, może nawet nie być nikogo. I to będzie wartość dodana tego wycieczkowego celu. Niedaleko od drzewa otwiera się widok na otwarty teren Błot Famułkowskich. Latem wśród traw terkocą derkacze, w drugiej połowie września można słuchać z tego miejsca niosących się daleko głosów byków jeleni, które z głębi matecznika pod Krzywą Górą zbierają się na rykowisko pośród tych łąk.
W tym poście, w którym postanowiłem wspomnieć o zabytkowych drzewach, jako o interesujących celach wycieczkowych w zachodniej części Kampinoskiego Parku Narodowego, przyszła pora, aby wspomnieć o jeszcze jednym imponującym dębie, pomniku przyrody. Śledząc przeróżne internetowe posty i wzmianki oraz portale z Kampinoskim Parku Narodowym w roli głównej, a sporo tego można odnaleźć na ekranie swojego smartfona, nie znalazłem tego ogromnego dębu. Jest jednym z najwspanialszych dębów puszczańskich, na pewno jest najbardziej nieznany.
Na terenie Famułek Królewskich, wioski, której już nie ma, przeszło pół wieku temu, szmat czasu, w oszołomieniu ich urodą fotografowałem kryte strzechą drewniane chałupy. Famułki w tamtym czasie, dwadzieścia lat po skończonej światowej wojnie, były wioską nadzwyczajnie urodziwą. Ludzie w przeszłości budowali domy zapewne prymitywne, ale niewątpliwie gustowne. Dopiero, gdy wioska została już niemal w całości wykupiona, w otoczeniu tego rozdroża całkowicie, kiedy wszystkie budynki zostały rozebrane, w pobliżu miejsca, gdzie znajdowała się wiejska baza maszynowa, w której rolnicy mogli wypożyczyć traktor lub inny, ważny w gospodarce sprzęt rolniczy, zobaczyłem wyniosły dąb szypułkowy o pomnikowych rozmiarach. Bardzo piękne ponad trzystuletnie drzewo, wysokie i gonne.
Dokładnie w sześćdziesiątą rocznicę powołania parku narodowego w Puszczy Kampinoskiej odbyło się uroczyste posiedzenie jego Rady Naukowej poświęcone pamięci wieloletniego jej przewodniczącego, zoologa i ekologa, ważnej postaci dla polskiej ochrony przyrody, zmarłego w 2015 roku prof.Romana Andrzejewskiego. W rządzie Tadeusza Mazowieckiego był jakiś czas wiceministrem środowiska, w Kampinoskim Parku Narodowym przez kilka kadencji przewodniczącym parkowej Rady Naukowej. Niedługo po jego śmierci, gdy zastanawialiśmy się na posiedzeniach Rady, gdzie ustawić kamień ku czci profesora, zaproponowałem miejsce pod tym dębem. Ustawiony go stóp tego ogromnego dębu pośrodku nieistniejącej już wsi. Lubił to drzewo profesor, rosło nieopodal stanicy naukowej, którą Park założył w jedynym murowanym domu, jaki pozostał po wsi.
Opisałem w tym poście garść drzew zabytkowych, głównie z terenu zachodniej części Puszczy Kampinoskiej. O wielu nie wspomniałem, prawie wszystkie są anonimowe, niektóre naprawdę imponujące, na przykład te, które rosną przy rowerowym szlaku zielonym w obszarze ochrony ścisłej "Przyćmień". Albo te na terenie dawnej osady leśniczówki Izabelin Leśny w pobliżu węzła szlaków na Borowej Górze. Te dęby są poniżej na zdjęciu sprzed lat. Teraz tej otwartej przestrzeni koło dębów prawie zupełnie już nie ma, poczęła zarastać. Jak się poszuka, są tam fragmenty murowanej gajówki.

Wszystkie są godne uwagi, odwiedzin, kolekcjonowania wrażeń, zrobienia sobie z nimi selfie.Puszcza Kampinoska jest zadziwiająco obfita w zabytkowe drzewa. Znam nie najgorzej inne, ważne puszcze mazowieckie w okolicach Warszawy. Ani Puszcza Bolimowska, ani Puszcza Biała taką ilością okazałych, zabytkowych drzew nie dorównują Kampinoskiej. Czapki z głów. szanowni państwo! Te zabytkowe drzewa są żywą pamiątka po tej dawnej, historycznej puszczy,zanim w drugiej połowie osiemnastego wieku nie zabraliśmy się do masowego ogałacania z drzew dawnej, prawdziwej puszczy. Zaczynał się wtedy rozwijać przemysł, potrzebował drzew, jak najwięcej drewna na opał.
Pisałem o tym wielokrotnie: przyjemność z oglądania mijanego terenu jest odwrotnie proporcjonalna do szybkości, z jaką się poruszamy. Jeśli chce się poznać prawdziwie puszczańskie oblicze Puszczy Kampinoskiej, trzeba udać się na wędrówkę pieszą. Coraz mniej spieszonych wędrowców wyrusza na trudniej dostępne szlaki kampinoskie. Skądinąd zrozumiałe, szczególnie w odleglejszych od Warszawy częściach Kampinoskiego Parku Narodowego. Dąb Andrzejewskiego jest tego najlepszym przykładem. Jak się nie ma auta i roweru, wtedy do Dębu Kobendzy dotrzeć niełatwo, najbliżej jest z Nowin za Leoncinem, od metra przy dworcu Gdańskim ponad godzinę autobusem Polonusa, a potem ok.5 km w jedną stronę. Ja miałem gorzej, ale sobie nie szkoduję, to była prawdziwa, turystyczna przygoda. Wieś Kampinos miała wtedy schronisko PTTK, ale dojazd był bardzo nie za bardzo, autobusy PKS docierały tam z Żyrardowa, szosy ku Stolicy nie było, do Leszna wiodła kiepska żwirówka, za Lesznem szosa była brukowana. Warszawiacy na żyrardowski autobus przesiadali się na stacji PKP w Teresinie. Raz nie zdążyłem na popołudniowy kurs powrotny. Na szczęście dla mnie było PTTK-owskie schronisko we wsi Kampinos, miałem gdzie zanocować...
.................................................

.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
%20W%20rezerwacie%20tu%C5%BC%20za%20domem...%20%20Krzywa%20G%C3%B3ra.jpg)




.jpg)
