Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Granica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Granica. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 kwietnia 2026


W Kampinosie koło Kampinosu:


wielkie, pomnikowe drzewa nie lubią być anonimowe. 

Na zdjęciu, otwierającym ten post, jest najsławniejszy pomnik przyrody w Puszczy Kampinoskiej, ważny cel turystycznych wędrówek. Według legend odpoczywał pod nim król Władysław Jagiełło i przez lata całe zwano to potężne drzewo Jagiellonem. Jak powstał Kampinoski Park Narodowy, nazwano to drzewo nazwiskiem inicjatora powołania parku narodowego w podwarszawskiej puszczy, prof.Romana Kobendzę. Wielkie drzewa nie lubią być anonimowe. Powędrujmy ich szlakiem...   

W górach się wędruje na szczyty i przełęcze, nad górskie stawy i wodospady, do schronisk turystycznych lub na punkty widokowe. W terenach nizinnych tak łatwo nie ma.  Przez wiele lat docelowymi obiektami turystycznymi w Puszczy Kampinoskiej były głównie obiekty martyrologiczne. Był taki czas (a może i trwa jeszcze?), że jak się mówiło o historii, to przede wszystkim o wojnach, bitwach i powstaniach. Rajdy ku takim miejscom urządzano masowe, rajd do cmentarza Palmiry gromadził jednego dnia tysiące turystów. 

Przez całe lata przyroda w Puszczy Kampinoskiej służyła człowiekowi albo tylko płodami lasu, drewnem przede wszystkim, albo była dekoracją dla naszych turystycznych spacerów i wędrówek ku nielicznym miejscom, związanym z osobami lub wydarzeniami historycznymi.  w wędrówce ku miejscom związanym z  historią. Tak się w Polsce losy nasze ułożyły, że głównie śladami narodowej martyrologii  pośród tej przyrodniczej dekoracji. Pierwsze znakowane szlaki turystyczne były wytyczane w latach międzywojennych XX wieku. Nie ku dziełom i ewenementom przyrodniczym prowadziły,  lecz ku śladom ważnych wydarzeń historycznych. Szlak wschodni prowadził ku Mogile Powstańców 1863 roku koło Zaborowa Leśnego, szlak zachodni łączył związane z pobytem Jagiełły okolice Czerwińska nad Wisła z wczesnośredniowiecznym grodziskiem na Zamczysku. 

W 1959 roku powstał Kampinoski Park Narodowy (ze smutkiem dodam, że dzisiaj nie miałby na to szans) i ochronie przyrody powinien służyć, ale i umiejętnie godzić tę ochronę z popularyzacją wiedzy o przyrodzie i jej wartościach, ale i ze znajomością historii. I chociaż najważniejsza jest przyroda, dla wielu z nas otaczające szlaki turystyczne krajobrazy bywają  tylko dekoracją, otaczającą szlak. Ładną,  piękną lub tylko taką sobie. Rzut oka, czasem w marszu jeśli pieszo, albo z nad kierownicy roweru, jeśli rowerem. 

Na swoich spotkaniach z czytelnikami swoich książek i przewodników opowiadam często o takim autentycznym zdarzeniu z Przysłopu Miętusiego w polskich Tatrach. Miejsce to jest zupełnie wyjątkowe, łatwo osiągalne i najbardziej widowiskowe w pogodne, słoneczne dnie wczesnego lata. Wtedy, gdy nad górską polaną, tonącą w świeżej, bujnej zieleni, wznoszą się skaliste, zbudowane z jasnych wapieni, o kilometr wyższe szczyty Czerwonych Wierchów, a w wysoko zawieszonych polodowcowych kotłach ich północnej ściany miejscami zalegał jeszcze śnieg. W tamtym dniu sprzed lat, o którym  wspominam właśnie, napatrzeć się z zachwytem na panoramę okolicy nie mogłem. Od strony Gronika zbliżał się do mnie niemłody pan, a gdy już podszedł blisko, uchylił słomkowego kapelusza zamaszystym, eleganckim, przedwojennym gestem, i zapytał uprzejmie: przepraszam, że przeszkadzam, ale czy mógłby mi pan powiedzieć, gdzie tu jest ten piękny widok, o którym mi mówiono, żebym koniecznie zobaczył? 

Rozumiem faceta. Zaszedł po widok, a nikt mu tan nie zrobił jakiejś wieży widokowej albo przynajmniej pół metra wyższej od gruntu platformy z ogrodzeniem, o które mógłby się ramionami wygodnie oprzeć, aby widok podziwiać. W Kampinoskim Parku Narodowym  mamy taką jedną, postawiono ją nad turzycowiskami Olszowieckiego Błota w Granicy. Wejdzie się na taką wieżę i już nie ma się wątpliwości, że widać widok z tej wieży, a ładny bywa nadzwyczajnie. 


Ta wieża znajduje się w Granicy, a owa Granica to nasza podwarszawska Białowieża. Jeśli chce się w Kampinoskim Parku Narodowym zobaczyć coś, co zobaczyć trzeba przede wszystkim, to właśnie to, co tam się znajduje. Granica znajduje się o rzut kamieniem od Kampinosu. Miejscowość o nazwie Kampinos znajduje się na skraju Puszczy Kampinoskiej. Chociaż to ten Kampinos dał nazwę całej puszczy, to wieś Kampinos nie jest najważniejszą miejscowością dla Puszczy Kampinoskiej. My dzisiejsi bardzo lubimy wszelkie skróty, więc teraz wcale chętnie całą puszczę nazywamy Kampinosem. Dla wielu warszawiaków Kampinosem są Palmiry z okolicami lub Wólka Węglowa, albo Wiersze, czy też Truskaw. Dla turystów wieś Kampinos była ważna tylko w latach tzw. Polski Ludowej, ”za komuny” po prostu.  Niedługo po zakończonej II wojnie światowej, od lat pięćdziesiątych XX wieku wieś Kampinos była ważnym ośrodkiem turystycznym. 
 

W budynku dworu we wsi Kampinos istniało schronisko PTTK (z tamtych czasów jest ta fotografia), można było w nim zjeść obiad i  zanocować, organizowano kuligi i jazdy konne. To nie był zwykły, klasycystyczny dwór, w jego murach przywódcy powstańczy  organizowali Mazowszan do walk o niepodległość w 1863 roku. W czasie II wojny światowej w dworze działała placówka żandarmerii hitlerowskiej, mieszkańcy wsi musieli nosić specjalne opaski,  w parku dworskim rozstrzelano wielu Polaków. W III Rzeczpospolitej PTTK pozbyło się tego obiektu, gmina sprzedała dwór w prywatne ręce, a obecny właściciel nie jest chętny turystom. Pozostaje oglądanie zabytku przez ogrodzenie. 

Przez wieś Kampinos najczęściej się tylko przejeżdża. Rzadko wysiada się z samochodu koło kościoła w Kampinosie. Rzadko do Puszczy idzie się teraz z Kampinosu pieszo. Takie czasy nastały. Szkoda.  Kościoła też się nie zwiedza, najczęściej jest zresztą zamknięty, też szkoda, bo jest wewnątrz na co spojrzeć. Pozostaje tylko rzut oka, czasem nawet i na to nie ma się czasu, ani ochoty.  Kampinoski kościół jest tylko fragmentem dekoracji w drodze ku puszczy. 

Kościół w Kampinosie jest drewniany, zbudowany z drobnosłoistych sosen kampinoskich w latach 1773–82. Stanowi przykład wpływu, jaki na budownictwo drewniane wywierała architektura murowana: fasada powtarza formy barokowe i w pewnym stopniu klasycystyczne. Niełatwo daje się sfotografować, zawsze pod słońce, niezależnie od pory roku i dnia.  

Wieś Kampinos jest zadbana, dość posażna, chociaż ładna nie za bardzo i do oglądania jest niewiele, a jak już jest, to niedostępne. Dwa zabytkowe dęby naprzeciw kościoła oglądać jednak można zawsze, bez ograniczeń. Zatrzymałem się niedawno przed nimi, aby zrobić im te zdjęcia; kończyła się zima, trwało wtedy przedwiośnie, pora jeszcze bezlistna, świetny czas na zdejmowanie takich okazałych drzew, nagie dęby stały w pełnym słońcu, świetnie się prezentowały przed obiektywem. Po prawej rośnie bezszypułkowy dąb  „Fryderyk” (jego nazwa ma przypominać wielkiego kompozytora, Fryderyk Chopin urodził się w niedalekiej Żelazowej Woli), wysoki na 28,5 metra. Po lewej jest dąb szypułkowy,  ten z poniższego zdjęcia, nosi imię „Stefan”, ma nim przypominać Prymasa Tysiąclecia, kardynała  Wyszyńskiego. Jest tęższy od "Fryderyka", ma 475 cm obwodu w pierśnicy i szczególnie piękny pokrój korony. 


Oba wzrastały w otwartej przestrzeni, stąd i ta kulista korona u każdego. Nie przypadkowo tam rosną, sadzono je niewątpliwie po to, aby kościołowi towarzyszyły. Budowlę tego kościoła ukończono w roku 1782, wtedy – jak przypuszczam  – dęby te sadzono, sadzonki zapewne miały po lat kilka, oba olbrzymy mają więc po niespełna lat trzysta.  

Na północ od tych dębów koło kościoła w gminnej wsi Kampinos, są fragmenty krajobrazu, na widok których ręce same składają się do oklasków.  Jest tu praktycznie wszystko to, co w Puszczy Kampinoskiej jest dla niej bardzo najbardziej. Znakomitym wstępem do tego, co w przyrodniczym pejzażu okolic  Kampinosu jest dojście piesze ku puszczy. Nie tak doskonałe, jak podejście od pałacowego parku w Białowieży, wiodące wśród otwartego krajobrazu  ku rezerwatowi ścisłemu królowej puszcz polskich, Puszczy Białowieskiej. Ale i tutaj, pod Kampinosem, to piesze dojście do Puszczy Kampinoskiej jest niczym  gra wstępna do osobistego stosunku miłosnego. Powiem szczerze, gra wstępna przy pomocy roweru, lub – nie daj Boże – samochodu, jakoś mi nie bardzo pasuje. 

Niezłym celem wędrówki z Kaminosu jest obszar ochrony ścisłej, który nosi nazwę "Nart".  Narty to staropolskie określenie lasów. nartami zwano też budników, leśnych ludzi, zajmujących się wyrębem lasu. Wszystkiego nie wyrąbali zw szczętem, są w  otoczeniu Kampinosu relikty prawdziwej Puszczy, o jakiej dziś czyta się tylko w książkach historycznych.  Zwarte drzewostany są w Narcie ponad dwustuletnie. Malownicze, jak nie wiadomo co. 

Na rozwidleniu dwóch dróg w Narcie rośnie najstarszy na Mazowszu  grab pospolity. W swoim przewodniku po Puszczy Kampinoskiej pisałem o dwóch 300-letnich grabach, rosnących obok siebie. To już nieaktualne.  Powyżej pomieściłem zdjęcie obu sprzed lat, gdym je zdejmował pora była jesienna,  ładnie obok siebie wyglądały. Wciąż żyje ten, który na zdjęciu jest na przodzie. Truchło drugiego leży w sąsiedztwie. Czy grab w Narcie rzeczywiście ma lat 300? Pierwszym, który to napisał był Tomasz Chludzińskie, autor pierwszego sensownego, choć niewielkiego przewodnika po Puszczy Kampinoskiej, wydanego przez Sport i turystykę w roku 1964. Później zaczęli te trzysta lat podawać inni, ja się do nich dołączyłem. Wolałbym, aby jakiś dendrolog te trzysta lat  stwierdził ponad wszelką wątpliwość. 

Według danych Kampinoskiego Parku Narodowego w  jego granicach oraz w bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się 1105 drzew,  pomników przyrody (z tego na gruntach Parku 129 drzew pomnikowych) oraz 29 drzew kandydatów na pomniki przyrody. Samych tylko dębów zabytkowych  rośnie wewnątrz Parku 108.  Dąb dębowi nie równy, jego kształt zależy od warunków w jakich wzrastał, od siedliska, od gleby, lokalnego klimatu. Najstarsze dęby w Narcie mają lat ponad dwieście i zupełnie inny pokrój korony, niż dęby, rosnące naprzeciw kampinoskiego kościoła, które  mają rozłożyste korony. 

Dęby z Nartu  są barczyste, sękate, w ich kształcie widać walkę o miejsce do życia – pnie solidne, męskiej budowy, ale takie jakieś powyginane, widać po nich, że one trwały, rosły, ale zapamiętały zmieniające się obok nich leśne towarzystwo, każde wygięcie w jedną lub drugą stronę tego dębowego pnia dowodzi, że towarzyszący im las n wzrastał  i był wycinany. A one trwały, bo rąbiący te lasy budnicy szanowali dostojeństwo. tego dębu nie ruszali. Rósł na skraju lasu, dziesiątki lat  u jego stóp trwały pastwiska i kośne łąki lub uprawne pola. Więc rosnące w lesie na stoku wydmy dęby wyciągają konary poza las, ku otwartemu krajobrazowi, ku życiodajnemu dla nich światłu słonecznemu. 

Puszcza Kampinoska jest puszczą sosnową, ze wszystkich gatunków drzew najwięcej sosen w niej rośnie,  ale naprawdę imponujących nie ma, takich jak np. sosny bartne pośród kurpiowskiej Puszczy Myszynieckiej w rezerwacie „Czarnia”.  Najsłynniejsze z kampinoskich drzew tego gatunku - Sosna Powstańców 1863 roku w Górkach, rosła na skraju lasu w Górkach na północ od Nartu, i  wsi Kampinos.  W roku 1984 w wieku ok. 170 lat drzewo runęło; obecnie jego leżące szczątki są zabezpieczone przez pracowników KPN.  Miała 350 cm obwodu na wysokości piersi i 22 m wysokości. 


Szczątki Sosny Powstańców wciąż robią wrażenie. Ta ogromna, martwa sosna, oparta o towarzyszącą jej inną sosnę, to bardzo "ludzka" scena, ten  zatrzymany w kadrze upadek,  trudno ukryć wzruszenie, gdy patrzy się na tę scenę śmierci. A przecież ta cal e lata była przez śmierć naznaczona piętnem. Ta śmierć ciągnęła ludzi do tego drzewa, nie jego uroda. Carscy kozacy wieszali na  konarach  tej sosny niedobitków oddziału powstańczego, który stoczył walkę pod Zaborowem Leśnym. Legenda głosiła, że zwieszające się ku ziemi konary sosny wygięły się tak od ciężaru powstańczych ciał. Okolice Kampinosu są pełne takich opowieści. 

Dobrze jest, jak zabytkowe drzewo nie tylko swoją prezencją zwraca uwagę, ale jak jest związane z jakąś osobistością, najchętniej historyczną, albo z historycznym wydarzeniem. Wielkie, wyjątkowe drzewa, nie lubią być anonimowe.  Także w Puszczy Kampinoskiej. Gdy w roku 1984 naturalną śmiercią umarła mająca Sosna Powstańców 1863 roku w Górkach, rolę najważniejszej w okolicy przejęła Sosna Królowej Bony – taką nazwę zaproponowałem w swoim przewodniku  dla bezimiennej sosny pospolitej, ławo dostępnej i   rosnącej niedaleko od Zamczyska,   o 600 metrów na północ od grabu w Narcie, tuż przy Górczyńskiej Drodze.  

Sosna Królowej Bony jest ładnym drzewem, wyniosłym i imponującym. Ma ok.25 m wysokości, i 350 cm obwodu na wysokości piersi. W niedobrym miejscu stoi. Rośnie przy jezdnej, publicznej drodze, w środku lasu, nie  wyeksponowana, ani natura, ani służby ochronne KPN jej w tym nie pomogły. Łatwo ją przeuważyć, gdy idzie się pieszo, nie widzi się jej, gdy jedzie się autem lub rowerem, przebiegająca obok niej droga jest drogą publiczną, własnością gminną, a nie parku, zaś gmina chciałaby ją wyasfaltować, umożliwiając jazdę bardzo dużych pojazdów.  

Od sąsiednich sosen dwustuletnich wyróżnia się zdecydowanie, zapewne ma co najmniej lat 240, nie najgorzej wygląda,  trochę jeszcze  pożyje. To   potężne drzewo jest jednym z najtęższych  żyjących kampinoskich sosen pospolitych. Nazwa się przyjęła, a legendzie dodała nieco smaku. Od lat bowiem opowiadano, a wszyscy piszący o Puszczy Kampinoskiej o tym wspominali, że tam królowa Bona miała swój zamek, a zamek ten był dobrze przed innymi zakryty, bo sprytna Włoszka trzymała w nim swoje skarby. Gdy wyjechała potem do swojej Apulii, to tych skarbów z zamku pod Kampinosem nie wzięła. One były dobrze zakopane, żeby nikt ich nie znalazł. Po ostatniej wojnie światowej, tuż po roku 1945, ludzie wciąż tam chodzili i kopali nieustannie, żeby dostać się do tych ukrytych skarbów.

Zabytkowe drzewa w trenach nizinnych pełnią czasem funkcję obiektu docelowego, ku któremu się wędruje. W górach są to szczyty i przełęcze, górskie stawy i wodospady, schroniska turystyczne lub punkty widokowe. Przez wiele lat docelowymi obiektami turystycznymi w Puszczy Kampinoskiej były głównie obiekty martyrologiczne, rajdy urządzano masowe do cmentarza Palmiry, gromadził jednego dnia tysiące turystów.  Zabytkowe dęby odwiedzano przy okazji, w czasie dłuższych wycieczek określonym szlakiem, najczęściej był takim obiektem najokazalszy dąb naszej Puszczy   Dąb Kobendzy pod Krzywą Górą. 

Zanim jego patronem został inicjator powołania parku narodowego w naszej puszczy, ten dąb zwany był Jagiellonem.  Podobno Jagiełło pod tym dębem  odpoczywał w jego cieniu po polowaniach. Że nieprawda? To i co z tego, że rzeczywiście nieprawda. Dąb ten urodził się wiele lat po śmierci Jagiełły. Przez dziesiątki lat żyła ta opowieść w okolicznym ludzie. Dopiero nazwisko sławnego botanika, prof.Romana Kobendzy,  przesłoniło pamięć Jagiełły. 

Przygotowując swoje puszczańskie przewodniki zaproponowałem w  nich formę tzw.wycieczek z sercem. Z tych opisów fragmenty poniższych akapitów wyjmuję. Spośród licznych możliwości wycieczkowych w Kampinoskim Parku Narodowym i jego otulinie, przedstawiam takie, które wydają się być szczególniej zajmujące i najlepiej prezentują walory przyrodnicze, krajoznawcze i turystyczne tego obszaru.  Warto się bowiem starać, aby wędrowcy nie ograniczali się do spojrzenia na jakiś obiekt przyrodniczy, w tym przypadku na ten ogromny Dąb Kobendzy, ale zwrócili uwagę na otaczający go pejzaż przyrodniczy.  Przewodniki są papierowe, często dość tęgie, zwłaszcza rowerzysta takiego czegoś ze sobą nie wozi, niech więc weźmie z sobą ten post z tego blogu i otworzy sobie tam, gdzie powinien, może się przyda, może zachęci do czegoś tam....  

Nie tylko na wielkie, zabytkowe dęby warto patrzeć. Patrzeć i podziwiać, to zrozumiałe. Dobrze jest jest w czasie wędrówki ku nim spieszyć się zanadto. Nie trzeba, to przede wszystkim. Dobrze jest czasem spojrzeć na boki. Czasem także w dół, nie tylko prosto przed siebie. Obszar ochrony ścisłej "Krzywa Góra" to   dziki las, szczególnie na południu, tam, gdzie są mokradła, gęstwa krzewów, powalone pnie martwych drzew, bogactwo roślinne i ogromny matecznik zwierzęcy. W tych okolicach wypuszczone zostały na wolność pierwsze rysie. Okolica jest jedną z ulubionych ostoi kampinoskich wilków, które przywędrowały tu same wybierając dla siebie miejsce bytowania.  Przy wielkiej dozie szczęścia i zachowaniu bezwzględnej ciszy właśnie tutaj można spotkać największe z puszczańskich zwierząt: prócz rysi także łosie, jelenie i dziki. Świadomość, że obok nas żyją pośród lasu dzikie zwierzęta, nawet jeśli ich nie widzimy, znacznie podnosi emocjonalną wartość otaczającej nas przyrody. 

Kiedyś, w pełni kampinoskiego lata, szedłem o poranku w stronę Dębu Kobendzy. Na skłonie wydmy, pośród gęstej roślinności zobaczyłem spoczywającego rysia. Miał świetny widok na szlak turystyczny. Zobaczyłem go zupełnym przypadkiem, nie szukałem tego spotkania. go. Był o sto metrów ode mnie. Miałem przy sobie tylko zwykły aparat fotograficzny bez teleobiektywu. Zaryzykowałem.  Widzicie go? Przyjrzyjcie się dobrze. Jest rudy i na was patrzy. 

Zatrzymałem się na półtorej sekundy, akurat na tyle, że nacisnąć migawkę. Potem poszedłem w swoja drogę, jak gdyby nic się nie stało. Ryś moja obecność zlekceważył totalnie. Ale kak wracałem po godzinie, już go tam nie było. Zdjęcie nie jest dobre. Ryś nie nazbyt ostro sfotografowany. Ale jest. I to się liczy. 

W okolicy Dębu Kobendzy u stóp Krzywej Góry, na wschód od mogiłki nieznanego żołnierza z 1939 r. szlak wiedzie przez wydmowy grzbiet Kozich Gór, nazwę biorących od 'kóz', czyli saren. Jak w wielu innych miejscach na szlaku drogę przecinają ścieżynki wydeptane przez dziko żyjące zwierzęta. Najlepiej to widać zimą na śniegu, lecz bystry obserwator zobaczy je nawet w pełni lata. Najczęściej są to wielokrotnie używane szlaki dzików, ale tutaj są również  ścieżki wydeptane przez borsuki, leśne myszy i mrówki. 

 
W czerwcu, tuż przy szlaku rozkwitają zachwycające kwiaty królewskiej lilii złotogłów. Na Kozich Górach w sąsiedztwie drogi można też odnaleźć borsucze i lisie nory lub otwory wejściowe do podziemnych mieszkań tchórza, gronostaja i łasicy oraz leśnych myszy. Zwłaszcza o przedwieczerzu w porze jesiennej, samotny wędrowiec, gdy przysiądzie w ciszy na poboczu drogi, ze wszystkich stron usłyszy szelest wędrujących wśród opadłych liści zwierzątek, penetrujących las w poszukiwaniu żywności. Przemierzający kilometry turysta na ogół nie ma czasu na tego rodzaju przyrodnicze obserwacje, dobrze jest jednak, aby przynajmniej wiedział co traci, śpiesząc do odległego przystanku autobusowego lub do oczekującego na niego auta na parkingu.  

Godzinę marszu na wschód od Dębu Kobendzy znajduje się dość spora polana, O znajdującą się na niej gajówkę Demboskie i tereny sąsiednie toczono ciężkie boje w dniach 16-17 IX 1939 r. Gajówki już dawno nie ma. o ściany budynku opierał się kolejny najtęższy z trzech dębów, zwanych Jagiellonem, drugi z wciąż jeszcze żyjących. Ma 550 cm obwodu, jest tęższy od Dębu Kobendzy  lecz niższy, krępy i bardziej rozłożysty, bowiem wzrastał na polanie. malowniczy i mało znany kampinoski dąb. Ponoć ma ok 400-sta lat. Wnętrze spróchniałe, puste do wysokości kilku metrów.

Najbardziej interesująca trasa, którą można dojść pieszo do obu jagiellońskich dębów, do Jagiellona na Posadzie Demboskie i do Dębu Kobendzy, dawniej też Jagiellonem zwanym, to całodzienna wędrówka. Prowadzi przez całą puszczę i tam, gdzie jest ona najbardziej puszczańska. Od autobusu we wsi  Kampinos wędruje się przez Granicę, potem Kacapską Drogą po Demboskie Góry, stamtąd do Dębu Kobendzy i od Krzywej Góry do autobusu w Nowinach. Cały czas szlakami znakowanymi.  Moja żona spotkała kiedyś turystę na tej trasie,  miał pretensje. "Co to za szlak powiedział  idę już tą trasą trzy godziny, a na niej nic, tylko las, tylko las." Bardzo trafna definicja, całkowicie miał facet rację. Gdyby szedł w pełni wiosny, albo młodym latem, a akurat trwał sezon na komary, szedłby nie przez zwykły las, szedłby przez mazowiecką dżunglę kampinoską. Kampinoskie komary potrafią dać się we znaki.  


Kończąc tę opowieść  o zabytkowych drzewach, jakie zdobią okolice wsi Kampinos w Kampinosie, powinienem  wymienić jeszcze  Dąb Powstańców na Wystawie koło Bielin.  Należy do najrzadziej odwiedzanych kampinoskich zabytków przyrody i historii. Jest to dąb szypułkowy w wieku około 300 lat. Ma 420 cm obwodu w pierśnicy, a jego pięknie wykształcona korona sięga wysokości 18 m. Wciąż żyje jego najdłuższy konar, na którym według tradycji carscy kozacy wieszali młodych powstańców w kwietniu 1863 r. Pochowano ich potem na cmentarzu przy kościele we wsi Kampinos. 

Dąb Powstańców odwiedzany jest nieczęsto, choć dostępny wcale nietrudno. Z parkingu w Granicy wiedzie ku niemu szlak turystyczny,  wyznakowany zielonym kolorem. Piękny szlak, dodajmy, wiodący przez puszczę sosnową, niezwykle urodziwymi starodrzewami. Zaledwie 3.5 km w jedną stronę.  Jeśli potrzebujecie prawdziwej Puszczy Kampinoskiej, odwiedzajcie to drzewo, naszą puszczę sosnową zobaczycie na tej trasie. Wielu podobnych sobie wędrowców tam nie spotkacie. A w dzień powszedni i poza sezonem,  może nawet nie być nikogo. I to będzie wartość dodana tego wycieczkowego celu. Niedaleko od drzewa otwiera się widok na otwarty teren Błot Famułkowskich.  Latem wśród traw terkocą derkacze, w drugiej połowie września można słuchać z tego miejsca niosących się daleko głosów byków jeleni, które  z głębi matecznika pod Krzywą Górą zbierają się na rykowisko pośród tych łąk.

W tym poście, w którym postanowiłem wspomnieć o zabytkowych drzewach, jako o interesujących celach wycieczkowych w zachodniej części Kampinoskiego Parku Narodowego, przyszła pora, aby wspomnieć o jeszcze jednym imponującym dębie, pomniku przyrody. Śledząc przeróżne internetowe posty i wzmianki oraz portale z Kampinoskim Parku Narodowym w roli głównej, a sporo tego można odnaleźć na ekranie swojego smartfona, nie znalazłem tego ogromnego dębu. Jest jednym z najwspanialszych dębów puszczańskich, na pewno jest najbardziej nieznany. 

 Na terenie Famułek Królewskich, wioski, której już nie ma,  przeszło pół wieku temu, szmat czasu,  w oszołomieniu ich urodą fotografowałem kryte strzechą drewniane chałupy. Famułki w tamtym czasie, dwadzieścia lat po skończonej światowej wojnie, były wioską nadzwyczajnie urodziwą. Ludzie w przeszłości budowali domy zapewne prymitywne, ale niewątpliwie gustowne. Dopiero, gdy wioska została już niemal w całości wykupiona, w otoczeniu tego rozdroża całkowicie, kiedy wszystkie budynki zostały rozebrane, w pobliżu miejsca, gdzie znajdowała się wiejska baza maszynowa, w której rolnicy mogli wypożyczyć traktor lub inny, ważny w gospodarce sprzęt rolniczy, zobaczyłem wyniosły dąb szypułkowy o pomnikowych rozmiarach. Bardzo piękne ponad trzystuletnie drzewo, wysokie i gonne.  

Dokładnie w sześćdziesiątą rocznicę powołania parku narodowego w Puszczy Kampinoskiej odbyło się uroczyste posiedzenie jego Rady Naukowej poświęcone pamięci wieloletniego jej przewodniczącego, zoologa i ekologa, ważnej postaci dla polskiej ochrony przyrody, zmarłego w 2015 roku prof.Romana Andrzejewskiego. W rządzie Tadeusza Mazowieckiego był jakiś czas wiceministrem środowiska, w Kampinoskim Parku Narodowym przez kilka kadencji przewodniczącym parkowej Rady Naukowej. Niedługo po jego śmierci,  gdy zastanawialiśmy się na posiedzeniach Rady, gdzie ustawić kamień ku czci profesora, zaproponowałem miejsce pod tym dębem. Ustawiony go stóp tego ogromnego dębu pośrodku nieistniejącej już wsi. Lubił to drzewo profesor, rosło nieopodal stanicy naukowej, którą Park założył w jedynym murowanym domu, jaki pozostał po wsi. 

Opisałem w tym poście garść drzew zabytkowych, głównie z terenu zachodniej części Puszczy Kampinoskiej. O wielu nie wspomniałem, prawie wszystkie są anonimowe, niektóre naprawdę imponujące, na przykład te, które rosną przy rowerowym szlaku zielonym w obszarze ochrony ścisłej "Przyćmień". Albo  te na terenie dawnej osady leśniczówki Izabelin Leśny  w pobliżu węzła szlaków na Borowej Górze. Te dęby są poniżej na zdjęciu sprzed lat. Teraz tej otwartej przestrzeni koło dębów prawie zupełnie już nie ma, poczęła zarastać. Jak się poszuka, są tam fragmenty murowanej gajówki. 

 

 Wszystkie są godne uwagi, odwiedzin, kolekcjonowania  wrażeń, zrobienia sobie z nimi selfie.Puszcza Kampinoska  jest zadziwiająco obfita w zabytkowe drzewa. Znam nie najgorzej inne, ważne puszcze mazowieckie w okolicach Warszawy. Ani Puszcza Bolimowska, ani Puszcza Biała taką ilością okazałych, zabytkowych drzew nie dorównują Kampinoskiej. Czapki z głów. szanowni państwo! Te zabytkowe drzewa są żywą pamiątka po tej dawnej, historycznej puszczy,zanim w drugiej połowie osiemnastego wieku nie zabraliśmy się do masowego ogałacania z drzew dawnej, prawdziwej puszczy. Zaczynał się wtedy rozwijać przemysł, potrzebował drzew, jak najwięcej drewna na opał. 

Pisałem o tym wielokrotnie: przyjemność z oglądania mijanego terenu jest odwrotnie proporcjonalna do szybkości, z jaką się poruszamy. Jeśli chce się poznać prawdziwie puszczańskie oblicze Puszczy Kampinoskiej, trzeba udać się na wędrówkę pieszą. Coraz mniej spieszonych wędrowców wyrusza na trudniej dostępne szlaki kampinoskie. Skądinąd zrozumiałe, szczególnie w odleglejszych od Warszawy  częściach Kampinoskiego Parku Narodowego. Dąb Andrzejewskiego jest tego najlepszym przykładem.   Jak się nie ma auta i roweru, wtedy do Dębu Kobendzy dotrzeć niełatwo, najbliżej jest z Nowin za Leoncinem, od metra przy dworcu Gdańskim ponad godzinę autobusem Polonusa, a potem ok.5 km w jedną stronę. Ja miałem gorzej, ale sobie nie szkoduję, to była prawdziwa, turystyczna przygoda. Wieś Kampinos miała wtedy schronisko PTTK, ale dojazd był bardzo nie za bardzo, autobusy PKS docierały tam z Żyrardowa, szosy ku Stolicy nie było, do Leszna wiodła  kiepska żwirówka, za Lesznem szosa była brukowana. Warszawiacy na żyrardowski autobus przesiadali się na stacji PKP w Teresinie. Raz nie zdążyłem na popołudniowy kurs powrotny. Na szczęście dla mnie było PTTK-owskie schronisko we wsi Kampinos, miałem gdzie zanocować...  

................................................. 

 

   

wtorek, 7 stycznia 2020

O Mazowszu 
w kilku pytaniach i odpowiedziach

Kilka interesujących pytań na temat Mazowsza zadał mi Tomasz Leszkowicz z internetowego magazynu historycznego https://histmag.org. Być może moi czytelnicy nie trafili do tego blogu historycznego, tutaj więc, u siebie, w "Mazowszu z sercem" wszystko to podaję, kilkoma fotografiami tekst pytań i odpowiedzi ubarwiając. 


Wspomnienie wielkich chwil księstwa mazowieckiego: ruiny zamku w Czersku. Fot.L.Herz




- Mazowsze w średniowieczu posiadało swoją odrębność państwową, było "obok" Wielkopolski i Małopolski. Czy odrębność tę widać do dzisiaj?

Przez całe wieki Mazowsze było inne, niż reszta Polski. Decydował o tym przede wszystkim zamieszkujący je lud. Miał odrębną władzę, obyczajowość, ubiór, budownictwo. Ale krajobraz Mazowsza niewiele się różni od sąsiadujących z nim od zachodu Kujaw i Wielkopolski, Podlasia od wschodu.
Ta nizina to typowy rolniczy krajobraz kulturowy i oglądając te ziemie na satelitarnej mapie, łacno się o tym można przekonać, że taka sama gęsta siatka prywatnych własności polskich rolników znajduje się niemal wszędzie. Mazowsze było zawsze krainą rolniczą. Miast wielu tutaj nie było, mieszczaństwa prawie w ogóle. 


Całe wieki trwało to w stanie niemal niezmienionym i chyba odrębność polityczna książąt mazowieckich nie zaciążyła na tej ziemi, gdy władza książąt odeszła już w przeszłość. Jak i całej Europie, tak i tutaj wszystko tak naprawdę zaczęło się poważniej zmieniać dopiero pod koniec wieku XVIII. A gdy upadła Rzeczpospolita, Mazowsze znalazło się pod panowaniem rosyjskim i rosyjskość padła cieniem nie tylko na zewnętrznym obrazie Mazowsza, ale i na obyczajowości. Już niemal wiek temu odzyskała Polska niepodległość, a wciąż trwa to, co zaborcy po sobie pozostawili; różnice między Mazowszem, Wielkopolską i Małopolską są widoczne. Obyczajowość także jakby nieco inna. Poznaniak, Krakus i Warszawiak to trochę inne nacje.
Obie światowe wojny mocno nam krajobraz i obyczajowość przeorały, Polska Ludowa też sporo od siebie dołożyła,  unifikując krajobraz i ludzi. Drewniana  wieś odeszła w przeszłość w latach siedemdziesiątych poprzedniego wieku  i dzisiaj regionalna odrębność budownictwa wiejskiego widoczna jest już tylko w skansenach, a powszechny do niedawna eternit zastąpiły już dachówki i w nowo budowanych domach są takie same na całej polskiej ziemi. Komuna po miastach  pozostawiła nam w spadku  blokowiska, a po wsiach pegeerowskie bloki. Ale wciąż jeszcze czaruje niezwykłą atmosferą willegiatury zaludniona letniskowo (i to jeszcze przed 1939 rokiem) dolina Liwca koło Urli. Pól uprawnych jest jednak coraz mniej na Mazowszu, rolnictwo na lichych zwłaszcza glebach przestało się opłacać, pewnie dlatego z okien pociągu można zobaczyć coraz więcej nieużytków i wkraczające na nie forpoczty lasu oraz żerujące wśród nich stadka zgrabnych  saren i coraz liczniejsze dostojne żurawie. 


- Warszawa jest stolicą Mazowsza, ale gdyby miał Pan wskazać alternatywne "serce" tego regionu, to które miasto by Pan wskazał?

Płock, to oczywiste. Ze względu na swoje położenie, zabytki i historię,a  i to również, czym miasto jest nadal, żywym i prężnym ośrodkiem kulturalnym. Ma swój wyraz i dumę.  Jakże żałuję, że książęta mazowieccy nie wybrali na swoje centrum plemienne okolic ujścia Narwi do Wisły,  pięknie położone byłoby to miasto, dokładnie w samym środku regionu. Ale mazowieccy książęta  byli kłótliwi, za wielu ich było, każdy ciągnął w swoją stronę, jeden w stronę Płocka, inny ku Ciechanowu, jeszcze inny ku Czerskowi, albo Rawie. Tak to widocznie ci Piastowie mieli, nie tylko na Mazowszu, jak wiemy na Śląsku również. Mazowieccy Piastowie przynajmniej wytrwali przy Polsce, pomorscy i śląscy jakby nie zupełnie.
 
 



Co łączy te miasta?  Od góry - Płock, Pułtusk, Mława, Łowicz, Mińsk Mazowiecki. Fot.L.Herz 

  - Mazowsze to Płock i Ciechanów, Ostrołęka, Rawa  i Łowicz. Czy jest coś, co łączy te miasta i miasteczka? 

Niekoniecznie. Nie ma w nich niemal niczego, co można by określić jako specyficzną "mazowieckość". Niemal każde z nich ma coś innego, inną szatę architektoniczna, inną duszę. Płock do Ciechanowa całkiem niepodobny. Mława, Grójec i Pułtusk są par excellence mazowieckie, choć każde jest inne; wystarczy pobyć w nich choćby chwilę i już się tę inność wyczuwa. Rawę i Łowicz przydzielono dzisiaj do województwa łódzkiego, stricte mazowiecka Łomża znalazła się w województwie podlaskim, zasię mazowieckie województwo wzbogaciło się o podlaskie Siedlce i historycznie małopolski Radom; na naszych oczach został dokonany kolejny zabór Polski i już pozostawia trwały ślad w ludzkiej świadomości. Opolszczyzna umiała wywalczyć swoją odrębność, w środkowej Polsce wyszło nam z tym nie najlepiej. Łowicz od lat ciąży ku Łodzi, mieszkańcy otaczających go księżackich wiosek - takie odniosłem wrażenie po licznych rozmowach z miejscowymi - nie czują specjalnego związku z Warszawą, chociaż ich ludowa kultura, stroje przede wszystkim, są tak mazowieckie, jak i mazowiecka jest Warszawa. Rawa Mazowiecka jest mazowiecka w nazwie,  a autobusowych kursów (połączeń kolejowych nie ma) jest stamtąd więcej do Łodzi, niż do Warszawy.

- Czy pojawienie się kolei na Mazowszu w XIX wieku  zrewolucjonizowało ten region?

Bezwzględnie tak. Niemal wszędzie tam, gdzie pojawiły się tory kolejowe w ślad za nimi szła zabudowa, tak mieszkalna, jak i przemysłowa. Droga Żelazna Warszawsko-Wiedeńska dotarła do Grodziska w 1845 roku i zanim zadomowił się w nim przemysł, Grodzisk Mazowiecki był letniskiem i uzdrowiskiem. Mało kto o tym pamięta, prócz grodziszczan oczywiście. Gdyby nie ta kolej żelazna nie byłoby mazowieckiego przemysłu, na przykład lniarskiej potęgi Żyrardowa, swoimi produktami obsługującej całą Rosję, aż po Ocean Spokojny.
W roku 1877  w kierunku Lublina ruszyła z Warszawy linia kolejowa, zwana Drogą Żelazną Nadwiślańską. Rozniosła się wtedy w Warszawie sława wspaniałego  mikroklimatu sąsiadującej z koleją okolicy. Letniskowa sława podwarszawskich okolic  tam się zaczęła, w Aninie, Radości, Otwocku. Tamte  letniskowe osiedla pośród rosnących na piaszczystych wydmach sosnowych borach wciąż trwają, zmienione dzisiaj w podmiejskie podwarszawskie osiedla sypialniane, złożone głównie z jednorodzinnych domów i willi.
Na wschodnich przedpolach Stolicy, za rogatkami warszawskiej Pragi, zbudowana w roku 1862 Droga Żelazna Warszawsko-Petersburska zaraz po uruchomieniu uruchomiła boom budowlany. Do Zielonki i Wołomina zrazu przybywali letnicy, bo okolica była ładna, lecz wkrótce potem zaroiło się od robotników, bo w Wołominie powstała huta szkła. A że gleby wokół kolei nie najlepsze, z czasem do osiedli koło kolei ściągnęli rolnicy, zmieniając się niebawem w nieznaną przedtem klasę społeczną, zwaną chłoporobotnikami. Nie tyko tam i nie tylko dawniej.
Kolej jest nadal motorem zmian. Exodus ludności wiejskiej ku kolei trwa nadal. Jednym z klasycznych przykładów tego zjawiska jest Osieck na południowo-wschodnim Mazowszu. Miał w przeszłości prawa miejskie, od dziesięcioleci jest już wioską, ale charakter miasteczka wciąż zachowuje. Jest rynek obszerny i ulice wychodzą z jego rogów jak trzeba, ale mieszkańców  ubywa. W 1997 roku miejscowy proboszcz, ks.Eugeniusz Matyska załamywał nad tym ręce. "Dzieci jest coraz mniej. Obecnie więcej umiera, niż się rodzi. Parafia się gwałtownie starzeje. Pełno domów już wymarłych. Wykupują je warszawiacy na domki wypoczynkowe na lato. Często młodzi ledwie pobiorą się, a już budują sobie domy w Pilawie lub w Celestynowie w zależności, z której strony mieszkają". Ta ucieczka ku kolei trwa nadal. Osieck powoli umiera. W weekendy do Osiecka nie dociera żaden autobus, do stacji kolejowej w Pilawie jest 10 km. Najbliższe taksówki są w Garwolinie.




Zmienia się wieś mazowiecka. Na dachach słoma, eternit, dachówki. Zdjęcia z lat 1994-2016. Fot.L.Herz


- Wiele dziś mówi się o tym, że wbrew "blaskowi Warszawy" Mazowsze to region biedny i wymagający pomocy. Czy zgodzi się Pan z tą opinią?

Od czasów budowy kolei terespolskiej - pisała mi niedawno znajoma, mieszkająca w Mrozach przy tej linii - wszyscy zapragnęli mieszkać jak najbliżej kolei, ale koniecznie na południe od niej. Tak więc tak położone  Podciernie, niedawno uboga wioseczka, teraz pysznią się potężnymi domiszczami, natomiast na północ od Mrozów i Kałuszyna, w  tej samej mniej więcej odległości od kolei, 5-10 km, krajobrazy są uroczo wiejskie i sielskie, wioski z rzadko rozrzuconymi chałupami, stare krzyżyki na rozstajach, bocianie gniazda, płoty ze sztachet, stare sady, polne drogi... I ani jedno przydrożne drzewo nie okaleczone piłą. Pewnie się tam żyje biedniej, ale może godniej?
Jechałem niedawno tą trasą. Prowadzi przez powszechnie uchodzące za ubogie tereny wschodniego Mazowsza. Nowoczesny podmiejski pociąg był naszpikowany elektroniką, a za jego oknami  widniał krajobraz pełen nasyconej deszczem zieleni, zaś pośród niego imponowała jednorodzinna zabudowa. W żadnym razie nie był to widok ubogiego, wschodniego Mazowsza. Wioski zmieniły się już w osiedla, a domy w nich porządne nad wyraz, nakryte dobrą dachówką, otoczone zadbanymi ogrodami, ogrodzone świetnymi ogrodzeniami. Polska jawiła się nam jako kraj może nie bogaty, ale bardzo dostatni. Ta dostatniość rzucała się w oczy. Jakoś nie bardzo ten widok kojarzył się nam z powszechnym, narzekaniem. Niedawno ze zdumieniem przeczytałem, że ok.70 % Polaków uważa się za szczęśliwych. Na tym jakoby biednym Mazowszu również. Zadziwiające.
Przecież jednak są okolice, w których żyje się niełatwo, są jeszcze w części Mazowsza, domagają się pomocy i wciąż szukają swojego sposobu na życie, bo gleby są kiepskie, rolnictwo sensu wielkiego nie ma, przemysłu w okolicy żadnego nie ma, do miasta daleko i publiczna komunikacja jest beznadziejna.

- Wycieczkę w które miejsce zaproponowałby Pan typowemu "warszawskiemu słoikowi" z innego regionu na "dobry początek" przygody z Mazowszem?

Według przeprowadzonych ostatnio badań zdecydowana większość tzw."słoików" przybyła do Warszawy z mazowieckiej prowincji. Swoją przygodę z Mazowszem zaczęli więc już w dzieciństwie, jakże swojakom tę prowincję pokazywać? Że: swego nie znacie? Albo że: najciemniej jest pod latarnią? Od czegoś jednak zacząć trzeba. Może więc zacząć od tego, czego na pewno obok siebie nie mieli. 






Dwa mazowieckie hity: Żelazowa Wola i Kampinoski Park Narodowy. 

Na początek polecam wycieczkę do muzeum w domu urodzenia Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli i potem odwiedziny w sąsiadującym z nią  Kampinoskim Parkiem Narodowym; w Granicy koło Kampinosu jest wygodny leśny parking, interesujące puszczańskie muzeum w plenerze (w l.2019-20 częściowo w remoncie i przebudowie) i są trasy  przechadzkowe, a dużej urody żółto znakowany szlak dla pieszych po godzinie wędrówki wśród starych sosnowych borów doprowadza od Granicy do zabytku przyrody i historii, do wiekowego Dębu Powstańców Styczniowych.    

sobota, 26 listopada 2016



Kampinos

Puszcza  Kampinoska sąsiaduje z Warszawą, zaczyna się tuż za granicami miasta. Swoją nazwę wzięła  od wsi Kampinos. Wieś Kampinos jest oddalona od Warszawy o 40 kilometrów. Większość z warszawiaków nawet nie wie, że jest jakaś wieś o tej nazwie. Ludzie w Warszawie najchętniej Kampinosem nazywają całą puszczę, a przede wszystkim podwarszawską część Puszczy Kampinoskiej. Tę albowiem znają najlepiej. Tak naprawdę, to dla Warszawy cała puszcza była „od zawsze" - Kampinosem. W okresie powstania styczniowego w 1863 roku krążył po Warszawie wiersz: "Hej rodacy, kto u wroga / Nie chce szukać losu,/ Komu święta wolność droga,/ Śpiesz do Kampinosu". W czasie II wojny światowej w kampinoskich lasach działała Grupa "Kampinos" konspiracyjnej Armii Krajowej. 

W Warszawie mówi się: "jedziemy na wycieczkę do Kampinosu", chociaż się jedzie np. do bliskich miastu Palmir, od których do wsi Kampinos jest ponad 40 kilometrów. Tak samo się mówi "jedziemy w Tatry", a nie: "do Tatrzańskiego Parku Narodowego". Autor tych słów jest od pół wieku związany z tym terenem i wolałby czytać i słuchać równie krótkich lecz lepiej brzmiących sformułowań, np.: "jedziemy do Puszczy" lub "do Parku". Koniecznie z dużej litery, bo na ternie puszczy od lat kilkudziesięciu znajduje się Kampinoski Park Narodowy. Widocznie tak musi zostać. Te trzy nazwy - Kampinos, Puszcza Kampinoska, Kampinoski Park Narodowy - potocznie traktowane są wymiennie i w gruncie rzeczy oznaczają to samo. Czy to się podoba purystom, czy nie, tak właśnie jest.
Droga do cmentarza Palmiry. To jej okolice najczęściej zwane są "Kampinosem". Fot.L.Herz


Wielu warszawiaków ogranicza się w swojej przyjaźni do fragmentów znajdujących się w najbliższym sąsiedztwie Warszawy. To już Kampinoski Park Narodowy, ale jeszcze nie Puszcza Kampinoska. To młode lasy, w większości monokulturowe bory sosnowe. Przez wiele dziesiątków lat, praktycznie przez cały wiek dziewiętnasty i jeszcze trochę dwudziestego, był to teren całkowicie niemal pozbawiony lasu, mapy z połowy XIX wieku ukazują to wyraźnie. Prawdziwie stare bory i trudno dostępne lasy bagienne zaczynają się dalej. Są i w okolicy wsi Kampinos i to od niej bardzo blisko, koło Granicy, Józefowa, Nartów. 
 
Starodrzewy sosnowe okolic wsi Kampinos.

Nazwa Puszczy Kampinoskiej wiązała się ze wsią Kampinos, ośrodkiem dóbr, do których należała okoliczna puszcza.Dzisiejszy Kampinos jest wcale sporą wsią gminną, ale nie wygląda na „stolicę” pobliskiej Puszczy Kampinoskiej. Skąd się wzięła nazwa - Kampinos? Na pewno wpierw tyczyła wsi, dopiero potem od niej poszła nazwa przynależnego do majątku puszczy. Pierwsza wzmianka o osadzie tutaj się znajdującej, pochodzi z roku 1377, ale w dokumentach zapisano nazwę Białe Miasto. Dopiero w roku 1489 po raz pierwszy użyto nazwy Kampinosu, lecz po łacinie i w formie - Capinoss. Jeszcze w 1557 roku Capinos wymieniany był jako miasto, lecz w 1579 roku był już tylko wsią. Pozostał nią do dzisiaj. Po raz pierwszy nazwę miejscowości złączono z puszczą w lustracji królewszczyzn w roku 1566: ... „jest tam w ziemi sochaczewskiei u Kapinossa puscza wielka”, sto lat później podobna lustracja z roku 1661, podała już pełne brzmienie nazwy: ... „Puszcza Kapinoska jest niemała”.

W roku 1712, w przywileju królewskim ,,na robienie Potaszów” udzielonym Podkanclerzemu Koronnemu Szembekowi po raz pierwszy użyto formy używanej obecnie, tj. „Puszcza Kampinoska”. Niewykluczone, iż pierwotna nazwa osady od której poszła nazwa puszczy, tj. Kapinos, wiązała się z sączącym się z kapiącym źródłem na krawędzi tarasu erozyjnego, przy którym postawiono dwór w osadzie. Do dzisiaj "kapinosem" lub "łzawnikiem" nazywany jest na wsi, także we wsi Kampinos i jej okolicach, rowek do skapywania wody w drewnianych budynkach bez rynien i termin ten wciąż odnotowują wszystkie współczesne słowniki języka polskiego.

Puszczę Kampinoską ominął przywilej bycia puszczą królewską, jak np. służące królewskim rozrywkom i utrzymaniu dworu Puszcza Białowieska lub Kozienicka i  Niepołomicka. Puszcza Kampinoska została królewszczyzną, a dochody z królewszczyzn przeznaczano na rzecz skarbu państwa. Że skarb ten wciąż potrzebował pieniędzy, królewszczyzny były najczęściej puszczane pod zastaw, w zamian za pożyczki. Jako zastawu  królewszczyzny kampinoskiej używano wielokrotnie. Posesorami kolejno byli: Katarzyna Jasieńska z synem Pawłem – wdowa po kasztelanie sandomierskim (1497), a po niej sam Paweł Jasieński, dworzanin Jana Olbrachta, później jeszcze wojewoda rawski Prandota z Tarczyna, kasztelan wiślicki i starosta sochaczewski Piotr Szafraniec z Pieskowej Skały, wojewoda płocki Ninogrzew z Kryska, kasztelan sochaczewski Andrzej z Radziejowic oraz Piotr, Bartłomiej, Paweł i Stanisław z Kryska (1511). W tym też roku po raz pierwszy miejscowość została określona jako główny ośrodek dóbr. Od 1512 roku przez dłuższy czas dobra pozostawały w rękach Radziejowskich. Cały ten kontredans królewskich wierzycieli poczynił wielkie szkody w drzewostanach i zwierzostanie puszczańskim, gdyż każdy z nich, co zrozumiałe, starał się wyciągnąć z posiadłości maksymalny zysk.

W wieku XVII posesorką dzierżawy kampinoskiej była m.in. królowa Maria Ludwika (1649). Dzięki lustracjom wiemy co takiego znajdowało się w Kampinosie. Na przykład z lustracji w roku 1661 roku dowiadujemy się, że był tu drewniany kościół, 18 dymów pańszczyźnianych, 1 dym wójtostwa, folwark, młyn i karczma. W 1765 roku wymieniano już dworek z gankiem, mający trzy ściany obmurowane do połowy, była karczma z izbą, komorą i stajnią oraz browar o dwóch izbach i gorzelnia. Czternastu gospodarzy w ramach pańszczyzny było zobowiązanych m.in. poprawiać drogi, groble i mosty oraz „lipy przy drogach sadzone publicznych poprawiać i zasadzać”. Prócz starej, wymagającej remontu karczmy była też wtedy austeria kilkupokojowa, w której podawano „tronki”.

W XVIII wieku dzierżawa kampinoska była w rękach ludzi wybitnych, m.in. późniejszego kanclerza wielkiego koronnego Jana Szembeka (1703), podkomorzego Wielkiego Księstwa Litewskiego Jerzego Mniszcha z małżonką Bithildą z Szembeków (1735), generała artylerii i pierwszego ministra króla Augusta III Henryka hr. Brühla (1764), hetmana wielkiego koronnego Franciszka Ksawerego Branickiego (1766), który „wedle wiarygodnych podań” polował tu na niedźwiedzie.

Ostatnim dzierżawcą, aż do upadku Rzeczpospolitej w 1795 roku, był starosta czerwiński i szambelan królewski Ludwik Gutakowski. Wspominano go mile. Przy końcu XVIII w. jego kosztem, „ze znacznem dołożeniem się teraźniejszego Plebana X. Żegoskiego”, postawiono na miejscu starego i zrujnowanego nowy kościół i to ten kościół wciąż tutaj można oglądać. Później ekonomię Kampinos oddzielono od lasów, na których terenie w czasie krótko trwającego zaboru pruskiego utworzono Królewski Urząd Leśny, a w zaborze rosyjskim – Leśnictwo Koronne z siedzibą w Grabinie.
Kościół kampinoski, ilustracja z internetowego blogu miejscowej parafii
Drewniany kościół parafialny jest najważniejszym zabytkiem wioski Kampinos. Parafia kampinoska jest znacznie starsza od kościoła i istniała już wtedy, gdy Kampinos był jeszcze Białym Miastem. Charakterystyczne jest jednak, iż – jak to odkryła i opisała Maria Kann – parafia od początku zwana była „kapinoską”, a nie „białomiejską”. Podobnie starostwo niegrodowe w Białym Mieście zwano „kapinoskim”. Kościół, jaki oglądamy obecnie, zbudowano z sosen kampinoskich w latach 1773–82. Jego fasada jest  przykładem wpływu, jaki na budownictwo drewniane wywierała architektura murowana: powtarza formy barokowe i w pewnym stopniu klasycystyczne. Bryła kościoła oglądana z zewnątrz nie jest efektowna i tylko fasada nadaje jej rys indywidualny. Wnętrze jest skromne, a wrażenie czyni. Jest sympatyczne, jasne i rozświetlone. Rozdzielone jest kolumnami na trzy części, przedłużeniem nawy głównej jest prezbiterium, naw bocznych zakrystia po lewej i skarbczyk po prawej. Wyposażenie neobarokowe z lat 1866-69.
Ołtarz główny. Fot.Ula Kaczyńska

Interesująco zakomponowany jest ołtarz główny. To elegancki klasycyzm z małym ukłonem w stronę baroku. Jak i reszta wyposażenia kampinoskiej świątynki, powstał w wieku XIX.  W polu głównym ołtarza jest obraz Chrystusa na Krzyżu. Czytałem, że jego autorstwo jest przypisywane Franciszkowi Smuglewiczowi, wziętemu malarzowi dziewiętnastowiecznemu, specjalizującemu się w obrazach religijnych. Sporo ich po sobie zostawił w mazowieckich kościołach, nie tylko tam zresztą. Wokół kilka rzeźb.
W zwieńczeniu ołtarza Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny; pod takim wezwaniem jest kampinoska parafia.Po bokach rzeźby świętych Piotra i Pawła nad bramkami, wiodącymi do obejścia ołtarza. A do tego jeszcze rzeźby aniołów i pelikan nad tabernakulum.  Jak z wycieczką byłem w kościele ostatnim razem dopytywali się mnie wycieczkowicze dlaczego tutaj jest pelikan i to w tak ważnym miejscu na ołtarzu. Że symboliczne znaczenie pelikana na ogół jest nieznane, opowiedzmy sobie zatem o nim.

Pelikan był zawsze w ikonografii chrześcijańskiej symbolem miłosierdzia, >caritas<. Wedle legendy, znanej już z  II wieku, . pelikany wyróżniają się wielką miłością do swych piskląt. Gdy jednak młode dorastają i zdarzy się, iż uderzą skrzydłem rodziców, wtedy rodzice mogą uderzenie odwzajemnić, a przy tym uderzeniem swoich dużych skrzydeł zabić maleństwa. "Rodzice żałują tego, co uczynili, i na trzeci dzień matka (według innych przekazów - ojciec) otwiera swój bok, a krew spływa na martwe ich ciała i przywraca im życie. Podobnie Bóg odrzucił ludzi po ich upadku i wydał ich śmierci. Potem jednak ulitował się nad nimi jak matka, umarł za nich na krzyżu i swoją krwią obudził ich do życia wiecznego. (...) W średniowiecznych utworach poetyckich podaje się jeszcze inną wersję tej legendy. Nie mówi się już o śmierci młodych pelikanów, opowiada się natomiast, że stare pelikany tak długo karmią swe pisklęta własną krwią, aż wycieńczone same umierają - symbol Chrystusa, który ofiarował za nas swe życie" [Dorothea Forstner OSB: "Świat symboliki chrześcijańskiej". 1990].

Patronem kościoła jest św. Izydor Oracz. Przedstawiający go obraz znajduje się w prawym ołtarzu bocznym, malował go Rafał Hniedziewicz ok. roku 1867. Święty ten, pochodzący z Hiszpanii,prawie całe życie pracował jako robotnik rolny, w pracy miał wizje i mówiono, iż pomagali mu w niej aniołowie. Zastanawiające, że w miejscowości, której nazwa daje miano pobliskiej puszczy, patronem świątyni zostaje patron rolników. Jak widać w pojęciu naszych przodków, w każdym razie na pewno tych, którzy są z Kampinosem związani, nie puszcza była ważna, a uprawa roli. Co zrozumiałe, położone na Równinie Łowicko- Błońskiej gleby okolicy Kampinosu są jakby stworzone dla rolnictwa. Puszcza była skazana na wyrąbanie. Człowiek wdzierał się w głąb puszczy, osuszał bagna, zajmował wyniesienia pośród mokradeł, sadził na nich ziemniaki i owies, próbował gospodarować. Gdyby nie bezużyteczne dla rolników wydmy, w ogóle nie byłoby lasu w okolicy kampinoskiej.

W lewym ołtarzu jest pochodzący z 2 poł. XVIII wieku obraz Matki Boskiej, Pani i Królowej Ziemi Kampinoskiej. Jest miejscową relikwią. Parafianie są bardzo doń przywiązani. Jest im potrzebny. Zaświadczają o tym liczne wota, umieszczone poniżej. Jako zasłony używany jest obraz św.Zofii z jej trzema córkami: Wiarą, Nadzieją i Miłością. I o tej świętej jest legenda, bardzo piękna zresztą.

Na tyłach kościoła jest cmentarz, a na nim powstańcze mogiły z 1863 r. (w części południowo-wschodniej), groby żołnierzy polskich z 1939 r. (przy alei głównej) oraz 343 osób cywilnych poległych w czasie tych walk. Jest też grób inż. Stanisława Richtera (1891–1978), nadleśniczego kampinoskiego, zaangażowanego w ochronę przyrody leśnika, który pracę w Puszczy Kampinoskiej podjął w 1927 roku. We wrześniu 1939 roku, dzięki jego staraniom zebrano w jedno miejsce poległych w walkach pod Górkami i Demboskiem polskich żołnierzy i założono cmentarz wojenny w Granicy. Inż. Richter działał potem aktywnie w konspiracyjnej Armii Krajowej. Chociaż trudno w to uwierzyć,  właśnie jemu udało się w roku 1940 nakłonić władze hitlerowskie do ochrony wyjątkowo dorodnego drzewostanu. W ten sposób powstał rezerwat "Nart", ogromna dzisiaj przyrodnicza atrakcja Kampinoskiego Parku Narodowego! Naprzeciw kościoła, po drugiej stronie ulicy, rosną dwa zabytkowe dęby. Są pięknymi drzewami. Jeden nosi imię prymasa Wyszyńskiego, drugi kompozytora, który urodził się w pobliskiej Żelazowej Woli. Bezszypułkowy „Fryderyk” jest wyższy (28,5 m), za to szypułkowy „Stefan” tęższy, ma 475 cm obwodu w pierśnicy i szczególnie piękny pokrój korony. 
Turyści przed dębem "Stefan" w Kampinosie.

Zadbana jest wieś Kampinos Ledwo się wyjdzie z autobusu, już widać tablice informujące o znajdującym się w sąsiedztwie wsi Kampinoskim Parku Narodowym, o przyrodzie gminy kampinoskiej, wszystko bogato ilustrowane. Na tablicach informacyjnych obok kościoła  jest omówiona świątynia i wydarzenia historyczne z okolic wsi. Początek Kampinosu jako osady miał miejsce gdzieś około kościoła, może tam, gdzie wznosi się dzisiaj dwór, tam zapewne było źródło pitnej wody, zwane kapinosem, ono zapewne było powodem, dla którego koło niego postawiono budynki, które dały początek osadzie i jej nazwie, a potem i całej puszczy. Dzisiaj wznosi się tam dwór klasycystyczny, jak i pozostałości parku wokół niego, datowany jest na początek wieku XIX wieku
Kampinoski dwór. Oglądać go można tylko zza płotu.

W czasie powstania styczniowego 1863 roku mieściła się w dworze siedziba sztabu Zygmunta Padlewskiego i Mieczysława Romanowskiego, którzy przybyli z Warszawy, aby organizować powstańcze oddziały. Na ścianie jest tablica, wmurowana przez Oddział PTTK w Sochaczewie w 70. rocznicę powstania „pamięci tych, co w boju za Polskę ginęli, pamięci tych, co wśród cierpień i niedoli sztandarom wierni pozostali”. W czasie II wojny światowej w dworze działała placówka graniczna żandarmerii hitlerowskiej; wzdłuż kanału Łasica przebiegała wówczas granica pomiędzy Generalnym Gubernatorstwem, a terenami włączonymi do Rzeszy Niemieckiej. Mieszkańcy wsi musieli nosić specjalne opaski. W parku dworskim rozstrzelano wielu Polaków.

Od lat pięćdziesiątych XX w. wieś była ważnym ośrodkiem turystycznym: w dworze istniało schronisko PTTK, organizowano kuligi i jazdy konne, później można było zanocować również w hoteliku i sezonowym schronisku szkolnym. W III Rzeczpospolitej PTTK pozbyło się swego obiektu, gmina sprzedała dwór w prywatne ręce, a obecny właściciel nie jest chętny turystom.

W roku chyba 1961 po raz pierwszy wędrowałem obok długą trasą z Czerwińska (z przeprawą przez Wisłę łodzią, był wtedy przewoźnik w Czerwińsku, takie to czasy były) do Kampinosu. Z całej trasy pamiętam tylko mgłę wieczorną, a to była jesień i mgła była taka październikowa. Pierwszy raz miałem kontakt z taką mgłą na nizinach. Przez te mgłę zobaczyłem posuwające się do przodu końskie uszy i za tymi uszami jechał na mgle tułów faceta bez nóg, z batem w ręku. To, co poniżej, tonęło w mgle. Do Kampinosu doszedłem późno, trzeba było zanocować w schronisku, autobusu już nie było. Wtedy nie było szosy do Leszna i do Żelazowej Woli, autobusy jeździły kocimi łbami do Szymanowa, tam się trzeba było przesiadać na pociąg do Warszawy. Dla jej mieszkańców wyjazd do Kampinosu był w tamtych czasach ogromną wyprawą. Potem wiele razy odwiedzałem gospodarujących tam państwa Pudłowskich. Ją nazywało się „mamą”. Lubiła to. 

Okolice Kampinosu 

W okolicach wsi Kampinos jest wiele miejsc, przyciągających uwagę turystów. W jednej wycieczce nie da się tego wszystkiego obejrzeć. Ale chociaż schroniska już nie ma w dworze, na szczęście są pośrodku wioski wygodne kwatery agroturystyczne. Miejskim autobusem z centrum Warszawy też dojechać można, ale z dwoma przesiadkami, a więc jedzie się długo, coś około dwóch godzin, prawie tyle co pendolinem do Krakowa. Wieś Kampinos wciąż jest daleko, chociaż to tylko 40 km z centrum Stolicy, ale bez własnego samochodu wyprawa tutaj zdaje się być niemal egzotyczną.

Żyzne pola na skarpie i podmokle łąki w sąsiedztwie. Pejzaż listopadowy (0,5 km od Kampinosu). 
Malownicze torfianki koło pozostałości wsi Narty (3 km od Kampinosu).

Takie obejścia stały niegdyś w Kampinosie. To jest w skansenie koło Granicy (3,5 km od Kampinosu).
Pomost widokowy wśród bagien  na Olszowieckich Błotach (3,5 km od Kampinosu).
Dąb Powstańców 1863 r. pod Bielinami (10 km od wsi Kampinos).
Cmentarz wojenny z 1939 r. (4,5 km od Kampinosu).
Trzystuletnie graby w Nartach (6 km od Kampinosu).
Chata Kampinoska w Granicy, siedziba regionalnego towarzystwa z Kampinosu (4 km od wsi).