środa, 11 marca 2026

W Karolinie, w siedzibie Zespołu 'Mazowsze" 

 W pobliżu Warszawy, w sąsiedztwie Podkowy Leśnej,  kilkaset metrów od przystanku WKD w Otrębusach,  znajduje się Karolin z siedzibą  Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Miejsce jest piękne, dojazd świetny. Niedawno powstało tam Centrum Folkloru Polskiego. Tak naprawdę to  bardzo wzruszające, osobiste i fascynujące muzeum  Zespołu „Mazowsze”, nazwane nieco zbyt szumie Centrum Folkloru Polskiego. Chociaż...w gruncie rzeczy, gdyby nie ten Zespół, założony przez Sygietyńskich,  czy polski folklor przekraczałby tak efektownie nasze granice? Byłby poza Polską tak znany? 

Od Otrębusów nie widać pałacu w Karolinie, przysłoniętego rozrośniętym lasem. Imponujące, stare drzewa karolińskiego parku, łączą się koronami z sąsiadującym lasem, a istniejący płot nie jest przeszkodą dla licznych w okolicy ptaków i wiewiórek. Pośród tego lasu, wciąż zwanego Młochowskim (bo do majątku w Młochowie należał), biegną malownicze aleje akacjowe, lipowe, grabowe, pozostałości alei dworskich, dworów było tam albowiem niemało. Niektóre z tych alei uznane zostały za zabytki przyrody, opatrzono je stosownymi tabliczkami. Od leśniczówki „Na Dębaku" w kierunku Podkowy Leśnej wybiega najładniejsza, dominują w niej potężne lipy drobnolistne. 

W kilkanaście osób z mojej turystycznej ferajny, z którą  od lat przemierzam podwarszawskie okolice, zawędrowałem ostatnio do Karolina. Kończyła się tegoroczna, śnieżna zima,  wyjątkowo szara i bezbarwna. Więc po tytułowe zdjęcie w tym poście musiałem sięgnąć do swojego archiwum; zdjęcie jest z młodego, czerwcowego lata. To, co czekało na mnie we wnętrzu pałacu kipi od barw przez cały rok, niezależnie od pory roku za okami. Nas było piętnaścioro, a że to powyżej osób dziesięciu, po opłaceniu ulgowych biletów wstępu, po ekspozycji byliśmy oprowadzani. 

Przewodniczkę mieliśmy doskonałą. Opowiadała nam o państwu Sygietyńskich, założycielach Zespołu, o strojach regionalnych,  także o regionach i przede wszystkim o tych, którzy te stroje noszą, w nich śpiewają i tańczą. Opowiadała, pokazywała, odpowiadała na pytania. Na przykład także czy artystów z „Mazowsza”  nie nuży  powtarzalność w ich pracy. Przez cały swój pobyt w zespole tylko te oberki i kujawiaki, te mazury i krakowiaki, w tych samych kostiumach. 

– Nic z tego, proszę państwa – odpowiadała nam pani Dorota . Oni  kochają swój zawód. Marzyli o nim. Do Zespołu przyjmowani są młodzi ludzie, selekcja jest wymagająca, ostra. Muszą być urodni, tancerze muszą umieć śpiewać, a chórzyści umieć tańczyć. Większość jest po szkole baletowej, tańczą od 12-go roku życia. Zanim będą musieli z zespołu odejść, co następuje około czterdziestki, muszą cały czas dbać o swoją kondycję i urodę. A po zakończeniu swojej artystycznej pracy zostaną z niczym. Powinni więc zadbać o swoje dalsze życie. Większość występujących studiuje zaocznie, aby zapewnić sobie godne bytowanie po odejściu z zespołu. Co tu gadać  – niełatwe jest życie artystów. 

Przez wiele następnych godzin nie mogliśmy  oderwać od wspomnień tych odwiedzin. Nie tylko ja. Już po po powrocie do Warszawy, dostałem listy od kilkorga z towarzyszących mi osób, które zechciały podzielić się ze mną swoimi refleksjami po karolińskich odwiedzinach. Skorzystałem z nich w tekście tego postu.  

Mówiła nasza pani Przewodniczka    –  "Wyjeżdżaliśmy", "kosztowało to nas wiele". "to była dla nas". MY, ta pierwsza osoba liczby mnogiej, w którą wpasowana była też smukła sylwetka oprowadzającej, mówiła o najważniejszej sprawie   –   tu można  znaleźć swoje miejsce na ziemi. Bilet wstępu - dryg do tańca, pociąg do instrumentu tego co w nas i tego co go można zmajstrować. I kierujący Zespołem nie zapominali, że ci artyści to też ludzie i jak o dzieci trzeba o nich zadbać, żeby tworzyli zespół. Moja znajoma opowiadała o swojej sąsiadce, która jako dziesięcioletnia była wzięta do "Mazowsza" jeszcze w latach czterdziestych, tam zrobiła maturę, jakieś studia (chyba wydział pedagogiczny w Akademii Muzycznej). Z Długosiodła czy z okolic wynaleźli ją Sygietyńscy, z biednej powojennej rodziny. Inna moja znajoma, od kilkunastu lat stała mieszkanka Domu Aktora w Skolimowie, słuchała ciekawych opowieści Mazowszanki (nie mylić z wodą mineralną), która pierwszy krok robiąc ze swojej maleńkiej wsi. cały świat zwiedziła. 

A swoją drogą tak sobie myślę, jaka to odwaga dać dziesięcioletnią dziewczynkę obcym ludziom w opiekę. Na ile złe warunki rodzinne, bytowe, a na ile pokładana ufność w budujących zespół, pozwalała na to rodzicom. O czasach tuż powojennych coś to nam opowiada,,,



„Mazowsze” znalazło się w Karolinie przypadkiem. Tak bywa z przypadkami, że częstą są szczęśliwe. Przedwojenna gwiazda warszawskich kabaretów, Mira Zimińska-Sygietyńska, w czasie okupacji została poproszona przez przedstawicieli Związku Literatów o pomoc w zorganizowaniu wypoczynku za miastem dla pisarzy warszawskich. Przypomniała sobie wtedy Karolin, w którym przed wojną wypoczywała jako zamożna pani, wynajmowała sobie pokój, bo to było sanatorium, jedno z droższych. Powiedziała więc pani Mira: pojadę do Karolina, zobaczę, co się tam dzieje. Państwo doktorostwo Knoffowie, którzy prowadzili tu sanatorium dla zamożnych artystów bardzo się ucieszyli. Mieli właśnie puste pokoje i powiedzieli, że bardzo chętnie przyjmą literatów. W Karolinie artystka została zaaresztowana przez gestapo i osadzona w Pawiaku.   

Skończyła się wojna. Tadeusz Sygietyński przystąpił do realizacji marzenia. W listopadzie 1948 roku powstało „Mazowsze". Szukając siedziby, przypomniała sobie Zimińska budynek pensjonatu w Karolinie. Przeznaczono go na szpital. „To dopiero za miesiąc" — powiedziała i na ten miesiąc otrzymała zgodę. W Boże Narodzenie przyjechała młodzież formującego się „Mazowsza". W styczniu pojawili się przedstawiciele władz, aby budynek przejąć na szpital. Wtedy Zimińska nakazała podopiecznym biegać po schodach, „żeby wiedzieli, że was dużo". Tamci popatrzyli, dali spokój. Karolin pozostał przy Sygietyńskich i zespole. Dwa lata później odbył się pierwszy występ Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze". Na wiele lat został najlepszą polską wizytówką. 

(fotografia z materiałów informacyjnych Zespołu 'Mazowsze')

Niedługo będzie kolejny wyjazd zagraniczny, występ jest wpisany w obchody rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych, przyodziana w ludowe, polskie stroje młodzież z „Mazowsza” będzie  prezentować polską muzykę widzom w Waszyngtonie i Chicago. Jaka polska piosenka cieszy się największą popularnością na tych zagranicznych występach – zapytaliśmy naszą przewodniczkę. „Kukułeczka” – powiedziała. Znacie ją ? Oj, chyba nie za bardzo. Należę do tych, co nie za bardzo. Więc sięgnąłem do Internetu po pierwszą zwrotkę. Tekst jest taki: „Kukułeczka kuka / Chłopiec panny szuka / Spozira, przebira / I nosa zadzira/ Kuku, kuku / Aaha, aaha / Łodiridi łodiridi dyna/ Łodiridi dyna u-ha!” 

......................................................................................