poniedziałek, 11 maja 2026


Kwitnie tarnina
w okolicach niewielkiej wsi Góra 
w dolinie dolnej Narwi.... 

Późną wiosną kwitnie tarnina, w poezji symbol surowej natury i przemijania, a zarazem trwania, często kojarzona z cierpieniem, bo cierniowy to krzew. Owoc ma smak gorzki, cierpki. Nie jest cierpieniem nalewki z tarniny smak. A przecież w gruncie rzeczy tarnina jest jak chwast, choć jest cenioną rośliną zielarską. Zdaje się  gościć co najwyżej na przydrożach dróg wiejskich, czasem wśród polnych miedz, czasem przy leśnych traktach, najchętniej na nieużytkach. Za Mazowszem  nie przepada, Roztocze, Małopolska i Podkarpacie zdają się być jej bardziej przyjazne. Gdy przekwitnie, prawie nie zwraca na siebie uwagi, ot taki sobie wcale wysoki krzew, na dodatek ciernisty, klujący, nie pozwala do siebie podejść. Od ciernistego charakteru krzewu pochodzi jej nazwa, od prasłowiańskiego słowa tarn, oznaczającego cierń. Najwyższy szczyt polskich Bieszczadów nosi nazwę Tarnica. 

Pod koniec tegorocznego kwietnia na podwarszawskim Mazowszu trwał  godowy czas kwitnącej tarniny, akurat się na niego załapałem w okolicach  wsi Góra w dolinie dolnej Narwi. Byłem tam z przyjaciółmi ze swojej z turystycznej gromady. Kwitła tego kwietnia tarnina wśród łąk na Narwią. Ale susza tegorocznego kwietnia była poruszająco smutną. Te wspaniałe łąki, na które zachodziłem wczesną wiosną, aby brodzić wśród wiosennych rozlewisk i przez lornetkę podglądać żerujące wśród nich ptaki. 
 
 
Na znajdującym się tam wyniesieniu nad łąkami w roku 1780 stanął kształtny pałac w klasycystycznym stylu. Postawił do dla siebie książę Stanisław Poniatowski, młodszy z dwóch bratanków króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Starszym z bratanków był książę Józef,  był znany, miał swój pałac tuż obok królewskiego zamku  w Warszawie, miał drugi w Jabłonnie. Do polskiej pamięci przeszedł jako świetny dowódca spod Raszyna, jego nazwisko znajduje się wśród nazwisk bohaterów wojen napoleońskich, umieszczone na Łuku Triumfalnym w Paryżu. Jego posąg wciąż oglądamy w telewizorze, stoi przed nieustannie fotografowanym pałacem prezydenckim w Warszawie.  Drugim bratankiem króla był książę Stanisław. Jego świetny portret literacki nakreślił Marian Brandys w wydanej w roku 1967 książce "Nieznany książę Poniatowski". Malarskiego portretu księcia trzeba szuka po internecie,  w oryginale jest do obejrzenia w dolnośląskim zamku Książ.  
 

Książę Stanisław miał być królem Polski, nie został, historia zarządziła inaczej, caryca Katarzyna rządziła wtedy historią na polskich ziemiach. Wybudował sobie książę Stanisław pałac. Pałac był piękny, pięknie położony, krótko książę z niego korzystał, w 1791 roku pałac i swoje włości sprzedał,  przedtem uwłaszczył chłopów w swoich majątkach. Potem wyjechał  z kraju, zamieszkał we Włoszech, umarł we Florencji. 

Pałac w Gorze wyglądał świetnie. Są jego podobizny malarskie. w czasie drugiej wojny światowej popadł w ruinę. Odwiedzało się te ruiny. Rzadko, ale jednak. Krajobraz w otoczeniu niepospolity. Malownicze, malowniczo położone są te ruiny, cel wycieczek był zawsze zacny. Trzynaście lat mnie przy tych pałacowych ruinach nie było. Prezentowały się i owszem owszem, romantycznie, jak należy... 

Trzynaście lat ostatnio mnie przy tych ruinach nie było. Teraz ruiny książęcego pałacu w Górze zastałem schowane w gąszczu roślinności. Nie takie ruiny zapamiętały  moje archiwalne fotografie. Bujna roślinność starannie je teraz skrywała. Tarnina grała tam rolę główną.  Patrząc od drogi jezdnej nawet domyśleć się nie było można, że w tym gąszczu roślinnym cokolwiek się znajduje. I w tym gąszczu wokół pałacowych ruin zobaczyłem drugą bohaterkę tej opowieści - tarninę. Bywałem tam co kilka lat, nie widywałem jej w przeszłości czy nie dostrzegłem? Pewnie dlatego, że nigdy przedtem nie bylem tam w porze jej kwitnienie. Gdy przekwitnie nie rzuca się w oczy. Gdy się jej dotknie, nie zauważyć nie sposób, kłuje albowiem, bo tarnina krzewem jest  ciernistym. 

 Pomiędzy kwitnącymi krzewami tarniny zawiodła ku ruinom ledwo dostrzegalna dróżka. Zdaje się, że prawie nikt nią nie chodził, bo i po co, bo cóż tam w gruncie rzeczy można zobaczyć, szczątki starych, ceglanych murów, otwory ogromnych okien, świat dawno już nikogo w okolicy nie interesujący, czasem tylko jacyś wędkarze idą obok ku pobliskiemu  jezioru, a turystów prawie chyba bardziej, niż niewielu. No i kogo tak naprawdę interesuje historia, zaklęta w zrujnowanych murach. Żadnych duchów, żadnych zjaw i strachów, żadnych legend nawet te ruiny nie mają. 

Wszedłem ku ruinom ledwo widoczną drożynką, którą otaczały cierniste krzewy biało kwitnącej tarniny. Usiadłem wśród tych ruin. Moje  towarzystwo poszło z lornetkami, aby podglądać żurawie, gęgawy i nurogęsi nad jeziorkiem Drążdżewo,  zanim powrócą miałem trochę czasu na myślenie.   

Tarnina w poezji funkcjonuje jako symbol wytrwałości, piękna ukrytego w cierpieniu oraz pamięci historycznej. W poezji motyw ten łączy się też z rustykalnym krajobrazem, pamięcią o domu i trudzie życia. Jest  symbolem wytrwałości. Pisali o niej wiersze  Zbigniew Herbert i  Leopold Staff, ten drugi używał jej jako metafory ocalałej pamięci, która "odkwita" na miedzy, przypominając o przeszłości i pokoju w czasach wojennej pożogi. W poezji ludowej  tarnina reprezentuje naturę, która jest jednocześnie kłująca, jak i dająca słodko-cierpkie owoce, co odnosi się do słodko-gorzkiego smaku życia. Motyw tarnina łączy surowy pejzaż z głęboką refleksją egzystencjalną, często pojawia się w kontekście polskiej wsi oraz historycznych traum. To wszystko, co odnotowałem z internetowej Wikipedii, jej skonstruowała to podobno sztuczna inteligencja. Do kaduka! ładnie to skonstruowała, doprawdy. 

Nie lekceważmy tarniny drodzy wędrowcy, gdy spotkacie ją na przydrożach swoich szlaków. Jest rośliną leczniczą, jadalną, miododajną. Zaliczana jest do śliw, w pełnej swojej gatunkowej nazwie jest  śliwą, tak ją określają botanicy: śliwa tarnina. Ponieważ jest dzikim, ciernistym przodkiem  z rodziny różowatych. Kuzynem – dodała sztuczna inteligencja.  Owoce śliwy tarniny są mniejsze i bardzo cierpkie, wykazują cechy charakterystyczne dla śliwek, takie jak ciemnogranatowy kolor, niebieskawy nalot oraz podobna budowa pestki.

Tarnina odgrywa znacząca rolę w kulturze ludowej. U dawnych Słowian u dawnych Słowian sadzono cierniste krzewy tarniny na grobach samobójców. Po to, aby powstrzymać ich od straszenia żywych. Palono w nich wiedźmy. Kołkami z tarniny zabijano stworzenia uważane za wcielenia złego, w tym też nietoperze. Ze względu na przypisywanie tarninie tego, że posłużyła do zrobienia korony cierniowej dla Jezusa Chrystusa, w kulturze chrześcijańskiej wiązana była z szatanem. W czasie polowań na czarownice w Anglii była tępiona jako roślina obrzędowa wykorzystywana do czarów i używano jej do budowy stosów. Z drugiej strony podawana jest legenda z Poznania, według której Bóg obsypał tarninę niezliczoną ilością śnieżnobiałych kwiatów, by w ten sposób dowieść jej niewinności i zdjąć oskarżenia, że to z niej wykonano koronę cierniową.

Znane  po wsiach powiedzenie ”Tarnina kwitnie – będzie zimno” wiąże się ze zbieganiem się terminu kwitnienia z okresowym ochłodzeniem następującym nieraz w maju. W tym roku przechodząca przez Polskę w ostatnich dniach kwietnia, tuż przez majowym weekendem, fala przymrozków wyrządziła duże straty w sadach.  Minusowe temperatury w nocy zniszczyła sady w regionie  grójeckim. Straty sięgają od kilkudziesięciu do nawet stu procent. Przymrozki dotknęły sady w najtrudniejszym dla nich momencie, bo w okolicach kwitnienia. Niektóre gatunki już kwitną, inne są tuż przed kwitnieniem, więc to jest faza największego ryzyka wystąpienia straty. Niestety te straty już są ogromne i to jest trzeci sezon, kiedy wiosenne przymrozki robią takie spustoszenie w polskich sadach. 

….................................



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz