Kaczeńce z Wieraszki
koło wsi Zambski w pobliżu Pułtuska
na skraju Puszczy Białej

Z uroczyskiem Wieraszka mam moc cudownych wspomnień. Można przypuszczać, że nazwa pochodzi od zawirowań rzeki, rzeka tam się nieustannie wierciła, meandrowała, wbijała koryto tam, a potem gdzie indziej, wciąż zmieniała decyzje i zakola formowała w coraz to innym miejscu. Jest tych zakoli trochę w tej okolicy, świetnie widać je na mapie, a w nich torfowiska, czasem stoi tam woda, niemal wszędzie rośnie las olszynowy. Ku Zambskom nad Narwią rosną zachwycające murawy napiaskowe, w nich rozchodniki i macierzanki, kobierce lepiężnika kutnerowatego, któregoś lata przez blisko godzinę się po nich włóczyłem, fotografując zapamiętale.
A kilkanaście lat wcześniej o wiosennej porze drogę przez łąkę w Wieraszce przegrodziła mi wielka woda. Akurat kwitły kaczeńce i cała łąka była pokryta złocisto żółtym dywanem. Zdjąłem więc buty, spodnie podkasałem i wszedłem w tę wodę i w te kaczeńce. Jakież wspaniałe uczucie ! Iść tak przez wodę bosymi stopami pośród złocistych kwiatów. Nie miałem wtedy ze sobą aparatu fotograficznego. Nigdy przedtem i nigdy potem już mi się nie rozścieliła się taka kaczeńcowa łąka na mojej drodze. Gdy byłem młody i sił co nieco miałem, na Wieraszkę wielokrotnie przychodziłem pieszo z Pułtuska, oddalonego o kilkanaście kilometrów. Za każdym razem inną trasą, za każdym odmienną wracałem. W sąsiadującej z uroczyskiem Puszczy Białej rośnie dorodny las łęgowy ze starymi przestojami dębowymi, zawsze widywałem je przedwiośniem i wiosną, chyba nigdy w pełnym listowiu, zabawne, że przede wszystkim tylko wtedy mnie tam ku Wieraszce ciągnęło.
Minęły lata, wciąż tam powracam, mam stamtąd same dobre wspomnienia, ale na starość zrobiło się to za daleko dla mnie, kitwaszę się więc w terenach podwarszawskich, Wieraszkę odłożyłem na półkę wspomnień. Ugina się od nich, mam ich stamtąd tak wiele! I mieć je dobrze bardzo. Starość jest wtedy przyjemniejsza, gdy dobre wspomnienia ją barwią...
..................................................
Tydzień po tym, jak to moje wspomnienie o kaczeńcach z Wieraszki się znalazło w blogu, swój komentarz pomieściła w nim pani Małgorzata Szafrańska. "I dla mnie tej wiosny było do Wieraszki za daleko. Powędrowałam szukać kaczeńcowych łąk bliżej, w okolice rezerwatu Bartnia i kurpiowskiej Ponikwy. I co? Osiem (osiem!) kępek kaczeńców znalezionych w ciągu dwóch dni. Podobnie było w Górze, którą Pan odwiedził. Narew bez kaczeńców to już chyba koniec świata.
Za to w obu miejscach gęsi. Gęsi! Dziwnie obojętne na widok człowieka, a dawni myśliwi pisali, że to ptaki równie czujne jak żurawie. Podejść ich nocą na wodzie było niemożliwe. W dzień, gdy żerowały na łąkach, należało schować się za jakąś pasącą się w pobliżu krową i delikatnie ją popychając w stronę gęsi zbliżać się powolutku do stada. Ale to przeszłość. Dziś na polskich łąkach krowa jest okazem zoologicznym występującym coraz rzadziej."
Za to w obu miejscach gęsi. Gęsi! Dziwnie obojętne na widok człowieka, a dawni myśliwi pisali, że to ptaki równie czujne jak żurawie. Podejść ich nocą na wodzie było niemożliwe. W dzień, gdy żerowały na łąkach, należało schować się za jakąś pasącą się w pobliżu krową i delikatnie ją popychając w stronę gęsi zbliżać się powolutku do stada. Ale to przeszłość. Dziś na polskich łąkach krowa jest okazem zoologicznym występującym coraz rzadziej."
Mój Boże, ileż to ja się za tymi gęsiami nachodziłem po Mazowszu w czasach młodych. Tak bardzo chciałem je zobaczyć, Na żywo i w naturze. Lęgły się zaledwie w kilku miejscach, nie miałem wówczas auta, wtedy mało kto miał coś takiego, jechało się tam gdzie się dojechać dawało. Na przykład na Stawy Okręt i Radwan na Ziemi Łowickiej, która, choć od wielu lat przypisana do województwa łódzkiego, Mazowszem jest jak najbardziej. Za to, zwłaszcza na wiosennych przelotach nad Mazowszem, to ho, ho! gęsi się widywało. Nad moim Żoliborzem o świcie leciały z ciepłych krajów gęsi białoczelne, gęsi tundrowe i bernikle, leciały i krzyczały do mnie po swojemu, spać nie dawały, trzeba było wstawać i lecieć na balkon i podmarzając patrzeć jak lecą. Tylko tyle? Tylko po to? Zapytacie po co? No właśnie...
Suchych, polskich lat w swoim życiu trochę przeżyłem w naszej ojczyźnie, z roku na rok bardziej dotkliwych. Ale że zwykłej knieci błotnej nam braknie pod bokiem? O tym nie pomyślałem. A przecież powinienem, knieć jest błotna, nie ma błota bez wody, a woda - pytam grzecznie - gdzie ona wod\a? Coraz mniej czajek, wołających swoje kiwit kiwt na wilgotnymi łąkami. Bo łąk wilgotnych prawie nie ma. Jak
z Wieraszki z kaczeńcami, tak z rycykami mam takie wspomnienia, szedłem
drogą nad starorzeczem bużyska koło Prostyni, a spod nóg zrywały się
rycyki, to była pora lęgowa, one gdzieś tam w trawach koło tej drogi
miały swoje gniazda, do sianokosów miały spokój, ta droga im zupełnie
nie przeszkadzała, aż tu ja przyszedłem i nieproszony pchałem się im do domu... Rycyków mi bardzo brakuje, ba! tęsknię za nimi przemożnie, świat bez rycyka, jak i bez czajki. bez bekasa, jak i bez ich tak charakterystycznych nawoływań, tak odróżnialnych od siebie, a razem nad jedną łąką słyszanych, tam muzycznie współbrzmiących, to już nie jest ten świat. Ale żurawi przybyło, na zimę nie odlatują do ciepłych krajów. Jak i gęsi! one także u nas zostają, Puszcza Kampinoska i dolina dolnego Bugu pełne są gęsi i żurawi w zimowych miesiącach. O kilku lat przeczekują coraz krótsze, nieco sroższe polskie zimy. Wyraźnie skalkulowały, że nie opłaca nam to latanie tam i nazad, skoro praktycznie wszystko tu maj, a te polskie zimy wcale nie takie okropne. I zapewne jeszcze trochę i nie będzie ich niemal wcale. Więc może jednak prawdą jest, że zmienia nam się klimat? Przyroda to wie znacznie lepiej, niż niektórzy politycy, którzy temu zaprzeczają. Zwykłe ptaki, gęsi, które są synonimem głupoty (całkiem niesłusznie zresztą), wiedzą jak to naprawdę z tym klimatem jest coraz bardziej...
Gęsia rodzinka na mazowieckich wodach jest na tym zdjęciu, zdjętym na stawach raszyńskich tuż tuż pod Warszawą, u jej granic dosłownie. Małe gęgawki tu się urodziły, wychowają, doczekają swojego potomstwa, do żadnych ciepłych krajów nie muszą lecieć, nikt ich po drodze nie ustrzeli. Ale jak to będzie z tą wodą w kolejnych latach, skoro teraz jakby już całkiem nie najlepiej i pomniejsze mazowieckie rzeczki latem wysychają? Urszuli ze Słodowca dziękuję za zdjęcie gęsi, pani Małgorzacie wielkie serdeczności za wspieranie mnie w tym blogowym pisaniu i podawanie kolejnych tematów do refleksji.
......................................
.jpg)

I dla mnie tej wiosny było do Wieraszki za daleko. Powędrowałam szukać kaczeńcowych łąk bliżej, w okolice rezerwatu Bartnia i kurpiowskiej Ponikwy. I co? Osiem (osiem!) kępek kaczeńców znalezionych w ciągu dwóch dni. Podobnie było w Górze, którą Pan odwiedził. Narew bez kaczeńców to już chyba koniec świata.
OdpowiedzUsuńZa to w obu miejscach gęsi. Gęsi! Dziwnie obojętne na widok człowieka, a dawni myśliwi pisali, że to ptaki równie czujne jak żurawie. Podejść ich nocą na wodzie było niemożliwe. W dzień, gdy żerowały na łąkach, należało schować się za jakąś pasącą się w pobliżu krową i delikatnie ją popychając w stronę gęsi zbliżać się powolutku do stada. Ale to przeszłość. Dziś na polskich łąkach krowa jest okazem zoologicznym występującym coraz rzadziej.