Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leoncin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leoncin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2020

Krajoznawcze archiwalia autorskie

Najdłuższy drewniany most Europy.

Ten drewniany most na Wiśle  stał koło Wyszogrodu. Rozebrano go w 1999 roku. Ja heszcze jeździłem po nim samochodem. Ta jazda była niemałym przeżyciem. To był najdłuższy europejski most drewniany, miał aż 1285 metrów długości, wybudowali go polscy i radzieccy jeńcy wojenni w 1944 roku  z drewna pochodzącego z Puszczy Kampinoskiej. O ten drewniany most rok w rok bohaterska walkę z napierająca krą toczyli wojskowi saperzy.     
     To zdjęcie mostu sfotografowałem pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku z wierzchołka Góry Zamkowej w Wyszogrodzie. Zamku już też nie. Rozebrali go Prusacy pod koniec XVIII wieku.W roku 1313 zmarł w tym zamku książę płocki Bolesław. Murowany zamek postawiono dopiero za panowania Kazimierza Wielkiego. Był siedzibą starostów królewskich. Wierczchołek Góry Zamkowej teraz jest świetnym punktem widokowym.     
       Za mostem widać na zdjęciu drzewa na Konfederatce, ogromnej wiślanej kępie. To długa na trzy kilometry wyspa, na którą obecnie dostać się można tylko łodzią, ale jeśli się na to zdobyć, może to być  romantyczna krajoznawcza wyprawa. Kilkadziesiąt lat temu były na tej kępie wiejskie siedliska, pozostały zdziczałe resztki sadów, na lato zawozi się tam krowy i tylko dla udoju do nich przypływa.
       Nazwa tej kępy jest związana z wyczynem syna kozackiego hetmana, Józefa Sawy-Calińskiego, marszałka wyszogrodzkiego konfederacji barskiej, jednej z najbarwniejszych postaci polskiego romantyzmu. Bohater "Pamiątek Soplicy" Henryka Rzewuskiego i "Snu srebrnego Salomei" Juliusza Słowackiego. W roku 1768 roku czele zorganizowanego przez siebie dwutysięcznego oddziału stoczył na Mazowszu kilka udanych potyczek, a nim został ujęty i stracony,  śmiałym fortelem zdobył  obsadzony przez carskie wojsko Wyszogród. 
         O tej przystani u stóp Góry Zamkowej też by należało coś powiedzieć. Ale pozostawię tę opowieść na inną okazję. Kto ma ochotę wiedzieć to już teraz, zapraszam do lektury mojej książki "Podróże po Mazowszu" (wyd.Iskry,2016), tam jest cały rozdział o Wyszogrodzie i wyszogrodzkiej Wiśle.
 
 
      Składnica drewna w Piaskach Królewskich.



W zachodniej części Puszczy Kampinoskiej znajdują się Piaski Królewskie. Dzisiaj  jest to niewielka śródleśna polana, na niej miejsce turystycznego wypoczynku, mały parking i węzeł kilku znakowanych szlaków turystycznych; wszystkie miałem zaszczyt zaprojektować. Sześćdziesiąt lat temu było inaczej. Tę składnicę drewna obok stacji kolei wąskotorowej w Piaskach Królewskich zdjąłem w latach sześćdziesiątych XX wieku. Już istniał park narodowy, wytyczono jego granice, park miał swojego dyrektora,  ale nie miał jeszcze zatwierdzonych planów ochrony i wciąż jeszcze realizowano istniejące, nadal obowiązujące plany pozyskiwania drewna. W Piaskach Królewskich wciąż istniała ogromna składnica drewna, stamtąd wywożonego wąskotorówką do Sochaczewa, gdzie było przeładowywane na wagony normalnotorowych pociągów towarowych.
       Budowę kolejki leśnej w Puszczy rozpoczęły w puszczy okupacyjne  wojska pruskie w latach 1916-17. Kolejka ta miała ułatwić transport masowo wycinanego starodrzewu, w Niemczech bowiem było potrzebne drewno, a to najlepiej było zdobywać w krajach okupowanych, aby nie niszczyć własnych lasów. Kampinoskie lasy pokryły się siecią torów. Dochodziły też  do bindugi nad Wisłą, skąd drewno spławiano rzeką. 
       Po odzyskaniu niepodległości w niepodległej Polsce rozwijano budowę kolejek leśnych;  kraj był biedny, a drewno miało swoją cenę. Drewno przestano spławiać rzeką, gdy jesienią 1923 roku ukończona została budowa Powiatowej Kolei Sochaczewskiej. Ona również była wąskotorową i zaczynała się przy stacji kolei normalnotorowej w Sochaczewie, kierując się do Tułowic, gdzie linia rozdzielała się na dwie odnogi, do Wyszogrodu i do Piasków Królewskich. 
        W latach międzywojennych Piaski stały się wielkim węzłem kolejowym i tutaj też znajdował się tartak. Tu przeładowywano drewno, bowiem kolejka leśna i kolej sochaczewska, mimo iż obie wąskotorowe, różniły się jednak rozstawem torów. Wśród puszczy był tutaj trójkąt do obracania parowozów, rampa przeładunkowa i budynek stacyjny, oraz charakterystyczna dla tego rodzaju stacji studnia do naboru wody do parowozów.
      W czasie drugiej wojny światowej Niemcy kontynuowali rabunkowy wyrąb Puszczy, zaczęty przez nich w czasie wojny pierwszej. Wraz z utworzeniem Kampinoskiego Parku Narodowego stacja w Piaskach dość szybko straciła znaczenie. Tartak zlikwidowano, budynki rozebrano. Pasażerskie pociągi kursowały jeszcze przez jakiś czas, ale tylko w dni targowe w Sochaczewie, którymi tradycyjnie były wtorki i piątki.
 
           Od dawna już kolejka tędy nie jeździ. Po prostu: nie jest potrzebna! W Kampinoskim Parku Narodowym nie wycina się drzew na skalę przemysłową, jak w nieobjętych ochroną przyrody lasach państwowych. W części parku narodowego, która objęta jest ochroną czynną (a nie ścisłą) nadal wycina się co prawda drzewa, ale przede wszystkim tam, gdzie jest niezbędna przebudowa drzewostanu, albowiem - jak wiadomo - latami sadzono w puszczy przede wszystkim sosny, nawet tam, gdzie rosnąć nie powinny, bo sadzono je na niewłaściwym dla sosen siedlisku.  Niemniej,  zobaczyć wciąż można ułożone w stosik zrąbane drzewa, ale nie należy z tego powodu szat rozdzierać; wszystko jest pod kontrolą.
 
Jak kiedyś się do Puszczy Kampinoskiej jechało:
.......
  Koleją wąskotorową z Sochaczewa
 
Łodzią przez Wisłę z Czerwińska
 
Pekaesem z Marymontu do Leoncina
 
Kolej wąskotorowa z Sochaczewa odegrała pewną rolę w moim turystycznym wędrowaniu po Puszczy Kampinoskiej. Tą kolejką też jechałem na wycieczkę w tamte strony. Moja kolejowa wyprawa w roku 1962 wyglądała tak: wpierw jechałem pociągiem do Sochaczewa, a potem wąskotorówką przez Tułowice do Piasków, oczywiście, że w dzień targowy, tylko wtedy pociągi dojeżdżały do Piasków. Stamtąd szedłem  na nogach przez las w kierunku Leszna, gdzie była pętla autobusowa. Autobusy kursowały po kocich łbach na dworzec PKS przy ul.Żytniej.
        Jeszcze bardziej egzotyczną była pierwsza z moich wycieczek pieszych w północno-zachodniej części puszczy. Z dworca PKS na ul.Żytniej jechałem autobusem do Czerwińska, skąd - po zwiedzeniu zabytkowego opactwa - pan Kazimierz Lewandowski przeprawił mnie łodzią na drugi brzeg Wisły. Był tzw. wytykarzem, bo wytykał latarniami i specjalnymi drągami, wbijanymi w dno rzeki, aktualny korytarz dla statków wiślanych. Nurt na Wiśle jest jak wiadomo bardzo zmienny, pan Lewandowski miał więc co robić. A w przerwach między zajęciami, przewoził turystów. 
       Po przewózce, od Śladowa wędrowałem już pieszo przez Krzywą Górę i Granicę do Kampinosu. Tam jednak przyszedłem za późno, uciekł mi przedwieczorny autobus, a następny był dopiero rano. W Kampinosie musiałem przenocować.
 
      Był w Kampinosie dom wycieczkowy PTTK

Kampinoski dwór zbudowano w początkach XIX wieku. W czasie powstania styczniowego 1863 r. w nim była siedziba sztabu Zygmunta Padlewskiego i Mieczysława Romanowskiego, przybyłych z Warszawy aby organizować powstańcze oddziały. W czasie II wojny światowej mieściła się w dworze placówka graniczna żandarmerii hitlerowskiej żandarmerii hitlerowskiej; wzdłuż kanału Łasica przebiegała granica pomiędzy tzw. Generalnym Gubernatorstwem, a na północ od kanału znajdującymi się terenami, włączonymi przez nazistów do Rzeszy Niemieckiej. Polscy mieszkańcy wsi musieli nosić specjalne opaski. W parku dworskim rozstrzelano wielu Polaków. 
    W czasach Polsce Ludowej  w kampinoskim dworze znajdował się dom wycieczkowy PTTK, cudownie prowadzony przez pp.Pudłowskich. Tak mi się tam u nich podobało, że wiele razy z ich gościny później korzystałem. Choćby tylko przechodząc obok, przed wyruszeniem na szlak lub z wędrówki wracając, zanim wsiadłem do autobusu powrotnego,  zawsze wstępowałem tam na herbatę i przyjazną rozmowę. 
       W czasach mojej turystycznej młodości nie było żadnych  kursów autobusowych z Kampinosu do Warszawy, bo i dobrej szosy do oddalonego o 9 km Leszna też nie było. Do Warszawy wracało się z Kampinosu kursem  w kierunku Żyrardowa. To była jazda  z przesiadką na pociąg w Teresinie.
        Wycieczki z Warszawy do zachodniej części puszczy były wtedy wymagające. Z komunikacją było słabo. Na północnym obrzeżu puszczy, na kampinoskim Powiślu była tylko jedna szosa, którą dawało się jechać autobusem, wiodła od Kazunia do Leoncina. Z Warszawy poczciwe "ogórki" w tamtą stronę odjeżdżały z dw.PKS Marymont (był na początku  ul.Żeromskiego na Słodowcu). Zrazu kocimi łbami, bo nie było asfaltu, dojeżdżały do Głuska, późniejszymi laty do Leoncina i dopiero wiele lat potem do Starego Polesia i Nowin. Lud polski nie miał prywatnych samochodów, takie bowiem były czasy i komunikacja publiczna była koniecznością. 
    Zapchane bywały autobusy do Leoncina. Na końcowym przystanku czekały zaprzężone w konia furmanki, aby podwieźć przyjezdnych krewniaków do rodzinnych domów w okolicznych wioskach. A jak się chciało wracać po wycieczce, to koniecznie z pierwszych przystanków na trasie. Już na pętli w Leoncinie można było się nie załapać na miejsce siedzące, a w Cybulicach nie wejść do zapchanego pojazdu. Pamiętam szczególniej jedną ze swoich wycieczek, którą kończyłem na przystanku Cybulice Las pośród Boru Kazuńskiego. Liczyłem na autobus ostatni, ale się przeliczyłem, był załadowany, więc nawet się nie zatrzymał na przystanku. Wraz z przyjaciółmi zaczęliśmy wędrówkę szosą, po ośmiu kilometrach głuchą nocą wsiadaliśmy do pociągu w Modlinie. Tak się uczyłem pieszej turystyki. Bo, jak był odpust w Lesznie, to i stamtąd odjechać się nie dawało, jako że ścisk był niemożebny.  
    Ogromnie  żałuję, że tego wszystkiego nie fotografowałem. Pewnie dlatego, że fotografowanie było niezbyt tanie, więc się oszczędzało, a wolne klatki na fotograficznej błonie zostawiało  na zdejmowanie puszczy, a nie obcych ludzi w zapchanym pekaesie. 

Tak to się, proszę państwa,  za czasów mojej młodości dojeżdżało na wędrowanie po Puszczy Kampinoskiej...
...............................................






czwartek, 26 kwietnia 2018

Niespodzianki mazowieckie: 
kościoły drewniane

Architektura drewniana jest wielką niespodzianką na nizinnej, mazowieckiej ziemi. Graniczy z cudem, iż mimo pożarów i kataklizmów wojennych, nękających tę część Europy, przetrwały do dzisiaj drewniane kościoły mazowieckie. Chociaż trudno w to uwierzyć, ale najstarszy z nich wzniesiono ok.1500 roku. Jest tych drewnianych budowli sakralnych ponad sto, a są pośród nich kościoły o pięknej bryle zewnętrznej bądź o cennej polichromii lub świetnych dziełach sztuki w wyposażeniu. 

Tak sobie myślę, że jeśli cokolwiek z dumą pokazywać np. swoim gościom z zagranicy, to właśnie te drewniane kościółki, a niektóre z nich są wyjątkowo malowniczo usytuowane. 

Boguszyce koło Rawy Maz.
Niepozorny z zewnątrz wiejski kościółek z połowy XVI w., we wnętrzu kryje znakomite dzieła sztuki.
 




Janisławice koło Skierniewic.
Ten najstarszy z mazowieckich kościołów drewnianych ma bardzo piękną bryłę i stoi w tym samym miejscu od pięciuset lat, pobudowany ok.1500 r.
 



Leoncin.
Ośmioboczna kaplica cmentarna w 1789 r. była postawiona w Głusku, a sto lat później przeniesiono ją na cmentarz leonciński.
 



Chotum nieopodal Ciechanowa.
Ten wdzięczny kościółek został wzniesiony być może w 1644 r. 

i do XIX w. był dworską kaplicą, a ok.1900 r. został ozdobnie oszalowany.
 


Gąsiorowo koło Pułtuska.
Nie spotykany w innych drewnianych kościołach mazowieckich jest niezwykły kształt tej świątynki, postawionej wśród sielskiego, mazowieckiego pejzażu 

w 1792 r.
Barcice.
Kościółek o zrębowej konstrukcji z 1758 r. o trzech nawach i trzech wieżyczkach.
 




Mariańskie Porzecze,
Budowę kościoła Ojców Marianów ukończono w 1776 r., a swoją bryłą naśladuje on barokowe świątynie murowane.
 

 






Waliska.
W romantycznym otoczeniu w osadzie pośród lasu koło Nowego Miasta nad Pilicą znajduje się ten niewielki kościółek z 1650 r. 

We wsi Skuły znajduje się mój absolutny faworyt, lubię  albowiem bardzo ten kościółek z 1678 roku; bardzo on wiejski, w bardzo urodnej stoi okolicy i wnętrze świątynki jest urocze

  
Stara Rawa.
Wieś nad Rawką szczyci się drewnianym kościołem z XVIII wieku i smukłej sylwetce.




Gończyce.
Z 1740 roku pochodzi, przy okazji kolejnych remontów coś tam mu dodano, prezentuje się całkiem ładnie. 




Grzebsk.
Kościół z XVIII wieku.
Sama radość z okolic Mławy
na dodatek pięknie odremontowana jest ta radość.
 Sinołęka
w okolicy Mińska Maz. ,
kaplica dworska
z drewna
modrzewiowego z r.1725 




 

Długa Kościelna.
Jeden z najstarszych, o najładniejszej ze wszystkich bryle, stał przez pięćset lat,
w roku 2000 spłonął podpalony przez pijanego rodaka; 
kuria nie zdecydowała się na jego odbudowanie...

Lewiczyn. W okolicach Grojca wznosi się ten kościół z 1606 roku, a jego wnętrze należy do najcenniejszych na Mazowszu.






 
Od lat jeżdżę sobie po Mazowszu i kolekcjonuję te kościółki.  
Ze swojego obfitego zbioru fotografii wybrałem kilka. Może ktoś z Czytelników blogu zechce wskazać jakieś swoje szczególniej lubiane? I napisać dlaczego te akurat.
Są dwie pozycje przewodnikowe o mazowieckich kościołach drewnianych. bibliograficzne. Jedna to Jacka A.Wiśniewskiego "Kościoły drewniane Mazowsza". Druga to dwutomowa książka o charakterze przewodnika, napisana przez Henryka Sienkiewicza "Z zapachem starego drewna".  Obie pozycje mają swoje wady i zalety. Obie zasługują na jak największą uwagę.

czwartek, 25 maja 2017



110 lat temu w Puszczy Kampinoskiej

Na początku czerwca 2017 roku mija 110 rocznica pierwszej zorganizowanej wycieczki turystycznej na polskim niżu. Zdarzyło się to w Puszczy Kampinoskiej. Tego właśnie roku, dokładnie dnia 2 czerwca wypłynął Wisłą z Warszawy statek z wycieczką Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Statek zatrzymał się na przystani w Gniewniewicach, skąd wycieczkowicze wyruszyli w stronę Puszczy, czekał ich długi marsz przez Leoncin i Teofile. 
 
Pamiątkowa pocztówka z 1907 r. (ze zbiorów autora blogu)


Wydano z okazji tej wycieczki pamiątkowa pocztówkę, wynajęto statek pasażerski, zorganizowano furmanki do przewozu bagażu, to było naprawdę duże przedsięwzięcie organizacyjne. Przypomnijmy: Polska nie była wtedy krajem niepodległym, Warszawa i Puszcza Kampinoska wciąż jeszcze były pod carskim, rosyjskim zaborem. 
         Pozostało kilka obrazowych opisów tej wycieczki, ukazujących jak wówczas, przed niemal równo wiekiem, wędrowano. Oto wpierw szła ku puszczy kilkusetosobowa grupa piechurów, pod  przewodem "Wuja", Aleksandra Janowskiego,  któremu towarzyszył Kazimierz Kulwieć, obaj współzałożyciele Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Potem jechały furki, wiozące bagaż. Widok ten, niezwykły dla miejscowych, zapewne oglądał malutki wówczas Isaac Singer, przyszły laureat literackiego Nobla, którego ojciec był w tym czasie rabinem wspólnoty żydowskiej w Leoncinie.
           "Barwny wąż wił się po piaszczystej drodze. Panie z gracją podtrzymywały długie ogony swych sukien, osłaniając twarze kolorowymi parasolkami" - pisała wiele lat później Maria Kann w "Wiernej puszczy". "Te wyprawy" - wspominała ich uczestniczka, Maria Mickiewiczowa - "dawały nam złudzenie swobody... Można było śpiewać polskie pieśni". 

Kościół w Leoncinie. Zdjęcie współczesne.


            Już od dwudziestu lat na wydmie pośrodku wsi Leoncin stał wtedy murowany z cegły neogotycki kościół  o dwóch wieżach, dominujących nad rozległą okolicą. Autorem projektu był modny i powszechnie szanowany Józef Pius Dziekoński, czołowy przedstawiciel historyzmu w architekturze polskiej, niekiedy żartobliwie nazywany "Kraszewskim architektury polskiej".   Wokół drogi, którą zdążała wycieczka, przed stu laty "niskie, ciasne, brudne rozsiadły się nasze strzechy włościańskie, na glebie lichej, na piaskach, na glinach". Dzisiaj piaszczystą drogę zastąpiła droga asfaltowa, o strzechach ze słomy nikt w okolicy już nie pamięta nie ma, a w otoczeniu szlaku coraz więcej willi o udanej architekturze, już nie włościańskich, lecz w większości letniskowych.
          
   Nareszcie  wycieczka dotarła do skraju Puszczy, mniej więcej do tego miejsca, gdzie dzisiaj krzyżują się szlaki zielony i żółty. Z tego miejsca "po godzinnym wypoczynku p.Kulwieć z liczną gromadą młodzieży skierował się ku nizinie pod Dąbrową" zanotował Rocznik Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Szli zapewne Kościelną Drogą w stronę Dąbrowy, na skraju której wznosi się teraz  głaz z pamiątkową tablicą poświęconą temu wydarzeniu. Warszawski  "Świat, pismo tygodniowe ilustrowane, poświęcone życiu społecznemu, literaturze i sztuce" sporo miejsca poświęciło wycieczce, jako że była ona niemałym wydarzeniem w życiu Warszawy, to i  w piśmie została odnotowana odpowiednio:    
             "Puszcza Kampinoska - puszcza pod Warszawą! Cóż za odkrycie? (...) Z namaszczeniem wkraczamy do owej "puszczy". Dróżki i ścieżki giną w gęstwinie; zaiste możnaby tu całymi dniami błądzić i nie wybrnąć. Milowa połać porosła starą sosną, gdzieniegdzie kępy olszyny zdradzają bagienka; wzgórza i dolinki, wszystko zadrzewione, tylko z rzadka zieleni się jakaś łączka. (...) To puszcza? pyta zgryźliwie ktoś z uczestników; tamten znów sarka, że się zawiódł. Widać są ludzie, którzy na seryo myśleli, że Towarzystwo Krajoznawcze dokonało cudu; odkryło pod Warszawą jakąś krainę dziką, bezludną. Kto jednak lubuje się w naszej przyrodzie, komu miła zieleń lasów, mozaika piasków i krzewów, wzgórz i trzęsawisk, (...) niech jedzie do puszczy Kampinoskiej. Kto miłuje badania przyrodnicze, zbiera okazy roślin i zwierząt, znajdzie tu zajęcia niemało.”   
              W okolicy  "niziny torfiastej" pod Dąbrową młodzież pod kierunkiem prof. Kulwiecia zbierała okazy botaniczne. Przyrodnik i popularyzator przyrody Kazimierz Kulwieć był również jednym ze współorganizatorów zorganizowanego ruchu krajoznawczego w Polsce, pierwszym redaktorem „Ziemi”, a na wycieczce z 1907 roku naukowym jej przewodnikiem: "roślina ma również swoją fizyognomię, przytem fizyognomię dwojaką - gatunkową, tę dziedziczną, wspólną wszystkim (...) i indywidualną, wyróżniającą dany świerk lub dany dąb z pośród całej rzeszy, całego lasu drzew tego samego gatunku."
              W tym samym czasie, gdy młodzież zbierała okazy botaniczne, wyuczony odpowiednio przez Aleksandra Janowskiego chór uprzyjemniał czas pozostałym, którzy czekali na sygnał do powrotu. Tłoczono się przy kupnie pamiątkowych pocztówek z żubrem i mapy Puszczy Kampinoskiej i "z uznaniem podnoszono uczynność zarządzającego dobrami Państwa w guberni warszawskiej, który na odezwę zarządu Towarzystwa Krajoznawczego w sprawie zwiedzenia Puszczy odpowiedział bardzo uprzejmie, delegując dwóch pomocników nadleśnego do udzielania wędrowcom wskazówek". Wszyscy powszechnie żądali urządzenia drugiej, podobnej wycieczki w najbliższej przyszłości.


Na rewersie fotografii Aleksandra Janowskiego, głównego organizatora wycieczki PTK z r.1907  zanotowane jego ręką: Życzliwość i przyjaźń niech nie ginie nigdy.Wuj
(ze zbiorów autora blogu)


Widokówka pamiątkowa z wycieczki w 50 rocznicę tej pierwszej. Na rewersie jest autograf Mieczysława Orłowicza, jednego z ojców współczesnej turystyki w Polsce, autora licznych przewodników, niewątpliwie najważniejszego turysty w naszej historii
 (ilustracje ze zbiorów autora blogu)




Tablica pamiątkowa w Starej Dąbrowie, wystawiona w 80 rocznicę wycieczki. 

Już po przygotowaniu tego postu, szperając w Internecie dowiedziałem się, iż w dniu  3 czerwca 2017 roku jest organizowana wycieczka jubileuszowa z zakończeniem w ośrodku harcerskim w Starej Dąbrowie. Organizatorami są Oddział Stołeczny Polskiego Towarzystwa Turystyczno Krajoznawczego w Warszawie oraz  Mazowieckie Forum Oddziałów Polskiego Towarzystwa Turystyczno Krajoznawczego w Warszawie, a współorganizują imprezę  Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Turystyczno Krajoznawczego,  Dyrekcja Kampinoskiego Parku Narodowego oraz Komenda Stołeczna Chorągwi Związku Harcerstwa Polskiego. Organizatorom i uczestnikom jubileuszowej wycieczki najlepsze życzenia mile spędzonego dnia życzy autor (m.in.) tego blogu: darz Wam bór, oczywiście bór kampinoski, on przede wszystkim!


Staraniem Oficyny Wydawniczej "Rewasz" ukazało się właśnie kolejne, mocno zaktualizowane  wydanie mojego przewodnika "Puszcza Kampinoska". Akurat na rocznicę tej pierwszej wycieczki z 1907 roku. Gorąco polecam!  Żółto znakowany szlak turystyczny z Leoncina w kierunku Starej Dąbrowy  jest tam opisany jako wycieczka z sercem. Projektowałem ten szlak prawie pół wieku temu i w swoich przewodnikach nazwałem go szlakiem im.Aleksandra Janowskiego. Nazwa się przyjęła. Ale biegnie on inaczej, niż szła wycieczka przed 110 laty; inaczej, bo efektowniej, oni wtedy szli szeroką Kościelną Drogą, teraz szlak kręci się wśród wydm, szukając po drodze co dorodniejszych starodrzewów sosnowych.