Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rawka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 czerwca 2023

 Król Jagiełło pod Samicami.

Ta droga (ze zdjęcia powyżej) prowadzi od wsi Samice ku pozostałościom drewnianego młyna wodnego nad Rawką.  Wieś, której zarysy także widać na tym zdjęciu,  ciągnie się zachodnim obrzeżem doliny Rawki. A tuż za rzeką, na jej drugim brzegu, za plecami fotografującego. zaczynają się lasy Puszczy Bolimowskiej. Niemal  tuż  za rzeką jest wzgórze z krzyżem, prawdopodobne miejsce pochówku żołnierzy z I wojny. Sporo historycznych wydarzeń miało tu miejsce. A jest to, tak naprawdę, poza najbliższymi sąsiadami, mało kto wie o tych Samicach nad Rawką. Nawet ci najbardziej zapamiętali odkrywcy miejsc znanych mało albo nieznanych zupełnie.

Od 5 maja w roku 1410 r. trwała wędrówka króla Władysława Jagiełły z Krakowa pod Czerwińsk, gdzie  z przybyłymi z Jagiełłą wojskami małopolskimi  połączyły się oddziały litewskie, mazowieckie i wielkopolskie, aby wspólnie wyruszyć na spotkanie z Krzyżakami pod  Grunwaldem. 

Król Jagiełło z pomnika we wsi Jedlnia Kościelna pośrodku królewskiej Puszczy Kozienickiej 

W nocy z 26 na 27 czerwca, jeden z obozów na trasie tej wędrówki wypadł nad Rawką pod Samicami.  Jak pisał Jan Długosz, „We czwartek król polski Władysław rusza po śniadaniu z Wolborza z oddziałami i zastępami swoich wojsk. Pierwszy postój urządził w Lubochni, w piątek w Wysokienicach, w sobotę przybył do arcybiskupiej kopalni rudy żelaznej i do wielkiego stawu rybnego zwanego Sejmice".

 Z ową kopalnią rudy darniowej niewątpliwie ma związek nazwa wsi Ruda, na której terenie istnieje dziś przystanek PKP Skierniewice-Rawka. Zaś Sejmice to dzisiejsze Samice. "Tam piorun zabił kilka koni i jednego człowieka, a drugiego pozostawił pół żywego. Misę w namiocie rycerza Dobiesława z Oleśnicy pełną gotowanych ryb zniszczył doszczętnie w obecności wielkiej liczby spożywających posiłek przy stole, nikomu jednak z biesiadujących nic złego nie zrobił". 

Można się domyślać jakie wrażenie uczyniło to na kilkunastotysięcznym wojsku Jagiełłowym, skoro Długosz - piszący wiele lat później, wszak urodził się w 1415 r. - tyle miejsca poświęcił Samicom. W gruncie rzeczy zupełnie niczym od innych nie wyróżniającej się wiosce pośrodku nizinnej Polski. Zapewne, tak sobie myślę, na tych polach, które widzicie na tym zdjęciu, stanęły tabory królewskie. 

A w tej samej rzece, którą  w tym blogu umieściłem poniżej tego tekstu, a więc w tej wodzie Rawki, poili swoje konie i siebie ci wszyscy, którzy z królem wtedy wędrowali. Chociaż monarsze i towarzyszącym mu znaczniejszym rycerzom i dostojnikom zapewne wodę do ich namiotów przynoszono z pobliskich wiejskich studni. Na pewno wyglądało to wszystko inaczej, to zrozumiałe, było to wszak bardzo dawno, niemal dokładnie przed siedmiuset dwoma laty. Ale przecież to były te same pola i ta sama rzeka. I tak sobie dumam; niby nic ciekawego fotografowałem, ot, po prostu zwykłe pola, brukowana polnym kamieniem droga, granatowa woda rzeki pośród bujnej zieleni. Niby nic. A przecież... No właśnie.   


......................................................


piątek, 16 grudnia 2022

 



Wspomnienie zimowej wędrówki nad Rawką

Teraz, kiedy to piszę w dzień grudniowy, na tydzień przed Bożym Narodzeniem, na moim Mazowszu trwa najprawdziwsza śnieżna zima. Przez wiele kolejnych lat porządnej zimy u nas nie było, w zeszłym roku prawie zupełnie. A teraz zima śnieżna i bardzo zimowa, tak jak należy. Poszło ny się gdzieś do lasu, między ośnieżone drzewa, a;e chyba jednak nie pójdę. Ja już nie za bardzo na zimowe wycieczkowanie i wiem, na co mój pesel  może sobie pozwolić. 

W swoich archiwalnych zapiskach zacząłem szukać zimowych tematów do  tego blogu. Wpadła mi w oko zima sprzed 14. lat i zestaw fotografii, jakie wykonałem w sobotę 17 stycznia 2009 roku. Z przyjacielem kopsnęliśmy się nad Rawkę koło Kamiona i Samic. Zima trwała wtedy na całego. Śnieg był mokry, ale fajny. Nawet ciut prószyło śnieżynkami na samym początku wędrówki. To niedaleka wycieczka, w sam raz dla dwóch starszych panów. Ze swojego żoliborskiego domu wyszedłem o g.8.30, tramwajem dojechałem do pociągu n Śródmieściu, pociągiem dotarłem do Żyrardowa, tam wsiadłem w autobus. Wtedy kursowały pekaesy z Żyrardowa do Skierniewic przez Puszczę Mariańską i Kamion nad Rawką. Dziś już nie kursują, bo wzdłuż Rawki przebiega  granica między województwem mazowieckim, a łódzkim. Okazuje się, że jest też barierą dla komunikacji publicznej. 




 

Po niespełna dwóch godzinach od wyjścia z domu, o godzinie 10.20 zacząłem wędrówkę. I było to to, o co naprawdę chodziło. O wędrówkę wzdłuż Rawki, z biegiem rzeki, wśród egzotycznego, zimowego krajobrazu. Żadnych ludzkich tropów, śladów, że ktoś tędy wędrował przed nami, po prostu kompletna głusza, pejzaż absolutnie egzotyczny. Chociaż w gruncie rzeczy to teren podmiejski, a  zdawało mi się, że jestem gdzieś daleko, bo ja wiem gdzie,  hań!  Powinienem słyszeć z oddali głos pociągu, stukot kół na złączeniach torów, żadnego gwizdu lokomotywy. Był to już albowiem  wiek XXI i   żadne parowozy w okolicy nie kursowały. Tylko elektryczne pociągi osobowe i  na pewno wygodniejsze niż tamte, którymi jeździłem w swojej młodości, ale za grosz w nich romantyzmu podróży. Ale wędrówka była piękna, choć trochę niełatwa, bo nikomu się nie zachciało przedeptać dla nas wygodnej ścieżynki wzdłuż rzeki. A rzeka była piękna, brzegi. Jak z wiersza Konopnickiej.


Oj, ty rzeko, oj, ty sina,
Lody tobie nie nowina;
Co rok zima więzi ciebie,
Co rok wichry mkną po niebie.

Około wsi Samice trwał jeszcze wtedy budynek drewnianego młyna nad Rawką. Malowniczy był ten młyn, urodziwie usytuowany.  Sporo było kiedyś młynów nad tą rzeką. Nie tylko tu i nie tylko nad tą rzeką. W połowie XIX wieku najgęstsza sieć młynów istniała w tych stronach. Zygmunt Gloger przypominał, iż chleb był zawsze poważany przez Polaków, jako największy dar Boga. Upuszczoną okruszynę całowano na znak przeproszenia. Więc i zawód młynarski miał poważanie. Upadek młynarstwa - jak całego drobnego, prywatnego przemysłu - przyspieszono po 1948 r., ogłaszając właścicieli wrogami klasowymi i wprowadzając obłędny system podatkowy. A teraz niewielkie, wiejskie młyny nikomu już nie są potrzebne. I jeszcze do tego drewniane. 



Wcale długo trwały drewniane młyny nad Rawką, chociaż już najczęściej bezrobotne. Ostatnio ubyły ostatnie,  od wielu lat już nie pełniły swojej funkcji i nie mełły, wykończył je pożar, podpalenia było celowe. Spłonęło piękno  - pisali  internauci, w Rudzie młyn spalił się w sierpniu 2021 roku, w Samicach we wrześniu 2014 roku. Ten drugi  opisałem dość obszernie w swoim przewodniku po Bolimowskim Parku krajobrazowym (właśnie szykowane jest jego drugie wydanie), pisałem tam o młynach w ogóle, było ich trochę nad tą rzeką. Młyn w Samicach płonął wrześniową nocą, Straż zgłoszenie o pożarze otrzymała  minutę przed północą. Na miejsce udało się sześć zastępów  Straży Pożarnej z okolicy, łącznie 27 osób. Przez dwie godziny gaszono pożar. Na szczęście wewnątrz nie odnaleziono żadnych osób. Byłem przy ruinie młyna w Samicach ostatnią jesienią, dojść tam niełatwo, haszcze już ogarniają  to co zostało...

Rok wcześniej przed tą zimową wędrówką, kajakiem  spływałem tym odcinkiem Rawki. Pogoda była przyjazna, na kajakach przysiadały ważki, mijaliśmy zupełnie nie przestraszone naszą obecnością mamusie kaczki, wiodące za sobą stadka pisklęciej młodzieży, a płynące kajakami towarzystwo co i raz pokonywało przeszkody z mniejszym lub większym kłopotem, z humorem i zadziwiająco radośnie.  Miast wygodnie siedzieć w fotelu, grono poważnych wykształciuchów, profesory, doktory i redaktory, niektórzy już w mocno emerytalnym wieku, na podwarszawskiej rzece przeżywało swoją  survivalową przygodę. A kilka wcześniejszych lat przedtem tropiłem tutaj bobry. Jedne z najpierwszych, jakie się na Mazowszu pojawiły po dwustu latach nieobecności.   

Obok Puszczy Kampinoskiej i rzeki Wilgi, na Rawce znajdowało się jedno z najpierwszych miejsc na Mazowszu, w których  zostały wsiedlone bobry.  W 198 roku zostały tu wprowadzone  w okolicach Suliszewa, były to 4.pary dorosłych i 3.dwuletnie młode bobry.  Dziesięć lat później z tej populacji została tylko jedna rodzina w okolicach Kamiona. Teraz bobry są praktycznie wszędzie, również w granicach Warszawy, ślady ich działalności rzucają się w oczy, w końcowych latach ubiegłego wieku trudno było trafić nawet na ślady bobrzej roboty, na charakterystycznych cięcia drzew i budowanych na wąskich strugach i kanałach tamy. A zobaczenie bobra było praktycznie niemożliwe. 

Zebrałem wtedy niewielką grupkę zapaleńców, z poźnowieczornego pociągiem wysiedliśmy na przystanku nad Rawką. Zapadał już zmrok. Poprowadziłem towarzystwo w górę biegu rzeki, wytropiłem obecność bobrów tydzień wcześniej, więc wiodąc ze sobą innych zapaleńców wiedziałem gdzie zapaść na obserwacje. Zapadliśmy na czaty przy jednym z zakoli w okolicach młyna w Samicach. Od dawna zajmując się podglądaniem dzikiego zwierza wiedziałem, że o świcie ma się największe szanse na spotkanie z bobrem. O świcie zobaczyłem swojego pierwszego bobra, ale to było daleko od Mazowsza, w Osowcu nad Biebrzą. 

Czekając świtania nad Rawką siedzieliśmy przy ognisku i opowiadaliśmy sobie różne przygody. A gdy nadeszła właściwa pora, poszliśmy nad rzekę. Rozstawiłem towarzystwo w pewnej odległości jedną osobę od drugiej, tak aby w samotności w większym skupieniu można było wypatrywać bobra. Pojawił się, płynął w biegiem rzeki. Tylko jeden z nas go zobaczył. Był to kilkunastoletni wówczas Adam Wajrak, znany dzisiaj powszechnie pan dziennikarz od zwierząt. Należał się ten bóbr Adasiowi! 

Jak się chce poznać jakąś okolicę, jakiś wart grzechu przyrodniczy krajobraz, bezwzględnie powinno się go zobaczyć o każdej porze roku. O zimowej również. Może nawet - przede wszystkim. Przyroda nie jest wówczas tak agresywna jak na przykład wiosną, nie wdzięczy się tak bardzo do wędrowca, nie woła ku sobie coraz to inną swoją twarzą, ukazującą się za zakrętem szlaku. Krajobraz zimowy trwa w ciszy i doprasza się tego, abyśmy tę jego ciszę uszanowali. Tym więcej jest miejsca na myśli, na rozważania, na wspomnienia również. A wspomnienia, jak wiadomo, chociaż różne czasem bywają, najczęściej są najpiękniejszą częścią ludzkiego życia.



W styczniu dnie są krótkie, na dłuższe wędrowanie bezdrożem nie wolno sobie pozwalać, więc trzeba było wędrówkę zakończyć o właściwej porze, zmrok właśnie zapadał, zegarek pokazywał godzinę 14.50, gdy z przyjacielem wsiadaliśmy do pociągu na kolejowym przystanku Skierniewice – Rawka. Cztery i pół godziny wędrowaliśmy 12-kilometrową trasą  nad Rawką. Łatwo nie było. 
 





Chociaż aż dwie godziny po tę przygodę jechać trzeba było, przecież jednak było tak, jak być powinno. Nad zimową Rawką przeżyłem wtedy  prawdziwą, zimową przygodę. Zmęczony, ale szczęśliwy byłem przed 17-tą na swoim Żoliborzu . Patrzę teraz na zdjęcia, jakie wtedy wykonałem. Są średnie, bo pogoda średnia była, ale wspomnienia w żadnym wypadku średnie nie są.  Nigdy już później nie wędrowałem tamta trasą. Zostały mi  wspomnienia. I te fotografie pejzaży nad Rawką, wykonane o zimowej przed laty kilkunastu.


 

................................................

sobota, 12 lutego 2022

 Stary młyn na Rawce



Właśnie się dowiedziałem, że w Puszczy Bolimowskiej już nie ma tego starego młyna na rzece Rawce. To był fotogeniczny młyn wodny, stał przy szosie ze Skierniewic do Bartnik. Cieszył oko, gdy tamtędy wędrowałem, obok niego wiódł najbardziej popularny szlak turystyczny tej okolicy, zaczynający się na kolejowym przystanku Skierniewice-Rawka i wiodący do Grabskich Bud. Ten młyn został zbudowany najpewniej po zakończeniu działań wojennych w I wojnie światowej, tj. po roku 1915.  

Był jedną z ostatnich tego rodzaju mazowieckich budowli przemysłowych, jakie jeszcze do naszych czasów przetrwały in situ, tj. na miejscu, a nie w skansenie. Niestety, nie był prawnie chronionym zabytkiem architektury. Nie najlepiej to świadczyło o odpowiednich służbach gminy, powiatu, województwa. Z lękiem oczekiwałem chwili, w której skończy się jego czas i jak zupełnie  niepotrzebne  zdarte rękawiczki zostanie rozebrany. Braknie wtedy ważnej części naszego krajobrazu, widomego znaku rodzimej kultury...

Młyn w Rudzie od strony rzeki bardzo romantycznie się prezentował. Warto przypomnieć, iż w wierzeniach ludowych ważną rolę odgrywały młyny zaczarowane. Opowiadano o młynach, których właściciele zawarli pakt z diabłem lub za pomocą tajemnych zaklęć oswajali groźne demony wodne - topielce. Diabeł czy topielec pomagał młynarzom, obracał młyńskie koła, gdy brakowało wody, lub powstrzymywał jej nadmiar. Woda spływająca >wspak< z młyńskiego koła leczyła rozmaite dolegliwości, dodawała urody dziewczynom. Bracia Czesi motyw młyna wykorzystali szczególnie uroczo, a czeskie opowieści o rusałkach i wodnikach nie mają sobie równych w całej Słowiańszczyźnie i znalazły wyjątkowe miejsce w czeskiej sztuce. W polskiej literaturze znaczną popularność zyskała swego czasu baśń dramatyczna Lucjana Rydla „Zaczarowane koło” o tragicznej miłości namiętnej młynarki do pomocnika młynarza Jaśka, a motyw młyna kilkakrotnie pojawiał się w opowiadaniach Jarosława Iwaszkiewicza.

Pierwotni rolnicy polscy nie mieli młynów obracanych wodą ani wiatrem, ale rozcierali ziarna na kamieniu drugim kamieniem. Na pewno istniały już w wieku XII.  Postawione nad rzekami i rzeczkami młyny przez setki lat mełły polskie zboże, aż przyszedł na nie kres i w dniu dzisiejszym są już niemal wyłącznie wspomnieniem, utrwalonym na obrazach i w literaturze, przechowywanym najczęściej już tylko w skansenach.  Nad Rawką niewiele zostało młynów z dawnych czasów. 

Razem z Polską Ludową w całym kraju przyszedł czas pogromu młynów wodnych. Po roku 1950, kiedy wprowadzono obłędny system podatkowy, a młynarzy ogłoszono wrogami klasowymi i zaliczono w poczet tzw. kułaków. Te z młynów, które jakoś przetrwały zmieniły się w elektryczne. Dziś prawdziwe młyny można spotkać tylko w skansenach; w dalekim Sierpcu lub jeszcze dalszym Ciechanowcu.  

Młyny były nie tylko pożyteczne, ale zdobiły też mazowiecki krajobraz. Przez wieki stały nad rzekami, których wody cierpliwie obracały wielkie drewniane koła, a te z kolei wprawiały w ruch kamienie młyńskie – pisał o mazowieckich młynach wybitny  krajoznawca i etnograf, Tomasz Chludziński. Jego też już nie ma, zmarł całkiem niedawno.  Pierwsze młyny wodne, oczywiście drewniane, zaczęto budować nad rzekami Mazowsza być może już w XII, a na pewno w  wieku XIII. Ich liczba wciąż się zwiększała, nawet nad wąskimi strugami stało po kilka, kilkanaście takich konstrukcji, przerabiających zboża na mąkę i kasze. 

Tyle tylko z młyna na Rawce pozostało. Fot. Piotr Antoniak (10 XI 2021)

 

sobota, 19 września 2020


Nadrzewne kapliczki z magicznej Bartnicy   

Moja pierwsza wycieczka przez Puszczę Bolimowską prowadziła tamtędy. To była długa, wytężająca, całodzienna  wycieczka. Później, w latach następnych, gdy coraz mocniej zacząłem  wsiąkać w krajoznawstwo, dowiedziałem się, że ta droga, nosząca nazwę Drogi Łowickiej,  jest historycznym traktem, przez wieki wiodącym od Łowicza przez Puszczę Bolimowską  ku Rawie Mazowieckiej. W czasach książąt mazowieckich i długo jeszcze potem był to trakt bardzo ważny, o znaczeniu dorównującym dzisiejszym głównym szosom. 
Podróżowali Drogą Łowicką wojewodowie, książęta, królowie i prymasi. Tym traktem szła  zapewne małopolska armia Władysława Jagiełły pod przewodem samego króla, zdążającego ku polom Grunwaldu. Najczęściej jednak podróżowała szlachta, przeważnie do grodu na roki sądowe "bo nie było prawie szlachcica, który by nie chadzał do prawa, nie potrzebował oblatować jakiegoś przywileju, munimentu, intercyzy; aktykować czegoś ku wiecznej rzeczy pamięci, obdukować, manifestować się lub protestować" (Władysław Łoziński, 1907 r.). Tędy wreszcie, jeszcze w 2 połowie XVIII w. ciągnęli sprzedawcy i kupcy na słynny łowicki jarmark koński "na świętego Mateusza". W ostatnich latach drogę zmodernizowano i poszerzono, przystosowując do ciężkich pojazdów, które obecnie są używane do transportu dłużyc, wyciętych w lesie. 
      W czasach swojej młodości wcale często z plecakiem wędrowałem tą drogą. Wędrówkę zaczynałem w Nieborowie, czasem jeszcze wcześniej, na stacyjce kolejowej w Mysłakowie koło Łowicza, zanim zanurzyłem się w lesie, zwiedzałem Arkadię i Nieborów. Wędrówkę kończyłem na przystanku kolejowym Rawka koło Skierniewic, Rawka wtedy nie była jeszcze skierniewicką dzielnicą.  W latach mojej młodości, a przypadły one na lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku, tak się wtedy chodziło. 
    Od strony Nieborowa las był ogrodzony, to była pozostałość jeszcze z czasów radziwiłłowskich, a ogrodzenie zapobiegało wychodzeniu leśnej zwierzyny na uprawne pola. Do lasu wchodziłem przez bramę. Bylem akurat świadkiem, jak furmanka wjeżdżała do lasu. Chłop otworzył bramę i potem, jak już tam wjechał, zamknął za sobą.Tak było, chociaż trudno w to dzisiaj uwierzyć. W tamtych czasach takie ogrodzenia z bramami także i w innych większych kompleksach leśnych. Takie były wtedy zwyczaje. Przedwojenne one były...
    Za bramą zaczynała się leśna droga. Szło się nią i szło, trwało to i trwało, wokół rósł las, nic, tylko las. Z Mysłakowa do Rawki ł szmat drogi, ponad 27 km jednym ciągiem, skrócić trasy się nie dało. W sumie jednak to był szlak dość nudnawy,  las po obu stronach drogi, żadnych polan, bez przerwy sosnowe bory, porastające równinne, sandrowe piaszczyska. Jedno tylko miejsce się wyróżniało. Wyróżnia się nadal, byłem tam dość niedawno. To skrzyżowanie Drogi Łowickiej z poprzecznym duktem, w którego otoczeniu rośnie sporo dębów. Najładniejsze dwa rosną przy samym skrzyżowaniu, jeden z nich jest pomnikiem przyrody. Na dębach umieszczono kapliczki nadrzewne, a okolica zwana jest Bartnicą i zdaje się wskazywać na to, że kiedyś znajdował się tutaj bór bartny.
   

W Bartnicy wśród Puszczy Bolimowskiej
     
 
    To miejsce przy Drodze Łowickiej w Bartnicy jest miejscem przedziwnym, magicznym. Nadrzewne kapliczki tego rodzaju są w Polsce dość powszechne. W niektórych regionach, np. w Karpatach, szczególnie na Podhalu, przybierają wyrafinowaną niekiedy formę artystyczną. Zawsze są wyrazem religijności wiejskiej. Często są wyrazem wdzięczności za otrzymane łaski, jako wota dziękczynne za uzdrowienie, ocalenie, szczęśliwe narodziny. Jednocześnie mają zapewnić dalsze łaski i opiekę. Najczęściej, tak jak i tutaj zapewne, strzegą tych, którym wypadła droga przez las, a w lesie – jak wiadomo – czai się moc niebezpieczeństw.
        Opowiadają, że w tym miejscu straszy Zły. Dlatego więc na drzewach umieszcza się kapliczki i wianki. Kapliczek musi być pięć, a wieńców siedem, razem dwanaście, i dopiero wtedy Zły do człowieka przystępu mieć tutaj nie będzie. Dlaczego akurat dwanaście i dlaczego kapliczek pięć, a wianków siedem, tego informatorzy powiedzieć autorowi nie umieli. Warto więc powiedzieć, iż te wszystkie liczby mają nie tylko ukrytą symbolikę, lecz mają czasem znaczenie również magiczne. Dwunastka z dawien dawna, zarówno wśród pogan, także Żydów i chrześcijan, była liczbą szczególnie cenioną. Dwunastka może posłużyć za wieloraką miarę, ponieważ stanowi pewien środek między wiele, a mało. Siódemka w Starym Testamencie jest liczbą świętą, ponieważ Bóg po stworzeniu świata odpoczął właśnie dnia siódmego. Tajemnicze wizje Apokalipsy mówią o siedmiu pieczęciach, siedmiu grzmotach, siedmiu trąbach, plagach, jest siedem cnót i siedem grzechów głównych, siedem demonów wypędzał Jezus z Magdaleny I o symbolice liczby pięć wiele można powiedzieć. Werdług pitagorejczyków liczba pięć oznacza wesele, zaślubiny. Św. Augustyn odnosił liczbę pięć do zmysłów człowieka, pięć panien mądrych to te, które powstrzymują się od uciech zmysłowych. Ale, rozważania rozważaniami, czy ci co owych pięć kapliczek w Bartnicy wieszali, wiedzieli coś o pitagorejczykach i kim oni byli? Albo chociaż o Św.Augustynie? Więc, a może, kto wie? zapewne wszystko to spekulacje i tyle...
W czasie swojego pobytu w Nieborowie Puszczę Bolimowską odwiedził znakomity polski pisarz, niezrównany artysta reportażu Ryszard Kapuściński (1932-2007). Zanotował w „Lapidarium II”: „O świcie (słońce, wreszcie słońce!) poszedłem do Puszczy Bolimowskiej. Idąc z pałacu, najpierw mija się pochylone, ciężkie od rosy łany zboża, potem jakieś podmokłe, wysrebrzone łąki, wreszcie jest las, od razu wysoki, stary, dawno tu zasiedziały, władczy. Przeszedłem obok gajówki Siwice, minąłem gajówkę Polesie, przesieki, rowy, aż w końcu dotarłem do środka puszczy. Rosły tu dwa wiekowe, rozłożyste dęby, do jednego przymocowana była kapliczka. Pod obrazem stały w słoikach dwa pęczki konwalii - plastikowych. Spotkałem chłopa z sąsiedniej wioski - Borowiny. Urodził się w tych lasach i tu przeżył życie: ma 67 lat. (...) Powiedział mi, że miejsce, w którym stoimy, nazywa się Sarnia Linia i że stała tu [w tych lasach; przypis LH] kiedyś leśniczówka Kaczew (bo niedaleko były bagna, a na nich roje kaczek). Teraz „poszła melioracja", ale i tak niedawno widział dwa łosie. Wielkie.
Poprawia coś przy swoim rowerze i mówi: „Czasem jak se jadę tą drogą, takie mnie myśli nachodzą, że to się w głowie nie mieści". Ale jakie są to myśli, czego dotyczą, a przede wszystkim dlaczego nie mieszczą się w jego głowie - tego już nie powiedział.” .

    Przy opracowywaniu tej opowieści korzystałem m.in. z następujących pozycji literatury: Baranowski Bohdan – W kręgu upiorów i wilkołaków, Wyd.Łódzkie 1981; Forstner Dorothea – Świat symboliki chrześcijańskiej, Pax 1990; Kapuściński Ryszard – Lapidarium II, Czytelnik 1995; Kopaliński Władysław – Słownik symboli, Wiedza powszechna 1990. Wykorzystałem w tej opowieści fragmenty mojego przewodnika "Bolimowski Park Krajobrazowy", wyd.Rewasz, 2011; w niewielkiej na szczęście części, ale jednak trochę się zdezaktualizował. 



wtorek, 18 października 2016

Najwspanialsze krajobrazy Mazowsza: 
dolina Rawki w Puszczy Bolimowskiej




Puszcza Bolimowska
     Wciąż i wciąż do tej puszczy powracam.  Jakże nie wracać? Jak nie fotografować. Wiosennych łąk. Jesiennych barw. Dostojnego lasu. Puszcza Bolimowska ocalała dlatego, że rośnie na obszarach nieprzydatnych dla rolnictwa. Zajmuje teren płaski, bez znaczniejszych wzniesień, o przeciętnej wysokości 105 m npm. Teren o dużej wilgotności jest poprzecinany licznymi strugami i rzeczkami, spływającymi z wyżej położonych terenów wysoczyzny, sięgających 180 m npm.
    Puszcza Bolimowska rozciąga się po dwóch stronach rzeki Rawki, pomiędzy Nieborowem, Skierniewicami, Radziwiłłowem i Bolimowem, zajmując powierzchnię ok. 10 tysięcy ha. składa się z czterech części, a każda z nich związana jest z inną własnością. Na wschód od Rawki rozciąga się dawna Puszcza Bolimowska, najdłużej będąca własnością wpierw książąt mazowieckich, potem będąca królewszczyzną. Na zachodnim brzegu Rawki sytuacja jest bardziej skomplikowana. Północna część stosunkowo wcześnie została własnością majątku w Nieborowie i w stosunku do niej do dzisiaj używa się niekiedy nazwy Lasy Nieborowskie. Był czas, gdy tak Lasy Nieborowskie, jak i historyczna Puszcza Bolimowska, znalazły się w rękach nieborowskich Radziwiłłów. Część południowa do upadku Rzeczpospolitej związana była ze skierniewickim majątkiem prymasów Polskich. Po II wojnie światowej całość wchodzi w skład Lasów Państwowych i jest administrowana przez nadleśnictwa Skierniewice i Radziwiłłów. Z małym wyjątkiem: lasy na pd. od Bolimowa w okolicach Ziemiar są własnością bolimowskiej wspólnoty leśnej, która ma swoją służbę leśną. Nazwa Puszczy Bolimowskiej pochodzi od nazwy miejscowości Bolimów, a tej od imienia Bolim, czyli  Bolesław.
     Lasy, z pozoru jednolite i nieciekawe, tworzą mozaikę różnorodnych drzewostanów sosnowych z niewielkimi domieszkami brzozy, czasem osiki; pojedynczo występują w nich dąb, grab, lipa i klon, rzadko jesion. Sośniny te pokrywają duże powierzchnie o ubogich glebach, często porolnych. Żyźniejsze miejsca porastają fragmenty świetlistych grądów lub resztki starych, ponad 150-letnich dąbrów, będących wspomnieniem dawnej świetności. W podmokłych zagłębieniach teren, wzdłuż cieków wodnych, wokół oczek i starorzeczy wykształciły się olsy.
     Pod okapem drzewostanów - w podszycie i runie, w nadrzecznych zaroślach i szuwarach, na śródleśnych polanach, bagniskach i wyrobiskach torfowych, na podmokłych łąkach i pastwiskach kryje się olbrzymie bogactwo i różnorodność flory puszczańskiej.  Znaleźć tam można m.in. ponad 40 gatunków objętych ochroną i ponad 100 uznanych za zagrożone i ginące.  Od roku 1988 cała puszcza  znajduje się w granicach Bolimowskiego Parku Krajobrazowego. Jest lasem gospodarczym, a więc takim, w którym hoduje się drzewa po to, aby pozyskać z nich drewno. Rezerwaty są niewielkie, najważniejszym z nich jest rzeka Rawka.

Rawka, rzeka niezwykła




       Rzeka Rawka jest niezwykłym zjawiskiem w pejzażu środkowej Polski. Ma charakter naturalnej rzeki o zakrzewionych i zadrzewionych brzegach, w wielu miejscach z przylegającymi do niej lasami. Naturalność rzeki jest podkreślona przez meandry, zmienną głębokość, podmywane strome brzegi, wyspy i łachy, starorzecza. Meandrujące koryto w dużej mierze decyduje o dużych zdolnościach samooczyszczania się wody. Od 24 XI 1983 r. rzeka jest chroniona jako rezerwat przyrody "Rawka"; ochroną objęto ok. 97 km długości rzeki od źródeł koło Koluszek po ujście do Bzury, w granicach rezerwatu znajduje się koryto rzeki i po 10 m brzegów z każdej strony. W kilku miejscach do rezerwatu włączono także starorzecza, podmokłe łąki, torfowiska, także i dolne odcinki niektórych dopływów: Rokity, Korabiewki, Grabinki. Łącznie chronionych jest 487 ha, w tym 134 ha wód. Dozwolone jest rekreacyjne i turystyczne korzystanie z rzeki i jej brzegów.
           Za najładniejszy uchodzi fragment doliny Rawki powyżej Bolimowa, gdzie rzeka płynie w bezpośrednim sąsiedztwie Puszczy Bolimowskiej. Meandrująca rzeka pośród łąk i zarośli, starorzecze, typowa roślinność wodna, na horyzoncie obramowujące dolinę lasy, to wszystko składa się na ten pejzaż, w którym uroda przyrody wyjątkowo silnie dochodzi do głosu. Podkreślić należy wyjątkową naturalność Rawki, uwypukloną przez liczne meandry i starorzecza.
        Rawka jest rezerwatem bardzo cennym przyrodniczo. Występuje w rezerwacie ponad 350 gatunków roślin naczyniowych, 360 gatunków glonów, w tym gatunki charakterystyczne dla wód czystych. Dno rzeki jest w wielu miejscach porośnięte przez płaty rdestnic; tego typu zespoły roślinne są znane z Krutyni i Czarnej Hańczy, rzek uchodzących w Polsce za najładniejsze. O czystości wód Rawki świadczy również występowanie w rzece raków oraz dwóch szczególnie gatunków ryb, uznawanych za najcenniejsze spośród 26 gatunków ryb, zasiedlających rzekę; są to głowacz białopłetwy i strzelba potokowa, a prócz nich minog strumieniowy oraz  pstrąg potokowy. Żyją w wodach rzeki bóbr, wydra, piżmak i rzęsorek rzeczek, bytują w nim i jego otoczeniu łosie i dziki, w rezerwacie i otoczeniu wyprowadzają lęgi i ma swoje żerowiska ok.100 gatunków ptaków, np. bocian czarny, żuraw popielaty, derkacz, bąk, błotniak stawowy, samotnik, bekas kszyk, kropiatka, wodnik, zimorodek i podróżniczek.

          Rawka jest emocjonującym szlakiem kajakowym. Nie jest rzeką trudną, płynie albowiem łagodnie i nurt ma dość spokojny. Jest jednak szlakiem bardzo uciążliwym.  Rzeka o szerokości zaledwie kilkumetrowej nieustannie zmienia kierunek, a meander goni tam za meandrem, zaś główny nurt jest mocno kapryśny. Największy kłopot jest ze zwalonymi drzewami, przegradzającymi koryto. Czasem daje się je ominąć slalomem, niekiedy można się przecisnąć pod przegradzającym koryto pniem, z kajaka nie wysiadając i tylko schylając mocno głowę, czasem jednak trzeba wysiąść z łódki, aby okrakiem siadając na pniu, przepchnąć pod nim sam kajak. Bywa jednak i tak, że kajak trzeba przeciągnąć nad drzewem, szurając jego kilem po pniu. Największym kłopotem są głęboczki, tworzące się pod takimi przeszkodami. Tak więc kąpieli niemal zupełnie uniknąć nie sposób. 

Krwawa wojna nad Rawką



      Brzegi doliny Rawki zryte są okopami. To ślady I wojny światowej.   Niewiele jest na Mazowszu miejsc, w których w pięknych okolicznościach przyrody rozgrywał się tak wielki dramat, jak nad Rawką w Puszczy Bolimowskiej. W czasie I wojny światowej,  przez siedem miesięcy na przełomie lat 1914 i 1915 dolina Rawki rozdzielała dwie walczące ze sobą armie. Po stronie zachodniej okopali się Niemcy, Rosjanie po wschodniej.  Bardzo długo Niemcy nie potrafili przełamać obronnej linii Rosjan. Z pomocą armii niemieckiej pospieszył prof. Fritz Haber, który jesienią 1914 roku złożył niemieckiemu sztabowi generalnemu propozycję użycia nowej broni, potrafiącej przełamać umocnione pozycje i która przyniesie zwycięstwo w wojnie pozycyjnej. Pomysł profesora po raz pierwszy wykorzystany został 22 kwietnia 1915 roku pod Ypres w zachodniej Belgii, gdzie Niemcy dokonali ataku gazowego pomocą chloru na froncie długości 6 km. Straty Aliantów wyniosły tam 12000 ludzi, z czego od gazu zmarło 350 osób.
Dawna butla z gazem,dziś gong ppoż
Atak gazowy nad Rawką koło Bolimowa był drugim w historii.  12 tysięcy butli (na zdjęciu po lewej taka butla, jako gong pożarowy w Bolimowie) z 264 tonami chloru ustawiono na przedpiersiach okopów, zwracając je zaworami w stronę przeciwnika, oddalonego o 80-600 kroków. Długo czekano na sprzyjający wiatr. Atak zaczął się nocą, jeszcze przed świtem 31 maja 1915 roku. Sunąca z wiatrem żółto - zielona chmura o wysokości ok. 6 metrów szybko dotarła na pozycje rosyjskie. Zupełnie zaskoczeni Rosjanie nie wyposażeni w maski przeciwgazowe, chowali się do okopów, tam stężenie gazu było największe. Części metalowe w karabinach zardzewiały.  Wszystko co żyło, a co trafiało w zasięg działania gazu, natychmiast ginęło.  Ziemia pokryła się czerwono - burą powłoką, żyto więdło, wydawało się jak spalone. Liście na drzewach skręcały się jakby pod wpływem silnego żaru i usychały. Ptaki siedzące na drzewach padały martwe. Ludzie umierali w męczarniach. Podobno zginęło wtedy 11 tysięcy. Inne źródła podają, że było ich 9100. Rosyjskie publikacje twierdzą, iż życie straciło 1500-2100 żołnierzy. Wyraźny odór czuć było w odległości 30 kilometrów. Wśród zagazowanych była także ludność cywilna. Nie wiemy dokładnie ilu rosyjskich żołnierzy poległo w tym dniu w rejonie Bolimowa. Liczba zagazowanych osiągnęła podobno 11 tysięcy. Inne źródła podają, że było ich 9100. Rosyjskie publikacje twierdzą, iż życie straciło 1500-2100 żołnierzy. Także ludność cywilna.  Wyraźny odór czuć było w odległości 30 kilometrów.
        Nad Rawką wiodą dzisiaj szlaki turystyczne. Wędrujemy nimi i podziwiamy piękno przyrody.  Czy jesteśmy w stanie uświadomić sobie, że tutaj właśnie, nad Rawką, rozgrywał się jeden z najbardziej krwawych epizodów I wojny światowej i jeden z najbardziej dramatycznych, jakie miały miejsce na ziemiach polskich w całej ich historii.


Ze szlakami turystycznymi różnie bywa. Dolina Rawki w Puszczy Bolimowskiej jest niezaprzeczenie najbardziej interesującym fragmentem krajobrazu zachodniego Mazowsza. Pod względem turystycznym najbardziej interesującą jej częścią jest odcinek pomiędzy wioskami Budy Grabskie, a Joachimów Mogiły. Słusznie poprowadzono tamtędy znakowane szlaki turystyczne, ukazujące urodę tej okolicy, ułatwiające orientację w wędrówce.  Najbardziej efektownym jest szlak zielony, wiem, co piszę, sam go zaprojektowałem przed laty, a później jako "wycieczkę z sercem" opisywałem w przewodniku "Bolimowski Park Krajobrazowy", w roku 2011 wydanym przez Oficynę Wydawniczą >Rewasz<.
Tam o każdej porze roku jest pięknie. Najbardziej lubię wiosnę. Jesienią też zachodzę. Ostatnio byłem tam w połowie września 2016 roku. Zobaczyłem zniszczone szlaki. Na znacznym odcinku zostały zrąbane drzewa z namalowanymi znakami trzech szlaków: dwóch szlaków dla turystyki pieszej (niebieskiego i zielonego) oraz jednego dla turystyki rowerowej (niebieskiego). Szczególnie dotkliwe zniszczenia tyczyły rozwidlenia szlaków w oddziale 137 ndl.Radziwiłłów. Rozstaje te znalazły się na terenie zrębu zupełnego. Po sąsiedzku wycięto też drzewa ze znakami przy budowie leśnej drogi gospodarczej, prowadzącej od Grabia ku pn.wsch. Szlaki w tej okolicy praktycznie nie istnieją. 
Do tej pory spotykałem się ze zniszczeniami szlaków, dokonywanymi przez wandali, szlaki zniszczone przez leśników są ewenementem! Jest zrozumiałe, że zręby w w lesie być muszą, w lesie musi być prowadzona normalna gospodarka leśna, ale żeby przy sposobności niszczyć służące ludziom szlaki turystyczne? Smutne i bolesne. Powiadomiłem o tym nadleśnictwo Radziwiłłów, na którego terenie to się zdarzyło. Napisałem do nadzorującej to nadleśnictwo okręgowej dyrekcji lasów państwowych w Łodzi. Poinformowałem dyrekcję  Bolimowskiego Parku Krajobrazowego oraz zarząd główny PTTK. Podobno interwencja przyniosła skutek.Dawno tam nie byłem, jak ktoś może mnie powiadomić w tym blogu, jak to wygląda, wdzięczny będę niezmiernie.

Teraz się buduje takie drogi do wywózki drewna z lasu. Przy okazji wycinając drzewa ze znakami.
Kolorowymi strzałkami oznaczyłem trasy szlaków. Drzewa ze znakami nie ocalały. Wrzesień 2016 r.  

...................................

Post scriptum. W sierpniu byłem nad Radomką w Puszczy Stromieckiej. Opisałem ją w tym blogu. Popularnością Radomka Rawce ustępuje zdecydowanie, urodą wydaje się przewyższać. Ale może się mylę. Byłbym ciekaw opinii czytelników tego blogu.